Zdecydowane ruchy wiatru, który szalał pomiędzy drzewami, były kluczowym elementem aury tego miejsca. Na ziemi leżą poukładane liście w odcieniach brązu, czerwieni i żółci. Gdzieniegdzie wdzierała się także zieleń. Coraz to nowe plamy barw opadały w rytm gwałtownych ruchów tego odważnego Tancerza, który występował rówież w roli malarza. Tej ceremonii tworzenia towarzyszyły westchnienia drzew i łoskot układanej 'farbry'. Gdzieś tak pośrodku tego mistycznego zakątka stał człowiek. Mężczyzna. Był świadkiem geniuszu wiatru. Jego obecność tutaj nie była przypadkowa. Przybył w to miejsce by spróbować dorównać dziełu szalejącego kreatora. Narazie stoi i obserwuje. Jakby zachęcony zazdrosnym spojrzeniem tego człowieka, wiatr porusza się jeszcze bardziej zdecydowanie, z jeszcze większą finezją wprowadza w ruch wszystko. Mężczyzna w końcu postanowił wyjść z roli świadka, a wzamian stać się twórcą. Chciał spóbować mu dorownać. Wyciągnął spod płaszcza pistolet i przyłożył do skroni. Jednym zdecydowanym ruchem, podobnym do pewnego siebie wiatru, nacisną spust i stworzył. Powietrze zadrżało, zajęczało odgłosem wystrzału, zdecydowanie przewyższającym wcześniej dominujące szelesty. Na wyłożonej liśćmi ściółce mieszał się mózg z krwią. Swoim wachlarzem barw i rozmaitością formy mógł zawstydzić nawet najwybitniejszego malarza. Sącząca się w szalonym tempie krew wtłaczała teraz nowe życie w ten pejzaż. Pod naporem pocisku czaszka rozpękła się na wszystkie strony pozostawiając po sobie kilka części niemożliwych do powtórnego złożenia. Przez moment wiatr przyglądał sie temu, co się stało. Lecz nie trwało to dłużej niż ułamek sekundy - na tyle czasu ustał, zamarł w bezruchu, po czym na powrót zatańczył. Z jeszcze większą siłą jakby triumfując. Miotał liśćmi na wszystkie strony, smagał bezlitośnie gałezie starych drzew. Jęczał z zachwytu. Wzbite niezwykle wysoko liście odkryły ziemię. Teraz dopiero było widać, że w lesie leży kilka ciał ludzkich. Nie... kilkanaście. A może i setka? Kobiety i mężczyźni - wszyscy w różnych pozach, wszyscy martwi. Ich krew w przeciwieństwie do tego zmarłego przed momentem mężczyzny już dawno przesiąkła w glebę. Wiatr upajała się tym widokiem. Kolejna część obarazu została domalowana. Z uczuciem spełnienia dumnie unosił się ponad całym lasem, wprawiał w ruch WSZYSTKO. Po kolejnym szalonym tańcu liście posłusznie opadły przykrywając wszystko szczelnie. Niektóre z tych, które były wcześniej zielone, padając na świeże ciało nasiąknęły krwią i przyjęły jej brunatny kolor.
***
Ten człowiek, tak jak cała reszta przed nim i kolejni po nim, myśleli, że tworzą coś nowego, a stali się jedynie częścią całości, ktorej konstruktorem był zupełnie ktoś inny.