Znowu mijam ją na korytarzu.

 

Pomimo tego, że jesteśmy w jednej klasie, niewiele ze sobą rozmawiamy. W zasadzie i tak jest to lepsza sytuacja, niż zwykle. W końcu przez dwa pierwsze lata szczerze się nienawidziliśmy. Teraz zamienimy okazjonalnie parę zdań i jest w miarę w porządku.

To i tak więcej niż mogłem się spodziewać.

3 klasa zbliża się do końca, a ona nadal nie ma o niczym pojęcia. Nawet nie spodziewa się, że ten bezczelny chłopak, typowy przykład kolesia, który wyznaje życiową zasadę : „I just don’t give a fuck” może cokolwiek czuć. Że ma sumienie, marzenia, uczucia. To nie wydaje się możliwe do zaakceptowania. Nie w jego przypadku. Przynajmniej ja uważam, że ona tak sądzi.

Jest klasowa wigilia. Wiecie, jak to jest? Spokojna, miła, nieco kameralna atmosfera, przyjazna rozmowa, nauczyciele uprzejmi jak nigdy, słowem sielanka, jak nigdy w szkole.

To odpowiednia pora, aby powiedzieć, co nam w duszy gra. I ten moment wybrałem. Siedziała z koleżankami, śmiejąc się serdecznie z jakiegoś trafnego dowcipu. Ma piękny uśmiech, który idealnie komponuje się z jej aksamitnym głosem. Jedna z wielu cech, które łączą się w obraz idealnej dziewczyny.

-Przepraszam, mogę cię prosić na chwilę?- spytałem niezwykle uprzejmym w moim przekonaniu tonem. Niecodzienne, jak na mnie, który wyrobił sobie opinię „ziomala”, który słów takich raczej nie stosuje. Uprzejmość sformułowania musiała ją ująć, gdyż bez słowa wstała i podeszła razem zemną w kąt sali.

-O, co chodzi?- spytała mnie prosto z mostu. Ponieważ stosunki między nami nie były już napięte, to przez jej głos nie przemawiała duma i wyniosłość, a niemalże przyjacielskość połączona z ciekawością, co tez za sprawa sprawiła, że odciągam ją od koleżanek.

-Czy mogłabyś poświęcić mi kwadransik, na prywatną rozmowę?- powiedziałem, obserwując malujące się niezrozumienie na jej twarzy, dodałem, więc- To bardzo ważne.

Zastanawiała się przez chwilę, ale musiała widocznie dojrzeć w moich oczach, że widocznie była to ważna sprawa, więc skinęła głową i poszła za moim przewodnictwem do szkolnej stołówki.

Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo. O tej porze nie ma tam nikogo. Tylko personel czasem tu zajrzy, zaś uczniowie siedzieli właśnie na swoich klasowych wigiliach. Atmosfera była, więc odpowiednia, aby poprowadzić cichą, szczerą rozmowę.

Właściwie, to miał to być monolog.

Usiedliśmy przy ławce we wnęce, siadając naprzeciwko siebie. Ona siedziała wyprostowana, czekając na to, co powiem. Ja oparłem się łokciami o ławkę, nachylając bliżej i splotłem dłonie. Patrzyłem jej w oczy. Miała takie duże oczy, brązowe, piękne. Można było godzinami się w nie wpatrywać. Utonąć w nich, jak to ujmowali romantycy. Chyba mi odbija, że postanowiłem jej to powiedzieć. Jak zareaguje? Czy mnie wyśmieje, wzgardzi, totalnie oleje? W końcu coś takiego nie jest już modne, nie w dzisiejszych czasach. Ja sam nawet nie myślałem, że coś takiego może mną ogarnąć. To nie było realne. Chciałem uciec, i mimo, że dnia wczorajszego przygotowałem z pięć wariantów rozmowy, to teraz ogarnął mnie zwykły strach i nie miałem odwagi rozpocząć tej rozmowy.

Ona siedziała i uprzejmie milczała, czekając. Westchnąłem ciężko, i rozpocząłem.

-Zanim powiem to, co chcę ci powiedzieć, proszę cię o jedno: nie przerywaj mi, cokolwiek powiem. Jedyne, czego od ciebie oczekuję, o co cię proszę, to to, abyś mnie wysłuchała. Potem możesz odejść. Chcę tylko, abyś słuchała w ciszy i nie komentowała tego, co powiem, dobrze?

Skinęła głową, i zaciekawienie zmieniło się w zdziwienie.

-Muszę ci to powiedzieć, choć wiem, że jest to bezsensowne. Może uznasz mnie za głupca, trudno, ale ja musze to powiedzieć. Otóż, ja…-zrobiłem pauzę, bynajmniej nie dla podniesienia jej ciekawości, ale ze zwykłego strachu-kocham cię- dokończyłem.

Jej duże oczy jeszcze bardziej się zwiększyły. Zszokowało ją to, co powiedziałem. Mogłem jedynie domyślać się, co w tej chwili o mnie myśli. „On? Przecież my się nienawidzimy! To niemożliwe”- coś takiego musiało przechodzić jej przez myśl. Chciała się odezwać, ale uciszyłem ją gestem dłoni.

-Wiem, że to brzmi głupio, bo to jest głupie-kontynuowałem. Mimo, że minęło tyle czasu, ja nadal pamiętam słowo w słowo, co jej wtedy powiedziałem. Pamiętam każdy szczegół tej dyskusji, każdy gest, jaki wykonała. Wszystko. Pamiętam tez swój własny ton głosu, który nigdy nie brzmiał tak jak wtedy-Jednak zakochałem się w tobie. Od dawna, jednak ty nigdy nie zwróciłaś na mnie uwagi. Nie oskarżam cię. Wiem, jakie nastroje panowały między nami. Może i byłem dla ciebie opryskliwy, niemiły, ale naprawdę nie chciałem taki być. Tak wyszło, choć nadal nie wiem jak mogłem tak spieprzyć sprawę. Bo ja cię kocham. Kocham w tobie wszystko: twój głos, delikatny i dźwięczny, twój śmiech, twoje włosy mleczne, twoje usta wydatne, o których marzyłem nieraz.

Wiem, że mówię jak jakiś pieprzony romantyk. Wiem, że to nienormalne, nietypowe, zwłaszcza jak na mnie. Ale jeszcze nigdy nie czułem do dziewczyny czegoś takiego. Nigdy tak naprawdę nie kochałem. Do teraz. Do naszego pierwszego spotkania. Do pierwszego spojrzenia.

Ona cierpliwie słuchała. Nie przerywała m, zgodnie z obietnicą. Z jej twarzy nic nie można było wyczytać. Od czasu do czasu nerwowo poprawiała sobie włosy. Patrzyliśmy sobie w oczy, choć ja od czasu do czasu patrzyłem w dół, na swoje ręce. Chyba wstydziłem się takich słów. W końcu to takie staroświeckie.

-Wiem, że już wszystko stracone. Wiem, że kochasz innego, wiem, że nigdy nie będziemy razem. Wiem, że powinienem powiedzieć ci to wcześniej, już dawno temu. Że powinienem mówić ci to codziennie. Lecz ja dopiero dziś się na to zdecydowałem, dopiero dziś znalazłem odpowiednie słowa. Nie chcę od ciebie nic. Chciałem tylko, żebyś wiedziała.

Umilkłem, lecz wciąż siedziałem. Pomimo tego, że cały czas mówiłem sobie, że niczego się nie spodziewam, że to tylko, aby wiedziała, że i tak nie ma szans na zmianę tego stanu, to teraz, w obliczu tego wyznania, tuż po, miałem nadzieję. Chciałem, aby położyła dłoń na mojej dłoni i powiedziała, że czuje to samo. Tak cholernie tego chciałem, pragnąłem tego całym sercem.

Ale ona milczała, a ja wstałem. Spojrzałem na nią po raz ostatni. Nasze oczy zetknęły się, zaś ja odwróciłem się i powoli odszedłem. Nawet w tych ostatnich chwilach liczyłem, że wymówi te dwa, drogie słowa „Artur, zostań”.

Ale ona nic takiego nie powiedziała.

Wróciłem do Sali. Zabawa trwała w najlepsze. Po pewnym czasie i ona wróciła. Nie odezwaliśmy się słowem, nawet na siebie nie patrzyliśmy.

Do końca roku szkolnego zamieniałem z nią tylko jedno słowo codziennie. Tym słowem było” Cześć”.

           

                                                                                                            ZoltaR a.k.a. JaCeN

                                                                                                            ballinboy@o2.pl

 

PS 1: Typowe, prawda? Życie toczy się jednak dalej.

PS 2: ELEMENT EIGHTY-„Broken Promises”. Genialny kawałek!!!