CUDOWNY ŚWIAT REKLAM ORANGE

 

Reklamy telewizyjne zazwyczaj odpychają człowieka od telewizora. Ich wtórna infantylność, czysta głupota, czy też obiekt który reklamują powodują, że człowiek najchętniej zwymiotowałby na sam ich widok. Reklamy proszków, wybielaczy i innych artykułów gospodarstwa domowego są po prostu męczarnią i gwałtem na sztuce.

Są jednak reklamy, które ogląda się z przyjemnością. Zalicza się do nich te odkrywcze lub najczęściej te humorystyczne, dowcipne, które wywołują śmiech. Zazwyczaj właśnie takie najlepiej trafiają do wybrednego widza, który jeszcze przed emisją jest do bloku reklamowego nastawiony negatywnie.

Mnie za to, najbardziej przypadły do gustu reklamy sieci komórkowej Orange. Nie są one dowcipne, nie są tez dzięki Bogu z dolnej proszkowo- wybielaczowej półki. Są to reklamy, które niosą w sobie optymistyczny przekaz.

W reklamach tych dorośli, nawet jeśli napotykają problem, to szybko znajdują na nie sposób. Z uśmiechem na ustach walczą z przeciwnościami, zazwyczaj wzorując się na cudownym i beztroskim świecie dzieci, które wiodą szczęśliwe żywoty pełne radości. Dwóch mężczyzn startuje do taksówki. Bójka na środku ulicy gotowa. Wystarczy spojrzeć na przyjaźnie jeżdżących na jednej rolce na głowę (a raczej nogę) chłopcach małoletnich i mamy przykład, jak należy postąpić. Nie zważając na nic, garniturowiec ustępuje swojemu bardziej zestresowanemu i będącemu w większej potrzebie koledze.

To wszystko jest takie…cukierkowe. Naiwne, banalne. Rodem z filmów Disneya. Nie ma w tych reklamach miejsca na smutek, wręcz przeciwnie, mamy w nich jedynie szczęście i niczym nie skalany optymizm. Nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma sytuacji, w której powinniśmy się zamartwiać, na wszystko znajdzie się sposób, który szybko i łatwo odejmie nam ciężar z barków i pozbawi problemów.

Ludzie lubią się oszukiwać. Robią wszystko, aby uwierzyć, że żyjemy na najdoskonalszym ze światów. Zrobimy wszystko, aby samemu go doświadczyć. Jeśli prawdziwe życie nie dostarcza nam dowodów na potwierdzenie naszych tez, szukamy ich gdzie indziej. W książkach, filmach, grach komputerowych, reportażach. Teraz przerzuciliśmy to także na reklamy.

Prawdziwe życie nie jest łatwe. To tylko reklama, to tylko rzeczywistość wykreowana przez ludzi na obraz i podobieństwo takiej, jaką sami chcielibyśmy mieć dookoła siebie. Nie jest ona możliwa. Jest tworem sztucznym. Na świecie nigdy nie ostanie się tylko dobro. Puszka Pandory została dawno otwarta i nic na to nie poradzimy, choćbyśmy pękli. Mefistofeles musi sprawdzać naszą wytrzymałość, będąc „tej siły cząstką drobną, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”.

Dlaczego więc nie jesteśmy w stanie tego zaakceptować? Te reklamy niezmiennie kojarzą mi się z filmami porno. Tam nikt się niczym nie przejmuje. Każdy, niezależnie od statusu społecznego, majątku, czy tez zajęcia dąży do zaspokojenia swojej skrajnie hedonistycznej postawy za pomocą jednego czynnika relaksacyjnego: seksu. Nic innego się nie liczy.

Podobnych motywów należy się chyba doszukiwać u producentów zabawek. Kiczowate laleczki, wszystkie co do jednej piękne, wspaniałe, bogate, żyjące w kolorowym i radosnym światku. Kran im nie pęknie, kibel się nie zatka, samochód gumy nie złapie. Idylla.

Nie żebym miał coś przeciwko zabawkom. Rzekomo mają uczyć one dzieci właśnie tego dobra, które wyrażać mają na co dzień, kiedy już dorosną. Tak nie jest. Kiedy zderzymy się z rzeczywistością, szybko okazuje się, że jest inna, niż kiczowato- idealistyczny świat naszych urojeń, który kreujemy sobie przez większą część życia, aby nie oszaleć. Prawda o świecie jest najgorszą prawdą, jaką możemy odkryć.

Mówi się więc, że aby uniknąć takich sytuacji dzieci nie można chować pod kloszem. Trzeba wdrażać je powoli we wszystkie niuanse i bombardować nie tylko dobrem, ale też uświadamiać istnienie zła i uodparniać na nie. Ładnie, pięknie, ale czemu dorośli powielają te błędy? Czemu nie rozpoczną moralnej edukacji od samych siebie?

Na każdym kroku oszukujemy siebie, aby przeżyć. Ziemia nie jest piekłem innej planety, ale i bez tego daje nam w kość częściej, niż byśmy tego chcieli. Możemy się temu poddać, możemy próbować oporu, możemy się oszukiwać. Nie zmieni to niczego, oprócz naszego nastroju. Samodoskonalenie się da niewiele. Zetkniemy się z nie tak doskonałymi innymi, którzy zamiast poprawiać wszystko poczynając od siebie, wolą poprawiać byt swój kosztem innym.

Życie ludzkie sprowadza się do konsumpcji. Byle do wiosny, byle do pierwszego, byle jakoś tam było. Radości szukamy w pojedynczych, szczęśliwych momentach, maskując w naszych myślach widoczne gołym okiem dla bezstronnego obserwatora niedoskonałości. Oko robi podobnie, kiedy czegoś nie rozpoznaje.

Najbiedniejsze wesele z dwiema potrawami i kasetą zamiast orkiestry zostanie w pamięci jako najwspanialszy moment życia. Poddane zostanie obróbce, zwanej procesem idealizacji.

Wiecie co?

Akceptuję to.

Chcę tego.

Podobają mi się takie reklamy.

 

Nie możemy dawać się światu. Musimy się oszukiwać, musimy być optymistami, musimy marzyć, musimy robić to wszystko, co czyni z nas lepszych ludzi. Choć troszkę bardziej szczęśliwych. Musimy ratować własny świat. Wszelkimi sposobami.

 

 

                                                                                    ZoltaR

                                                                          ballinboy@o2.pl

 

PS: Jeszcze niedawno byłem znany jako JaCeN. Wymyśliłem sobie jednak autorską, bardziej oryginalną ksywkę.