Prawie nowy dzień

 

                                    Albo mam jakąś chorobę psychiczną albo miałem doczynienie z jakimś czymś... Eee... Jak to ująć? Zjawiskiem? Jak zawsze to czynię otworzyłem oczy równo o godzinie 6.00 . Potem zjadłem suchą bułkę i wypiłem aktimela. Zastanowiłem się czemu moja mama jeszcze nie wstała. Przecież jest czwartek i idzie do pracy. No cza ją obudzić. Troszkę się zdziwiłem gdy zobaczyłem że nie ma jej w łóżku - mieszkamy w bloku to nie mogła być w innych pomieszczeniach bo bym to zauważył. Dobra - poszła na pewno z psem bo jego też nie ma w domu. Włączyłem telewizor - pssfsss... Co jest żaden kanał nie odbiera? Zostawiłem telewizor w spokoju. Uruchomiłem radio - też jakieś trzaski i szumy. Cholera co się stało? Dobra to idę do szkoły. Doszedłem do przystanku. Nikogo tam nie spotkałem prócz plakatu Lecha Kaczyńskego. 10 minut, 20, 30 nie no, nic nie przyjeżdża - w zaspę jakąś wpadł ten autobus czy co? No to idę na piechotę. Po około dwudziestu minutach byłem przy szkole. A szkoła zamknięta! Czy jestem aż takim debilem żeby chodzić do szkoły w niedzielę? Nie... Na pewno dzisiaj jest czwartek. Poszedłem do sklepu nieopodal kupić sobie jakiegoś batona. Sklep zamknięty. Dobra geniuszu wracaj do domu. Po kolejnych 20 minutach byłem w domu. Nikogo tam nie było. Mama pewnie poszła już do pracy. Hej ale w domu nie ma psa... Co jest? Dobrze pogram chociaż. Włączyłem komputer. Hej ale trzeba nakarmić rybki! Nie potrafię opisać uczucia którego doznałem gdy zobaczyłem że w akwarium nie ma ani jednej rybki. Przecież jeszcze wczoraj było tu pełno nudnych gupików, glonojadów, bocji i innego dziadostwa. Serce biło mi już trochę szybciej. Podłączyłem internet - nie można wyświetlić strony. Wybiegłem na ulicę pochodziłem trochę, popukałem do drzwi. Darłem się najgłośniej jak umiałem. Niech ktoś tu przyjdzie... I tak odkryłem że na świecie nie ma żadnych ludzi. Nie jest to żadna przenośnia. Nie jest to historyjka którą wymyśliłem - to było naprawdę. Żadnej żywej duszy - żadnych ptaków, ludzi, insektów.  Dziś obudziłem się tak samo o 6.00 w kuchni słychać było że ktoś kroi coś na desce. Była to moja mama. Zapytałem się ją jaki dziś dzień. Odpowiedziała że czwartek. Ale przecież czwartek był wczoraj! Zapytałem się gdzie wczoraj była. Odpowiedziała że była na poczcie odebrać książki. Nieee !!! Na poczcie była w środę! Wczoraj był czwartek! Mama spojrzała się na mnie jak na debila i kroiła nadal ser. Powiedziałem o tym zdarzeniu paru osobom ale chyba z dwie udawały że mi wierzą. Zastanawiam się co się stało - czy otrzymałem dodatkowy dzień od boga? 

Sypee