Singiel

Tam para, tu para. Gadu - gadu, buzi - buzi. Rok namiętności, fascynacji, obsesji. Później jest już tylko gorzej - biały welon, duży brzuch, ciepłe kapcie i śmierdzące skarpetki. Ale stop, ty przecież tak nie chcesz! No... nie do końca. Namiętność, buziaki - to piękne. Ale do czasu. A ty nie chcesz krzywdzić. Nie chcesz kopać w dupę tylko dlatego, że już nie ma tej ikry. Nie chcesz także z rozsądku się obrączkować i wieść spokojnego żywota w domowym zaciszu i szczęśliwej rodzince. Przynajmniej nie teraz. Jeszcze nie. Może za dwadzieścia lat, ale teraz jesteś za młody. Nie dorosłeś do życia. Myślisz, ale głównie o sobie.

Postanowiłeś zostać singlem. Jak to dumnie brzmi. Kiedyś na podobnych do ciebie mówiło się "cienias" lub "burak". Jeszcze kilka lat temu byłbyś posądzony o homoseksualizm (lub bardziej dosadnie: pedalstwo), ale teraz na takich popaprańców jak ty zostało wymyślone specjalne, łagodne określenie. Miło. No, ale co dalej?

Dalej zapewne będzie z górki. Zarabiasz, więc wyprowadzisz się od starszych i wynajmiesz sobie jakieś przytulne mieszkanie w centrum miasta. Będzie super - chata wiecznie wolna. A jak chata wolna to grzech nie robić imprezek. Piwo i wódeczka oraz tania, błyskawiczna miłość w drugim pokoju. Jak w raju. Kolesie - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Ale nic na poważnie. Bezpieczne tematy z przymrużeniem oka, antykoncepcja we wszelkiej postaci, kobiety tylko na jedną noc. Zero przyjaźni, przyjaźń przecież przekształca się w miłość. Jeszcze by ci odwaliło i złamałbyś regulamin. Wiersze do szuflady, muszą wiedzieć, że jesteś twardy. Ale bez agresji - agresja odstrasza ludzi z duszą.

Będzie fajnie - zero kłótni i chodzenia na jakiekolwiek kompromisy. Zawsze będzie po twojemu - imprezka na całego lub wieczór sam na sam z telewizorem i paczką chipsów. Nie będzie namiętności, ale bez niej da się żyć. Ważne, by w jakiś sposób wypompować z siebie testosteron. Wtedy facet staje się obojętny i nie reaguje na żadne bodźce. Da się załatwić - nie każda chce się wiązać. A w razie czego masz jeszcze dwie alternatywy...

Będziesz grał w piłkę i oglądał mecze. Narzekania i telenowele odejdą w zapomnienie, a spać będziesz chodził codziennie o innej porze. Postawisz sobie w domu stół bilardowy i kupisz jakąś next - genową konsolę do gier. Pół pensji przepuścisz na rozmaite płytki, a drugie pół na alkohol i inne przyjemności. Nikt się o to do ciebie nie przyczepi, a ty będziesz szczęśliwy.

I tak do czterdziestki. Wtedy spojrzysz w lustro, zobaczysz zmarszczki i siwe włosy. Ciarki przejdą ci po plecach i pomyślisz sobie, że jesteś stary i samotny. Na tyle stary, żeby otrzeźwieć i na tyle samotny, żeby związać się z kobietą. Będzie z tym duży problem, bo żadna nie będzie cię chciała. Wszystkie, które cię znają będą już wiedziały, jaki z ciebie sukinsyn, a na zmianę otoczenia będzie już zdecydowanie za późno. Poza tym przestaniesz dbać o higienę osobistą i będą cię wytykać palcami. Poczujesz się nikim.

Zaczniesz wspominać czasy studiów i kolegów, którzy jeden po drugim ślubowali. Będziesz im zazdrościł odchowanych dzieci i energii do życia. Dotrze do ciebie, że rozrywki to nie wszystko, a świat bez uczuć to świat w krzywym zwierciadle.

W wieku czterdziestu pięciu lat zaczniesz obgryzać paznokcie i mieć napady lęku. Będziesz nadal sam i zaczniesz pisać bloga o tematyce miłosnej. W takim wieku trudno już o tanią, błyskawiczną miłość, więc pozostanie ci kino i prasa. No, i ręka. To jedyna rozrywka dla samotnego faceta, który długo stroi i krótko gra, a z portfela mu nie kipi.

Do pięćdziesiątki jeszcze jakoś pociągniesz. Alkohol goi rany. Później będzie już tylko gorzej. Pójdziesz na odwyk, a stamtąd na cmentarz komunalny. Stary organizm nie lubi zmian. Jak singlem to do śmierci...

Młodość jest długa, ale nie trwa wiecznie. Tylko ci się wydaje, że możesz złamać tę regułę.

Korzystaj z życia do oporu. Pamiętaj jednak, że kiedyś może ci się to znudzić.

Nigdy nie jest za późno. Nie zawsze są jednak sprzyjające okoliczności.


zabójca /zabojca@buziaczek.pl/