Z pamiętnika oldschool`owca

Czyli: Można się zdziwić

***

   Jestem oldschoolowcem. Arty piszę jak od szablonu, a mój lay od pierwszego dzieła niemal się nie zmienił. Słucham wciąż tych samych kawałków, na tym samym sprzęcie i z tych samych źródeł czerpię te same pomysły na wciąż takie same teksty. Ci sami ludzie chwalą moje twory raz za razem z tych samych powodów za pomocą tych samych argumentów. W tym samym pokoju z tą samą herbatą w tym samym kubku z właściwym sobie brakiem zaangażowania wystukuję na klawiaturze w podobnym rytmie podobny art na który po raz kolejny będę narzekał. Klątwa oldschoolowca.

   Mamy rok 2006 i tak naprawdę to wiele się zmieniło. Zasadniczo niby działamy w podobny sposób jednak teraz napędza nas coś innego, nieuchwytnego i bleeeee... dojrzałego. Nigdy nie lubiłem być szczególnie poważnym, wszędzie coś musiało wyglądać inaczej niż każe zwyczaj. Nawet cmentarz nie zmusza mnie do refleksji i pokory bo niby czemu? Moja wiecznie roześmiana morda powinna być na banknotach, żeby przypominać ludziom, że życia nie można traktować zbyt poważnie. Istny negatyw - w szkole średniej zwracałem uwagę nauczycielom na najmniejszy nawet przejaw braku szacunku, a teraz śmieję się jak prof. dr hab. mgr inż. zwraca się do mnie per `Pan` i to z takim szacunkiem, że aż słychać to duże `P`. 

   Ostatecznie w ramach kompromisów byłem zmuszony przyjąć warunki narzucone mi przez życie - tudzież przez mamę - jak za chwilę dane wam będzie usłyszeć. Słynący ze swojej niechęci do komórek otrzymałem ją w prezencie z czystej złośliwości a jako dżentelmen nie mogłem odmówić. Podsumowując - w 95% czasu jest wyłączona, w pozostałych pięciu odpowiadam na sms`y w stylu "chodź na piwo". O ostatecznym rozrachunku i tak wychodzi na to samo, tyle że składającym te propozycje  jest teraz wygodniej.

   Wciąż jaram jak smok. Moje pożegnania z marihuanką były zazwyczaj huczne i zielone, dlatego też lubię je urządzać. Nie przeginam, bo nigdy tego nie robiłem, niemniej kiedyś przysiadłem kopcąc 12 godzin ciągiem. Byłem potem w takiej formie, że postanowiłem kompletnie rzucić koper. To było pół tygodnia temu, a wczorajszego zaproszenia zwyczajnie nie mogłem odrzucić. Oczywiście zdarzało się, że nie tykałem tego pół roku i dłużej, ale nigdy rzucając nie mówiłem tego szczególnie poważnie. Z drugiej strony czego bym nie mówił - też nie mówię *do końca* poważnie. Taki już jestem. Po prostu ten kto, nigdy nie grał w chowanego, kryjąc się przed grzanką z serem, nie jest w stanie  tego zrozumieć.

  Czysty oldschool - czasem wydaje mi się że zatrzymałem czas i tylko ja się nie zmieniam. Po raz pierwszy w życiu jestem *prawie* całkowicie zadowolony ze swojego miejsca w świecie. Prawie, bo utknąłem na uczelni na której ani nie chcę, ani nie mam możliwości zostać. Stoję przyparty do muru bo ludzie na WKU już ostrzą sobie noże i widelce na samą myśl o mnie. O! Właśnie! To przypomina mi o następnym akapicie!

  Wciąż nic nie jest na serio, Nawet taką instytucję jak WKU ignoruję sobie bezczelnie wręcz. Po 
dostaniu się na uczelnię nie spieszyłem się szczególnie z oddaniem odroczenia. Tak minął tydzień, potem drugi, potem minął miesiąc i gdzieś w połowie drogi do drugiego miesiąca stwierdziłem, że wypadałoby coś  z tym faktem zrobić. Jak na ironię, okazało się, że owo odroczenie zgubiłem, musiałem więc zorganizować je ponownie w rektoracie, ale siedząca tam zołza okazała się wyjątkowo mało interaktywna więc załatwienie odroczenia stało się czynem wielce trudnym i zajęło jej jakieś pół miesiąca. Po upłynięciu takiego czasu od `terminu ostatecznego` nawet ja potrafię zauważyć, że sytuacja nie maluje się już w kolorach rasta. Tak więc roztropnie postanowiłem tego dokumentu nie odnosić, bo urzędnicy w Komendzie Uzupełnień słyną z dość specyficznego poczucia humoru i mogliby dość dziwnie zareagować na moją  punktualność. No ale od czego są ojcowie? Uznałem, że na starszego osobnika zareagują nieco lepiej więc poszedłem z moim starszym osobnikiem -Witkiem - pozdrawiam! No i tu zaczyna się właściwa część tej historii, bo wyobraźcie sobie sytuację, kiedy jakiś sierżant przeskakuje przez biurko z krzykiem "Siemano Witek!" i  przybija z nim piąteczkę na 12 sposobów. Robi wrażenie. Pointa? Nawet knajpowe znajomości ojców mogą się w życiu przydać.

  Czasem lubię czytać swoje stare teksty, choćby po to by się pośmiać lub by powspominać. Nawet rzucił mi się w oczy jeden z klasycznych dla mnie artów, skądinąd bardzo dobrze przyjęty, traktujący o przyjaźni damsko - męskiej. W tej kwestii moje poglądy niewiele się zmieniły, ale kryteria zaostrzyły nieco. No to mały poradnik - przyjaźń z dzierlatą która mieszka niedaleko a na dodatek spełnia twoje fizyczne kryteria nie jest zadaniem zbyt prostym. Zadaniem prostym nie jest również bliższa zażyłość z dziewczyną mieszkającą pod Kielcami. Pamiętajcie, żeby unikać dziewczyn spod Kielc. Złamią wam serce ;).  Najprostszym rozwiązaniem dla ludzi o woli tak słabej jak moja jest zatem fajniutka dziewczyna której kryteriów nijak nie spełniacie i mieszka dość blisko. Oczywiście jeśli nie mieszkacie pod Kielcami, bo jeśli tak, to już macie schody. Ogólnie mieć taką przyjaciółkę to fajna inwestycja, bo można się naprzytulać nawet będąc kawalerem :). Oczywiście sprawy mogą się nieco skomplikować kiedy wsadzicie jej rękę w stringi, ale w ostatecznym rozrachunku i tak wychodzi na plus. W tym momencie pozdrowionka dla wszystkich moich ładnych kożelanek (a mam same takie :))!

Wciąż to samo... Wciąż kaptur na rozpoczęciu pierwszego roku na studiach. Wciąż imprezy z tanim winem nie  z zamiłowania a z sentymentu. Wciąż spóźnienia do domu liczone w dwucyfrowych liczbach godzin. Wciąż Żywce i zielone Lechy. Wciąż arytmia. Wciąż fascynacja Dungeons & Dragons mimo pięciu lat grania. Wciąż, wciąż wciąż...

Wciąż to samo
Zmienia się pogoda i wiek
Wciąż to samo
Tamtych tylko szkoda ci jest
Wciąż to samo
Kilka nowych twarzy no i szary tydzień
Wciąż to samo
Ale co jutro może przynieść?

***

PS. Pezet - "Muzyka Poważna", Płomień 81 - "Historie z sąsiedztwa", WWO - "Witam was w rzeczywistości / Życie na kredycie"



Krillin

[
Krilanek@wp.pl]

[http://www.Krillin-AM.prv.pl]