#38
<< poprzednie | spis treści | następne >> 
strona
10

| PŚ w skokach narciarskich Engelberg

Pierwszy konkurs został odwołany ze względu na zbyt obfite opady sniegu

Na weekend przed Świętami Bożego Narodzenia zostały zaplanowane dwa konkursy Pucharu Świata, ostatnie przed Turniejem Czterech Skoczni. Mimo, iż Adam Małysz nie zabłysnął specjalnie w tym sezonie, to zawsze znajdował się blisko czołówki, a nawet miał parę razy szansę by stanąć na "pudle". Konkursowy weekend zaczął się niezbyt optymistycznie z powodu piątkowych treningów rozgrywanych w anormalnych warunkach, w których to nasz najlepszy skoczek zajął ostatnią pozycję (ex aequo z Michaelem Uhrmannem) lądując tuż przed linią 100 m. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że wówczas na skoczni panowały warunki zupełnie niesprzyjające dalekiemu skakaniu. Heinz Kuttin skomentował to krótko: "dzisiejszy trening najlepiej wymazać z pamięci". I trudno się tu z trenerem reprezentacji nie zgodzić.

Dnia następnego, to jest 17 grudnia rano rozegrano rundę kwalifikacyjną, którą jak najbardziej powinniśmy uznać za sukces, gdyż w popołudniowym konkursie miało wystartować aż czterech Polaków: Małysz, Skupień, Stoch i Bachleda. Mimo, że kwalifikacje udało się rozegrać, to skoczkowie musieli radzić sobie z trudnymi warunkami. Zawody były kilkukrotnie przerywane, gdyż pogoda tego dnia była wyjątkowo niegościnna dla zawodników. Najlepiej z Polaków poradził sobie Marcin Bachleda, który uplasował się na 10. pozycji (121,5 m), kilka oczek niżej od niego, bowiem na 17. miejscu, znalazł się Kamil Stoch (119 m). Nieco zawiódł Adam Małysz, jego 113 - metrowy skok pozwolił mu na zajęcie dalekiej 38. pozycji. Awansował również Wojciech Skupień ze skokiem na 109,5 m (46. miejsce). Jedynym z Polaków , któremu nie udało się awansować do "50" był Robert Mateja, który oddał skok na 106,5 m.

I cóż z tego, że w kwalifikacjach polscy zawodnicy wypadli bardzo dobrze, jeśli konkurs... został odwołany z powodu panujących na skoczni warunków atmosferycznych. Skoki udało się oddać trzem naszym skoczkom. 115 - metrowy skok Kamila Stocha można uznać za sukces Zakopiańczyka. Skupień, mimo iż skoczył pół metra dalej, został sklasyfikowany niżej, na 21. miejscu (Stoch na 19.) z powodu niższych not sędziowskich. Bachleda skoczył 114.5 m co dało mu 24. pozycję. Gdyby więc konkurs udało się rozegrać do końca, to najprawdopodobniej w finałowej "30" mielibyśmy czterech rodaków (Adam Małysz nie zdążyłoddać skoku). Szkoda więc, gdyż moglibyśmy oglądać najlepszy wynik całej kadry od jakiegoś czasu. Przerwanie konkursu w sytuacji, gdy jeszcze jedynie sześciu zawodników nie oddało swoich skoków może dziwić.


Reprezentanci Polski oraz Heinz Kuttin mówią o tym z rozgoryczeniem, zresztą trudno się dziwić, szkoda punktów, których przecież nie zdobywamy zbyt często (pomijając Małysza :)).

Postanowiono, że w niedzielę rozegrany zostanie tylko jeden konkurs, w którym startować miało czterech polskich skoczków: Małysz, Mateja, Stoch i Bachleda. Niestety słabe skoki oddali Kamil Stoch i Marcin Bachleda, odpowiednio 113 i 114 metrów. Trzeba przyznać, że mieliśmy większe nadzieje odnośnie obydwu zawodników. Możemy jednak być zadowoleni z Roberta Matei, któremu udało się awansować do finału, dzięki skokowi na odległość 119 metrów. Adam Małysz, któremu na razie początek sezonu może uznać za dość przeciętny po pierwszej serii niemile nas zaskoczył, gdyż uplasował się dopiero na 17. miejscu, czyli tylko o dziesięć oczek wyżej od Matei. Chcielibyśmy, żeby zawsze różnica między Małyszem, a innym polskim skoczkiem była tak niewielka, jednak osobiście bardziej bym się ucieszył gdyby było to w nieco innej sytuacji, np. Małysz - 1. miejsce, Mateja - 11. :). Miło pomarzyć... Odbiegając już od Polaków, trzeba też powiedzieć coś o tym co działo się "na szczycie". Potwierdził swoją bardzo wysoką formę Czech Jakub Janda, który na chwilę obecną zdaje się być najpoważniejszym kandydatem do olimpijskiego złota, musimy jednak pamiętać, że igrzyska olimpijskie rządzą się własnymi prawami i rzadko kiedy można ze stuprocentową pewnością mówić o kimś jako o zdecydowanym faworycie.
Jakub Janda - triumfator konkursu w Engelbergu!
Po pierwszej serii Janda prowadził z kilkupunktową przewagą nad Niemcem Uhrmannem i Austriakiem Koflerem. Nieco szczęścia zabrakło czwartemu Ahonenowi, który wprawdzie oddawał skoki o długości porównywalnej do osiągnięć liderów, to jednak tracił na notach za styl. Po drugiej serii układ czołówki nie zmienił się, natomiast zwiększyły się różnice pomiędzy poszczególnymi zawodnikami. Jakub Janda przypieczętował swoje zwycięstwo oddając w drugiej serii najdłuższy skok w konkursie (130 m) potwierdzając swoją wysoką formę. Adam Małysz, dzięki skokowi o pół metra dłuższym niż w pierwszej serii (121 m) podskoczył o cztery oczka wyżej (na 13. miejsce).

Cóż, na razie martwić nas mogą dość przeciętne wyniki Małysza, jednak bądźmy spokojni, wierzmy słowom trenerów i czekajmy na to, co pokaże najlepszy polski skoczek podczas igrzysk olimpijskich za kilka miesięcy.


Autor: Leszek

<< poprzednie | spis treści | następne >> 
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)