#38
<< poprzednie | spis treści | następne >> 
strona
12

| Showtime in Texas

Czyli zespół Houston Rockers okiem niewybrednego krytyka. Za tego krytyka uważam (a raczej podaję się) ja. W poprzednim numerze rozpocząłem omawianie zespołów ligi NBA. Na pierwszy ogień poszły drużyny, z którymi sympatyzuję: Cleveland Cavaliers i Miami Heat. Prawdziwe perełki gry czekają jednak jeszcze na omówienie. Dzisiaj zajmę się jednym z trzech teksańskich zespołów, czyli dość popularnymi w Polsce Rakietami z Houston.

Rakiety to drużyna nieprzewidywalna, która jednak od kilku lat wyróżnia się raczej efektowną grą, niż wynikami na parkiecie. Kibice to jednak uwielbiają. Przeprowadzone przez klub transfery miały to zmienić, ale widać zarząd postanowił powrócić do starego stylu, tak lubianego przez kibiców. W końcu nawet mistrzowski, ale nudnie grający zespół nie przynosi takich zysków, jak ten który gra średnio, ale świetnie się go ogląda.

Teras to obecny klub Tracy'ego McGrady'ego, który sfrustrowany niekorzystnym obrotem spraw w Orlando i stoczeniem się tamtego zespołu na dno przeszedł za idola tłumów, Steve'a Francisa właśnie do zespołu Rakiet, co przyjąłem z euforią. McGrady to obecnie, z powodu słabszej dyspozycji Bryanta najlepszy SG w lidze, więc transfer był bardzo opłacalny. W dodatku miał grać u boku najwyższego koszykarza świata, Yao Minga i co bardziej śmiali porównywali ten duet do duetu Shaq-Bryant ze złotych lat LAKERS. Znam na pamięć słowa McGrady'ego, które wypowiadał w magazynie NBA ACTION, zapytany o współpracę między tymi dwoma:

McGrady: "It's gonna be fun.Het would make a game a whole easier to me. Open up a lot of thing for me. You know, we'll just try to be a better players and make our team better".
("To będzie zabawne. On uczyni grę łatwiejszą dla mnie, otworzy dla mnie nowe możliwości. Wiesz, po prostu będziemy starać się być lepszymi graczami i polepszyć nas zespół").

Słowa te nie okazały się prorocze, jednak McGrady sprawił, że w Houston pytają się dziś, kim jest Steve Francis, który w Orlando zachowuje się jak na zesłaniu. Streetballowy styl jego gry nie podoba się małej garstce publiczności. Jednak Tracy'emu brakowało grajków równie szalonych, co on.


Trener Van Gundy na początku ubiegłego sezonu okazał się prawdziwym patałachem i usilnie chciał dostosować T-Maca do swojej taktyki, hamując jego rozwój i ograniczając możliwości. W końcu poszedł po rozum do głowy, co zespołowi wyszło tylko na dobre.

Przejdźmy jednak do omówienia nowych nabytków zespołu. Są to dwaj świetni gracze, którzy zadomowili się w pierwszej piątce. Pierwszy z nich, to Stromile Swift, były gracz Grizzlies, który w Memphis czas spędzał głównie na ławce. Był jedynym efektownie grającym graczem w zespole Miśków, co zaowocowało transferem do HOU. Stro' ma wrodzony dar każdego wysokiego, dobrego koszykarza- ciąg na kosz. Do tego niezwykła dynamika i motoryka czynią z niego bardzo dobrego PFa, dotychczas niewykorzystywanego. W rękach Van Gundy'ego może stać się prawdziwą perłą. Drugim graczem jest Rafer Alston, który jest obecnie pierwszym rozgrywającym. Mike James był za wolny do gry w Houston, toteż klub ściągnął Rafera. Miłośnicy AND1 na pewno go rozpoznają. To nie kto inny, jak "Skip it to my Lou", były członek AND1, którego popisy na taśmach AND1 przeszły już do historii.Po dwóch sezonach w Toronto trafił do HOU. O nim mamy dwojakie opinie: jedni mówią, że to chybiony transfer, inni zacierają ręce. Wszystko dlatego, że nie wiadomo, czego się po nim spodziewać: czy skupi się tylko na sztuczkach, olewając rozgrywanie, czy też znajdzie złoty środek? Na środku mamy drewno w postaci Yao Minga. Ikona marketingu i powód ekspansji NBA na wschód, plus efekt mojej nieustannej irytacji. Pośród czterech wystrzałowych, uwielbiających szybką grę graczy tylko Yao wydaje się gościem nie z tej bajki. Powolny, ale wysoki zawodnik. Ma przebłyski talentu i może być ostoją drużyny, osoba od czarnej roboty. Poza tym, ktoś musi piłki zbierać ;)

Na co stać ten zespół? Sam nie wiem. Ekipa, jaką zmontowano w Houston może eksplodować talentem i przebrnąc sezon jak burza ku uciesze kibiców. Dużo zależy od trenera i jego wpływu na zawodników. Czy potrafi okiełznać ich charaktery? Czy też tekst z portu kosmicznego: "Houston, mamy problem" będzie się odnosić także do koszykówki? Czas pokaże.


Autor: ZoltaR

<< poprzednie | spis treści | następne >> 
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)