:: Krotochwilna
dykteryjka
Kiedy słońce zaczynało
skłaniać się ku połoninom,
wybrałam się na przechadzkę
przedwieczorną tą godziną.
Wpierw przebyłam dużą łąkę,
porośniętą rumiankami,
potem zaś nad brzeg strumyka
doszłam, idąc w dół torami.
Kwiaty, które rwałam śmiało,
co wykwitły wzdłuż mej drogi,
położyłam nieopodal
i pobiegłam zmoczyć nogi.
Gdy już stopy swe chłodziłam
w przezroczystej wody toni,
nagle wybiegł ku mnie osioł-
z dzikim rykiem- z drzew ustroni.
Przerażona sytuacją,
która prawie mnie przerosła,
wzięłam bukiet i ostrożnie
podsunęłam pod nos osła.
Ten powąchał prezent, mlasnął,
po czym zamknął kwiaty w paszczy
i- powoli przeżuwając-
odszedł w stronę leśnych chaszczy.
Morał się nasuwa taki:
gdy masz argumentów pęki
oraz dar przekonywania -
nawet osioł zje ci z ręki.
- Pszczóła
|