| ||||||||||||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | ||||||||||||||||
Strona - 20 - D.R.I...
D.R.I. "Definition"Nie wiem, czy ktoś tutaj słyszał o takiej kapeli, jak D.R.I. Dirty Rotten Imbeciles, bo to właśnie oznacza skrót w nazwie, to już stary zespół, mniej więcej w wieku Slayera, czy Metalliki, który zaczynał porządnie łoić na początku lat 80-tych, gdy powstawał mój ulubiony, oprócz deathu, gatunek metalu (to ten na literkę "t"). Zespół ma w dorobku kilka płyt, w tym dwie rewelacyjne, czyli "Violent Pacification" i "Thrash Zone", których niestety nie posiadam, ale miałem je pożyczone i prawdopodobnie, jeśli tylko będę miał okazję kolekcję swą o te dwa albumy uzupełnię. Kasetę "Definition" (właściwie to "Def'-i-ni'-tion", ale nie chce mi się pisać w tenże sposób), zakupiłem za niebotyczną sumę 5zł, podczas mego tegorocznego pobytu w Gdańsku. D.R.I. nie stawia, co od razu słychać, na jakieś pokręcone numery czy niesamowite szybkości, grając za to klasyczny zauważalnie podszyty punkiem thrash metal.
Widzicie u góry, że D.R.I. mają jednego gitarzystę. No i na albumie jest też jedna gitara, co jest dość ciekawe, bo większość jednowiosłowych kapel nagrywa osobno rytmiki i solówy, a tu wszystko idzie naraz. Muzyka D.R.I. jest bardzo przebojowa, a wokal Kurta Brechta, który brzmi jak jakiś punkowy Araya, nadaje jej cech "buntowniczych" (swoją drogą, brat Kurta, Eric, niegdyś pałker D.R.I. w okolicach roku 1985 grał z Chuckiem Schuldinerem w takim zespole na "D", ale, o ile mi wiadomo, nie istnieją nagrania tego składu). Swoje robią także chórki, bardzo konkretne riffy (albo ten w "The Application" - mi się kojarzy z tą nutą ze starego Bonda, czyli kult!), podkreślony bas i prosta, ale fajna perka (taki znany patent: dup-dup-DUP-dup). Muza utrzymana jest na ogół w tempach szybkich, okazjonalnie zwalniając do prędkości średnich (fragmenty "Don't Ask"). Kawałki są bardzo chwytliwe, z czego najbardziej "Hardball", "Paying To Play", "Guilt Trip", "Let It Go" i czadowy "You" ale żaden z nich nie jest hiciorem na miarę "Violent Pacification", "Thrashard" czy "Don't Say I'm Scum". Instrumentaliści nie są, jak pewnie się niektórzy domyślają, jakimiś wielkimi wirtuozami, lecz swoje instrumenty obsługują sprawnie.
|
Czasem pojawiają się dłuższe fragmenty instrumentalne, lecz nie ma obawy, nie uświadczycie wtedy żadnych karkołomnych solówek, gdyż Imbecyle stawiają na prostotę a nie na kombinację czy oryginalność. Że użyję takiego porównania, trochę odnoszącego się do moich zainteresowań, utwory D.R.I. są mniej więcej tak skomplikowane, jak fabuła dowolnego filmu z Chuckiem Norrisem, Stevenem Segalem czy Sylwkiem Stallone, czyli bardzo, he he.. Ale z drugiej strony jest w nich co najmniej tyle akcji, co w "Zabijaka zabijaka", "Liberator" (ale raczej jedynka, na pancerniku Missouri), "Punisher" (z Dolphem Lundgrenem) i "Rambo I" (nie wiem, jak wy, ale ja bardzo lubię kultowe filmy z tymi etatowymi kolesiami-demolkami, a przynajmniej taki "Nico: ponad prawem" rozwala taką "Osadę" czy "Znaki" czy niesamowicie gównianego "Aleksandra" i shitową jak cholera "Troję" na całej linii).
Ogólnie album trzyma dość wysoki i równy poziom, choć nie powala na glebę. Jednak fanom kapel takich, jak Motorhead, Slayer, Assassin czy S.O.D. powinien się spodobać. Jeśli lubisz dobry, rock'n'rollowy łomot, to po D.R.I. możesz sięgnąć bez obaw. Jeśli lubisz Nightshit bądź dowolny gothshit, to możesz sięgnąć po żyletkę. Jeśli wolisz granie progresywne, tudzież pokombinowane, "Definition" możesz sobie z czystym sercem darować.
Autor:Nick Fury (dawniej MORT) | |||||||||||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | ||||||||||||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | ||||||||||||||||