N U M E R :
3
luty 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 15 - Michael Buble...

Michael Buble, "Fever" + "Let It Snow" bonus cd

Mam zaszczyt przedstawić Wam debiutancką płytę Micheal'a Buble. Tak, wiem, że ten wstęp jest beznadziejny, ale nie potrafię wymyśleć żadnego innego słuchając tego albumu. Natomiast na zagłębianie się w biografię tego pana również, póki co, nie mam ochoty, dlatego musicie zadowolić się tym pojedynczym zdaniem. Swing, swing, swing.

Album początkowo wydawany był bez dodatkowego krążka i mogę się pochwalić, że go posiadałem. Jednak wraz z pływem czasu tamta płyta gdzieś zaginęła, a na jej miejsce pojawiły się dwie. Szczerze mówiąc nie narzekałem na taki obrót spraw, jednakże do dziś interesuje mnie, co się stało z tamtym albumem. Niektóre sprawy są naprawdę dziwne...

Zacznijmy od końca, czyli od bonusu. Mamy tu tylko, czy może "aż", pięć utworów. Pięć piosenek starających się wprowadzić słuchacza w nastrój jak najbardziej świąteczny. Pewnie dlatego ten krążek nie przypadł mi za bardzo do gustu. Jeśli teraz wyobrażacie sobie, że jestem jakimś zagorzałym wrogiem Świąt, to bardzo się mylicie. Jestem po prostu przeciwnikiem ballad o tematyce świątecznej, które niestety królują na tej płycie. To oznacza, że są, o zgrozo(!), aż cztery. Nie będę się rozpisywał o tym krążku. Według mnie najciekawszy jest utwór pierwszy ze swoimi wyśmienitymi partiami fortepianowymi. Jednocześnie jest też, niestety, najkrótszy.

Utwory

Krążek nr. 1:

1. Fever / 2. Moondance / 3. Kissing A Fool / 4. For Once In My Life / 5. How Can You Men A Broken Heart / 6. Summer Wind / 7. You'll Never Find Another Love Like Mine / 8. Crazy Little Thing Called Love / 9. Put Your Head On My Shoulder / 10. Sway / 11. The Way You Look Tonight / 12. Come Fly With Me / 13. That's All /

Krążek nr. 2:

1. Let It Snow / 2. The Christmas Song / 3. Grown Up Christmas List / 4. I'll Be Home For Christmas / 5. White Christmas /


Teraz zajmijmy się meritum całej sprawy, a mianowicie samym albumem "Fever". Pomimo, że na płycie znajduje się aż 13 utworów, to żaden z nich nie został skomponowany przez Michael'a. Ale "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło", ponieważ nie dość, że uświadczymy tu takie przeboje jak "Fever", "For Once In My Life" i "Come Fly With Me", to usłyszymy jeszcze "Crazy Little Thing Called Love". I to w wykonaniu, które każdy, nawet najbardziej zagorzały fan Queen'u, powinien polubić. Swing!

Słuchając Michael'a od razu w moich myślach pojawia się obraz Franka Sinatry. Nie jest to spowodowane tylko stylem śpiewu jaki reprezuntuje Michael oraz jego barwą głosu, ale również aranżacją niektórych utworów. Jeśli dobrze się przysłuchamy dźwiękom płynącm z głośników, to w każdym kawałku zarejestrowanym na tej płycie odnajdziemy elementy "starego", "dobrego" jazzu tradycyjnego. Natomiast jeśli miałbym porównać Michael'a do artysty, który jeszcze żyje, to byłby to bez wątpienia Harry Connick Jr. Wystarczy chwilę posłuchać ich twórczości, a skojarzenie nasuwa się samo.

Rzadko pojawia się ktoś, śpiewający w ten specyficzny sposób. Przypominam sobie, że w czasie pojawienia się tego albumu na półkach sklepowych, niektórzy mówili o nim "wariat", ponieważ jego twórczość przypominała dokonania artystów z lat 40'. Była i jest tak cudownie staroświecka. Chyba brakowało kogoś, obok Harry'ego, kto przypomniałby nam tamten czas, kiedy jazz królował we wszystkich lokalach. Dla osób, które są zapatrzone w szalone improwizacje jazzu nowoczesnego płyta ta nie będzie szczególnie interesująca. Jednakże wszystkim innym mogę ją polecić z czystym sumieniem. Nawet pomimo tych uwag, jakie miałem w związku z bonusem ;)

PS. Nie dajcie się zwieść okładce. To naprawdę nie jest żaden "bojsbend"... no, prawie ;)

Autor:Iskendarian 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)