| |||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
Strona - 17 - BLITZKRIEG: ODSŁONA TRZECIA...
BLITZKRIEG: ODSŁONA TRZECIA 11.09.2005, Łódź, Dekompresja
Dramatum personae:
OBYWATEL - bestia chaosu, po nastojaszczy
KŁAPI - bestia mroku, horror szoł
Problem numer jeden: w jaki sposób napisać relację z jednego z koncertów trasy Blitzkrieg 3?
OBYWATEL
Fajnego blitzkriega wczoraj widziałem...
KŁAPI
Momenty były?
OBYWATEL
No masz...
AKT PIERWSZY
KŁAPI
Zaczęło się wódką... a jakże! Odrobina wody 40procentowej w połączeniu z paliwem lotniczym (czy browarkiem, jak komu wygodnie) wprowadziły osoby dramatu w bojowy nastrój i nieco poszerzyły uśmiechy. Bilety w kieszeniach naszych mrocznych spodni nie mogły dłużej czekać... weszliśmy do Dekompresji jak do wampirycznego (miejscami mrocznego) zamczyska i zaraz na wejściu jakiś gość nam je podarł... już chcieliśmy używać naszych Mrocznych Sił, ale postanowiliśmy zachować je na później... tak więc zajeliśmy miejsca tuż pod sceną..
OBYWATEL
Było mroczno, to pewne. Z głośników sączyło się przydługawe intro, pan ochroniarz gotował się do wejścia na pozycję, z której będzie mógł haltować niewinnych amatorów mrocznej rozrywki. Barierki, jako się rzekło, były, ale środki ostrożności nie zaszkodzą. Zaczęło się nie tyle wampirycznie jednak, co zwyczajnie, prostacko i wieśniacko - czyli defmetalowo. W trymiga po scenie rozstawili się Lost Soul. Muszę przyznać, że technicznie to może i byli nieźli, ale...
KŁAPI
..ale w trakcie drugiego numeru tejże kapeli zaczęło robić się.. hm... nudnawo? No bo to przecież fajnie jest popatrzeć na wymiatających piórkami tró satanistów, fajnie też jest posłuchać technicznych riffów, imponująco zapieprzającej perkusji i w ogóle... ale.. gdzie ta jakaś mała choćby nutka własnego stylu? Ot, takie pospolite, cytuję pana wokalistę, "napierdalanie dla Szatana"... Solówki brzmiały tragicznie, a poza tymi niewypałami było ok... niestety tylko ok - bo nudno...
OBYWATEL
Jeden optymistyczny akcent z tego wszystkego, że Jacuś miał tego dnia tak zwane imieninki, wskutek czego rozpoczął częstowanie wódeczką. Inna sprawa, że uraczyli się jedynie jego koledzy - burżuj jeden Tak czy siak nie ustawaliśmy w onomatopeicznym okrzyku "URGH!". Zresztą, towarzyszu Kłapi, trza przyznać że pan basista był ładny.
KŁAPI
A tak, zwłaszcza, że procencik z organizmu uleciał... ale emocje nie opadały. Przeciwnie. Na scenę, według kolejności powinien wchodzić, jak dla mnie, gwóźdź programu z dalekiej (no i mrocznej, jasna sprawa) Frrrancji...
AKT DRUGI
OBYWATEL
Anorexia Nervosa... Nie ściemniamy - na tośmy czekali, na tośmy tutaj się w ogóle wlekli. Widzieliśmy tych panów jak przez mgłę... Krótkie spojrzenie na próbę sprzętu, zdjęcie z zaskoczenia.. I wchodzą. Zajmują miejsca. Adrenalinka rośnie, a my już na dobre przykuci do barierki. I wtedy zaczęło się, o braciszkowie! Gdy dobiegły nas pierwsze gitarowe dźwięki, ostatnie, co nam było w głowie to wątpliwości. Châtiment De La Rose! To był pałer. To był czad.
KŁAPI
I po chwili, kiedyśmy poznali co to tak uroczo napierdala, wpadliśmy, braciszkowe, niczym wikingowie na froncie w autentyczny szał bojowy! Ździeraliśmy gardziołek z panem Hreidmarrem (aż parę razy zerknął na nas z miną pod tytułem "o kurwa, tu znają nasze teksty!")... znają, znają... ach, ten rozkoszny łomocik, a w tle te pasaże klawiszowe... no nie, panie i panowie, ja wysiadam... Kolejnym po fenomenalnym Châtiment..., był kawałek z nowej płyty - Worship Manifesto... hell yeah!
OBYWATEL
Porażało przede wszystkim brzmienie - udało się odtworzyć atmosferę, jaka udziela się przy słuchaniu nagrań studyjnych. Cała klawiszowa orkiestra pana Xorta nie odnotowała znaczących uchybień. Jechali równo, mocno i potężnie. Wokalista co czas jakiś zagadywał nas, czy się dobrze bawimy. No ba. Jak dla mnie - absolutna perfekcja wykonawcza, a chyba przyznasz, że niełatwo się gra ponadpięciominutowe kawałki, nasycone taką ilością zawrotnego tempa?
KŁAPI
Aż chętnie zajrzałbym za klawisze, żeby zobaczyć jak się naprawdę gra na tym instrumencie... trzydziestkidwójki? Proszę bardzo! Tymczasem Hreidmarr zapowiada kolejny utwór - This next song, is about secret life of Jesus Christ - jeden dźwięk, jedna nuta... i wszystko jasne... szał bojowy dopiero się zacznie...
OBYWATEL
Zniekształcony damski chorał, przerwany znienacka przez przygniatające, agresywne tempo... Tak, to Stabat Mater Dolorosa. To wtedy właśnie znudzona nieco publika(bezguścia:)) od niechcenia przytupała nogą, a coponiektóre osobniki rozpoczęły inwazję na barierki! My zaś, ledwo się trzymając, zawieszeni między jawą a snem, wypluwaliśmy z siebie emocje, śpiewając schizofreniczny refren i skandując new obscurantis order! po wielokroć. Atmosfera rozkręcała się z minuty na minutę, ot choćby fenomenalne Sister September..
KŁAPI ..czy też otwierające Redemption Process - The Shining.. ta energia, ta moc... nieprzeciętny koncert nieprzeciętnej kapeli... szkoda tylko, że skończył się wraz z Sister... - trwało to może ze 45 minut, co zdało mi się niesprawiedliwe zważywszy na czas występu reszty kapel... ale nie można mieć wszystkiego.
|
AKT TRZECI
OBYWATEL
Podnietom możemy dać spokój, wielokropkom również - choć w dalszej częsci dramatu chwile uniesień były. Lubię być zaskakiwany przez kapele, których twórczość znam pobieżnie, a na żywo okazują się istnymi machinami do grania. Oto ci, którzy nie udają Greków - Rotting Christ, od pierwszych taktów uświadomili mnie, że niebanalności na dziś nie dosyć, a już na pewno nie będziemy mieli do czynienia z trueblackowym wymiataniem. Co sądzisz?
KŁAPI
Jak dla mnie Rotting był potrzebny na tym koncercie - warto wspomnieć tu, że przecież wbrew pozorom na tegorocznym Blitzkrieg zapanował niezły rozrzut stylistyczny! I tu panowie zaproponowali nam sporą dawkę fajnego, bardzo rytmicznego, wgniatającego blacku... ale nie był to black, w sensie stricte, a po prostu muzyka "od nich" - z własnym, niezerżniętym z nikogo wkładem... a że zespół ten ma w Polsce prawie tyle fanów co Vader (no, może przesadzam... ale na pewno z połowę tego [także wśród starej szkoły szatanowców]), pod sceną zrobiło się nieprzyjemnie duszno. A więc czas się wycofać z rozentuzjazmowanego tłumu.
OBYWATEL
Toteż się z tego rozentuzjazmowanego tłumu wyindywidualizowaliśmy. Było to faktycznie granie w ich stylu, pobrzmiewała tam ciekawa melodyka, wokal Sakisa specjalnie w niczym nie przeszkadzał, a marszowe rytmy przeszywały powierchnię sali na wskroś. Było w tym coś magnetyzującego... Sign Of Evil Existence z potężnym ładunkiem mocy, czy In The Name Of Legion, zachęcający do tupania nogami, mimowolnie wywołały u mnie pewien dziwny stan. Poczułem... błogość! Odprężenie! Kulminacja nadeszła wraz z brawurowo wykonanym, hipnotycznym In Domine Sathanas - nie wiem, czy to wciąż obecne wspomnienie Anorektyków, czy sprawka jakichś środków odurzających... Odleciałem w każdym razie. Wirowałem sobie gdzieś tam pod sufitem. I wiesz co? Skandując refren pomyślałem, czy aby nie zostać satanistą. :)
KŁAPI
Oczywiście, to się zdarza... teraz pomyśl, że gdybyś miał kilka wiosen mniej, to pewnie pod wpływem takiej złej muzy byś nim został. :) Ale o to przecież chodzi - muzyka ma działać na emocje, wtedy jest prawdziwą sztuką... a "In nomine..." jest takim właśnie magicznym kawałkiem, który nakręca, manipuluje emocjami - aż chce się machać ekspresyjnie głową, pić krew i gwałcić koty po nocach. Ci, którzy umieją manipulować uczuciami za pomocą sztuki, nawet najprostszej, są właśnie magikami - Rottingom się udało - występ bardzo przyjemny.
OBYWATEL
Powiedziałbym, że było pięknie. Dziękuję.
AKT CZWARTY
OBYWATEL
Tak więc dotarliśmy wreszcie do momentu, w którym było nam, maluczkim, dane obejrzeć powoli już zachodzącą(niestety) "gwiazdę wieczoru", zespół-maszynę, okrzykiwaną ze wszech strona jako kultową, sprzedającą więcej płyt niż Ich Troje... Vader moi braciszkowie, wyszedł przy akompaniamencie podniosłego intra z The Art Of War. Tytułowym kawałkiem z tejże płyty koncert rozpoczęli. Nagle poczuliśmy z towarzyszem istny wiatr w uszach, a nastepnie rytmiczne uderzenia młotka na naszych czaszkach... I było już jasne, że Peter i koledzy nie ustąpią, że to, co do tej pory słyszeliśmy było jedynie próbką mocy głośników znajdujących się w sali... Wtedy to stwierdziliśmy zgodnie, że nie jesteśmy godni oglądać i słuchać tak wielkiej gwiazdy...
KŁAPI
Odniosłem wrażenie jakoby chciano Vadera, jako gwiazdę wieczoru, wyróżnić głośnością (nie wliczając naiwnej "scenografii" koncertu, która dobitnie mówiła, że teraz leci to najważniejsze na Blitzkrieg), która to głośność była tak... ekhm... zawrotna, że było słychać jedynie zgrzyt gitar zlany z perkusją, że nie wspomnę o wokalu Petera, którego nie dane mi było uświadczyć tego wieczoru... nim skończył się pierwszy kawałek zrobiliśmy wycieczkę do "Żabki" po mokry prowiant... wracając, gdzieś w okolicach Dekompresji objawiła nam się mrocna sylwetka mrocnego żabojada, który od tyłu wyglądał zupełnie niczym Ville Valo... Cóż, myśmy od razu poznali w jego osobie pana Hreidmarra z Anorexii i ruszyliśmy w pościg. A gdy dotarliśmy na tyły klubu zatrzymała nas ochrona z gwiazdorskim tekstem "autografy po koncercie"... phi! Wróciliśmy, a metalowe Ich Troje w dalszym ciągu łoiło niemołosiernie...
OBYWATEL
Wyłapaliśmy bodajże Raining Blood Slayera, ale znów powstrzymaliśmy się przed wejściem do sali. Toteż tyle, co wiemy na temat ich koncertu, ogranicza się do podanych tutaj wiadomości. Wedle tego, co słyszałem, nie zagrali Kingdom, więc wyjście po prowiant nie spowodowało ujmy w naszej edukacji kulturalnej. Tak się złożyło, że w strachu przed potęgą Lorda, przeczekaliśmy sobie ich występ na ulicy(skąd zresztą słychać ich było doskonale:)). Ot, połomotali i już.
AKT PIĄTY
KŁAPI
I, ot tak, klub z wolna opustoszał, i już nieliczni (w tym my, a jakże) gawędzili z członkami poszczególnych kapel - udało nam się dorwać Anorektyków (niestety mój cudny aparat odmówił mi posłuszeństwa, tak więc zdjęć z chłopakami nie ma:/), a później jeszcze pana Sakisa z Rotting Christ i wspomniane wcześniej "gwiazdy wieczoru"..
OBYWATEL
..które to okazały się dość miłe i przystępne w rozmowie, choć może nieco speszone moim wyglądem(mój nowy stajl koncertowy: biała koszula plus czarna muszka :P).
KŁAPI
Reasumując...
OBYWATEL
To był z pewnością ciekawy wieczór - nie chcę pamiętać tego, co było złe, w rejestr moich wspomnień zapiszą się cudowne chwile z występów Anorexii Nervosy i Rotting Christ. Było czadowo, momentami porywająco, momentami chwytało za serce... I mimo, że można mieć do tego koncertu wiele zastrzeżeń, nie powinno się raczej żałować wydanej nań kasy. Bo cóż znaczy głupie "napierdalanie dla Szatana", kiedy w grę wchodzą prawdziwe emocje? Cała ta hasłowość, ta otoczka wokół trasy, a atmosfera nań panująca - to rzeczy zupełnie przeciwstawne. O dziwo, jak na Dekompresję, mieliśmy do czynienia z wyjątkowo dobrym nagłośnieniem, a czego chcieć więcej, gdy ma się to, czego się oczekiwało? Subiektywni może jesteśmy. Trudno.
KŁAPI
Popieram przedmówcę - pisząc mniej romantycznie, był czadzior i horror szoł, a przez następne dwa dni 'piiiiiiiiiiiip' w uszach. Ale powiadam Wam, warto było... warto było dać się porwać emocjom, piekielnej agresji, podczas (jak dla mnie) najjaśniejszych punktów tego wieczoru - Anorexii i Rottingów. (ukłony dla Metal Minda za dobór kapel) Czekam z utęsknieniem na powrót tych kapel w dekompresyjne mury, Hail Tyrany i Horror Szoł, GLORIA I CHWAŁA! WIELKIE URGH DLA SZ(m)ATANA!
KURTYNA
Problem numer dwa: w jaki sposób zakończyć relację z jednego z koncertów trasy Blitzkrieg 3?
KŁAPI
[piiiiiiiiiiiiiip]
OBYWATEL
Co?
KŁAPI
[piiiiiiiiiiiiiip]
Autorzy:Obywatel(obywatelsix@go2.pl)& Kłapi(scorchedearth@interia.pl) | ||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | |||||||