Luty 2006      


|:  VARIA  :|

O lekturach (jeszcze) kilka słów
Solar

Przeglądając stare numery AM#Książek (jeszcze te za czasów naczelnictwa Phnoma Penha) można zauważyć, że lektury zawsze były interesującym tematem do dyskusji. Wypowiadało się o nich wiele osób, do których dwa numery temu dołączył nasz były naczelny Black Doggy Dog. Po pierwszym przeczytaniu jego artykułu przyznałem mu racje niemal we wszystkim, jednak po głębszym przanalizowaniu go zdałem sobie sprawę, iż w wielu sprawach się z kolegą piórze nie zgadzam, dlatego też wyskrobałem ten artykuł.

Od niedawna niezmiernie bawi mnie wyrażenie "ja nie lubię lektur", które słyszę coraz częściej. Jeśli uczeń już na początku biorąc zadaną książke do ręki, myśli "to pewnie jakaś beznadziejna, nudna i chora książka, bo w końcu lektura" od razu odgradza się od magii, którą może nieść ta książka i stawia ją na przegranej pozycji. Troche dystansu Panie i Panowie.

Zastanówmy się przez chwilę, dlaczego lektury są nielubiane i w wielu przypadkach nierozumiane przez przeciętnych uczniów. BlackDog stwierdził, iż większość jego klasy to głupole. Czy tak jest w to nie wnikam ,ale trzeba zauważyć, że jeśli większość klasy nie rozumie zadanej książki, to coś tu jest nie tak. Tutaj dotarliśmy do jednego z większych problemów: bardzo często nauczyciele, źle dobierają lektury, względem wieku. Dotąd nie zapomne, jak w pierwszej klasie gimnazjum byłem jedyną osobą, która przeczytała "Pana Tadeusza" (jeśli się udało, to recenzje macie w tym numerze), gdyż reszcie klasy, albo się nie chciało (o tym za chwilę), albo nie rozumieli o co w książce chodzi. A potem taki uczeń, który dostanie do przeczytania kilka zbyt trudnych książek mówi, żę lektury są głupie. I czyją mamy tu winę? Nauczyciela, gdyż to on zajmuje się sprawami lektur, a znając swoją klasę powinien je dobrać względem poziomu, który dana klasa reprezenyuje. Jego drugi błąd to to, iż nie umie młodzieży przekonać do danej książki, uzasadnić swojego wyboru i pokazać, dlaczego ta książka zasłużyła sobie na miejsce na liście lektur. I znów posłuże się moim przykładem z "Panem Tadeuszem", gdzie polonistka powiedziała tylko "Na czternastego wszyscy macie przeczytać "Pana Tadeusza" i absolutnie nic więcej nie dało się z niej na temat tego dzieła wydusić. Jestem pewien (chociaż nie mogę się podeprzeć żadnymi konkretnymi danymi), że w wielu szkołach na terenie całej Polski tak właśnie wygląda lekturowa sytuacja.

"Lektury zdecydowanie zniechęcają uczniów do czytania książek"- sądzi BlackDog, z czym ja zdecydowanie nie mogę się zgodzić, gdyż lektura nie da rady zniechęcić człowieka do czytania, tak samo jak jedna beznadziejna piosenka, nie może zniechęcić do słuchania muzyki. Książkami człowiek się zaraża już w dzieciństwie. jeśli tata czyta książki i mama czyta książki, to dziecko też najprawdopodobniej będzie czytało książki. Jeśli zaś w okresie dziecięcym przyszły uczeń książki do łapki nie weźmie, to i tak nie będzie czytał, nawet jeśli lektury by wyeliminować ze szkół. I tak teza o szkodliwości lektur runęła.




"Książka pozwala wejść w inny świat, można dzięki niej rozwinąć słownictwo, poznać nowe rzeczy."- pisze Blackdog, pod czym ja podpisuje się obiema rękami. Jednak, gdyby nie lektury, mogę zagwarantować, ze duża część młodzieży nie chwyciła, by tej papierowej cegiełki ani razu w ciągu wielu ciężkich lat nauki. A tak, dzięki czytaniu lektur, możliwe jest, że uczeń przekona się do książek (tak było w przypadku mojego dobrego znajomego) i zacznie "wchodzić w ten inny świat". Oczywiście nie moge zagwarantować, że tak będzie, ale to bardziej prawdopodobne, niż to, że jakiś maniak książek przestanie pod wpływem lektur czytać.

"Oczywiście, nudne książki to lektury bardzo ważne(...)Ludzie dajcie nam fantastykę do czytania."- nawołuje BlackDog na pochybeł lekturom. Równie dobrze ja mogę krzyczeć "dajcie nam kryminały", ktoś inny może krzyczeć "dajcie romanse"! Zastanówmy się tylko, o co chodzi w przerabianiu lektur. Na pewno nie chodzi w nich o czytanie tego, na co ma się ochotę, gdyż od tego jest "freizeit". W lekturach chodzi o to, by zapoznać uczniaków z najważniejszymi powieściami, które powinno się w życiu poznać. Nie wątpie, żę Gaiman, czy Pratchett spodobali by się wielu ludziom, toteż zamiast nawoływać do zmiany lektur, może lepiej im podsunąć samemu jakąś książke któregoś z nich? A odnośnie nudy: wszystko zależy od gustu. Mi "Pan Tadeusz" i "Krzyżacy" bardzo się podobali, tobie za to niekoniecznie. Mi na przykład nie podobał się "Ten Obcy". I. Jurgielewiczowej, a dla ciebie mogła to być wspaniała lektura. Nigdy nic nie wiadomo.

Ma koniec chciałbym zaznaczyć, że nie uważam wcale, iż z lekturami jest tak dobrze, bo nie jest. Ale nie jest to wina tylko Ministerstwa Edukacji, które (jak mówi BlackDog) daje nam "nudne" i "chore" książki. Duża część z książek, które każe nam czytać szkoła, to naprawde wartościowe książki (tak, "Syzyfowe prace" też), tyle, że nauczyciel nie potrafi nam tej magii pokazać Moim zdaniem wine za to ponoszą: Ministerstwo i nauczyciele. Ministerstwo za to, iż nie umie dobrać nam różnych lektur i w odpowiednim przedziale wiekowym, a nauczyciele, za to, iż nie umieją zachęcić uczniów do lektur i dobrze ich omówić. Tymi słowy kończe.
 

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!