|
O lekturach (jeszcze)
kilka słów
Solar
Przeglądając stare numery AM#Książek (jeszcze te za czasów naczelnictwa Phnoma
Penha) można zauważyć, że lektury zawsze były interesującym tematem do dyskusji.
Wypowiadało się o nich wiele osób, do których dwa numery temu dołączył nasz były
naczelny Black Doggy Dog. Po pierwszym przeczytaniu jego artykułu przyznałem mu
racje niemal we wszystkim, jednak po głębszym przanalizowaniu go zdałem sobie
sprawę, iż w wielu sprawach się z kolegą piórze nie zgadzam, dlatego też
wyskrobałem ten artykuł.
Od niedawna niezmiernie bawi mnie wyrażenie "ja nie lubię lektur", które słyszę
coraz częściej. Jeśli uczeń już na początku biorąc zadaną książke do ręki, myśli
"to pewnie jakaś beznadziejna, nudna i chora książka, bo w końcu lektura" od
razu odgradza się od magii, którą może nieść ta książka i stawia ją na
przegranej pozycji. Troche dystansu Panie i Panowie.
Zastanówmy się przez chwilę, dlaczego lektury są nielubiane i w wielu
przypadkach nierozumiane przez przeciętnych uczniów. BlackDog stwierdził, iż
większość jego klasy to głupole. Czy tak jest w to nie wnikam ,ale trzeba
zauważyć, że jeśli większość klasy nie rozumie zadanej książki, to coś tu jest
nie tak. Tutaj dotarliśmy do jednego z większych problemów: bardzo często
nauczyciele, źle dobierają lektury, względem wieku. Dotąd nie zapomne, jak w
pierwszej klasie gimnazjum byłem jedyną osobą, która przeczytała "Pana Tadeusza"
(jeśli się udało, to recenzje macie w tym numerze), gdyż reszcie klasy, albo się
nie chciało (o tym za chwilę), albo nie rozumieli o co w książce chodzi. A potem
taki uczeń, który dostanie do przeczytania kilka zbyt trudnych książek mówi, żę
lektury są głupie. I czyją mamy tu winę? Nauczyciela, gdyż to on zajmuje się
sprawami lektur, a znając swoją klasę powinien je dobrać względem poziomu, który
dana klasa reprezenyuje. Jego drugi błąd to to, iż nie umie młodzieży przekonać
do danej książki, uzasadnić swojego wyboru i pokazać, dlaczego ta książka
zasłużyła sobie na miejsce na liście lektur. I znów posłuże się moim przykładem
z "Panem Tadeuszem", gdzie polonistka powiedziała tylko "Na czternastego wszyscy
macie przeczytać "Pana Tadeusza" i absolutnie nic więcej nie dało się z niej na
temat tego dzieła wydusić. Jestem pewien (chociaż nie mogę się podeprzeć żadnymi
konkretnymi danymi), że w wielu szkołach na terenie całej Polski tak właśnie
wygląda lekturowa sytuacja.
"Lektury zdecydowanie zniechęcają uczniów do czytania książek"- sądzi BlackDog,
z czym ja zdecydowanie nie mogę się zgodzić, gdyż lektura nie da rady zniechęcić
człowieka do czytania, tak samo jak jedna beznadziejna piosenka, nie może
zniechęcić do słuchania muzyki. Książkami człowiek się zaraża już w
dzieciństwie. jeśli tata czyta książki i mama czyta książki, to dziecko też
najprawdopodobniej będzie czytało książki. Jeśli zaś w okresie dziecięcym
przyszły uczeń książki do łapki nie weźmie, to i tak nie będzie czytał, nawet
jeśli lektury by wyeliminować ze szkół. I tak teza o szkodliwości lektur runęła. |
|
"Książka pozwala wejść w inny świat, można dzięki niej rozwinąć słownictwo,
poznać nowe rzeczy."- pisze Blackdog, pod czym ja podpisuje się obiema rękami.
Jednak, gdyby nie lektury, mogę zagwarantować, ze duża część młodzieży nie
chwyciła, by tej papierowej cegiełki ani razu w ciągu wielu ciężkich lat nauki.
A tak, dzięki czytaniu lektur, możliwe jest, że uczeń przekona się do książek
(tak było w przypadku mojego dobrego znajomego) i zacznie "wchodzić w ten inny
świat". Oczywiście nie moge zagwarantować, że tak będzie, ale to bardziej
prawdopodobne, niż to, że jakiś maniak książek przestanie pod wpływem lektur
czytać.
"Oczywiście, nudne książki to lektury bardzo ważne(...)Ludzie dajcie nam
fantastykę do czytania."- nawołuje BlackDog na pochybeł lekturom. Równie dobrze
ja mogę krzyczeć "dajcie nam kryminały", ktoś inny może krzyczeć "dajcie
romanse"! Zastanówmy się tylko, o co chodzi w przerabianiu lektur. Na pewno nie
chodzi w nich o czytanie tego, na co ma się ochotę, gdyż od tego jest "freizeit".
W lekturach chodzi o to, by zapoznać uczniaków z najważniejszymi powieściami,
które powinno się w życiu poznać. Nie wątpie, żę Gaiman, czy Pratchett spodobali
by się wielu ludziom, toteż zamiast nawoływać do zmiany lektur, może lepiej im
podsunąć samemu jakąś książke któregoś z nich? A odnośnie nudy: wszystko zależy
od gustu. Mi "Pan Tadeusz" i "Krzyżacy" bardzo się podobali, tobie za to
niekoniecznie. Mi na przykład nie podobał się "Ten Obcy". I. Jurgielewiczowej, a
dla ciebie mogła to być wspaniała lektura. Nigdy nic nie wiadomo.
Ma koniec chciałbym zaznaczyć, że nie uważam wcale, iż z lekturami jest tak
dobrze, bo nie jest. Ale nie jest to wina tylko Ministerstwa Edukacji, które
(jak mówi BlackDog) daje nam "nudne" i "chore" książki. Duża część z książek,
które każe nam czytać szkoła, to naprawde wartościowe książki (tak, "Syzyfowe
prace" też), tyle, że nauczyciel nie potrafi nam tej magii pokazać Moim zdaniem
wine za to ponoszą: Ministerstwo i nauczyciele. Ministerstwo za to, iż nie umie
dobrać nam różnych lektur i w odpowiednim przedziale wiekowym, a nauczyciele, za
to, iż nie umieją zachęcić uczniów do lektur i dobrze ich omówić. Tymi słowy
kończe.
|