Luty 2006      


|:  VARIA  :|

W świecie Bardów
Boginka

Są takie rzeczy, na które dorośli zwykli sobie dość rzadko pozwalać. Są rejony, które przez jakąś niepisaną umowę stają się bastionami dzieciństwa. Świat książek też ma taką strefę. Nie chodzi mi o literaturę powiedzmy młodzieżową, to by było zbyt banalne. To jakby stwierdzić, że elektryczne kolejki są głównie dla małych chłopców (głownie, zaznaczam). Jest jeszcze jedna taka rzecz, którą część z nas może kojarzyć z epoką podboju kuchennego stołu. Zwłaszcza Ci którzy wyrośli w domu z tradycjami czytelniczymi. Czytanie na głos.
Obecnie, w społeczeństwach powiedzmy rozwiniętych, jest to czynność prawie wyłącznie zarezerwowana na pożytek dzieci. Zwyczajem jest, że gdy tylko nauczymy się o Ali, która ma kota rodzice zostawiają nas z książką i zaczyna się okres czytania "dorosłego" - po cichu. Aż trudno sobie wyobrazić, że kiedyś było inaczej.
A było, bo jak się nad tym dłużej zastanowić, powszechność czytania jest wynalazkiem dwudziestego wieku. Znacznie późniejszym niż druk. Stąd wniosek, że kiedyś ludzie musieli sobie radzić bez tej umiejętności. Czytanie na głos, na przykład gazet, było wtedy powszechne. Jeszcze wcześniej zaś, w kulturach opartych głównie, lub w całości na tym co mówione, istniały przecież profesje związane z ustnym przekazywaniem opowieści. Aojdowie greccy bardowie w społeczeństwach anglosaksońskich, "opowiadacze" afrykańscy to byli ludzie o wielkim prestiżu. Wytworzyli specyficzne formy związane z kulturą oralną - tekst przeznaczony do wygłaszania jest trochę inny, niż ten przeznaczony do czytania. Dziś zaś, rzecz dość specyficzna, Iliadę i Pieśń o Rolandzie czyta się po cichu, co jest raczej sprzeczne z naturą tych utworów.
Ale rzecz nie ogranicza się tylko do dzieł dawnych. Mamy przecież całą ustną gałąź literatury - lirykę. Wiersze, może poza rzadkimi eksperymentami, są przeznaczone właśnie do czytania na głos. Ich podstawą jest rytm i dźwięk - "Deszcz Jesienny" Leśmiana jest czymś, czego moim zdaniem nie sposób docenić, jeśli nie posłucha się szumu słów. Czytać wiersze bez artykułowania, to jak jeść z zatkanym nosem.
Czytanie na głos, jakkolwiek może wydawać się uciążliwe, ma swój urok. Niektórzy może pamiętają ze swojego dzieciństwa bajki czytanie przez rodziców. Inni mogą mieć odciśnięte w pamięci słuchowiska Polskiego Radia (wciąż zresztą żywe). W słuchaniu czytanej nam historii jest pewna magia. Ta sama, która jest również "magią radia". Zresztą poniekąd jest to także duch na przykład opowiadań przy ogniskach, czy sesji RPG. Właśnie w takich chwilach odżywa w nas na moment kultura słowa mówionego. Impulsem dla umysłu zaczynają być dźwięki, tak jak w muzyce. Przez większość czasu jednak boimy się własnego głosu.
Jest to gehenna, przez którą przechodzi wielu ludzi uczących się języków obcych. Spora część nauczycieli wymaga właśnie czytania na głos. Co wtedy dzieje się z uczniami? Większość przeżywa spory stres i mamrocze coś pod nosem, modląc się o jak najszybsze zakończenie tortury. Tymczasem wbrew pozorom czytanie na głos i bycie opowiadaczem można polubić.
Wcale nie trzeba do tego talentu. To nie jest tak, że swojego głosu boimy się słusznie. Nikt nas nie uczy ani czytania na głos, ani też w większości wypadków improwizowanego opowiadania, czy referowania. Owszem, w szkole istnieje coś takiego jak deklamacja czy referat, ale jak wygląda wszyscy chyba wiedzą. A skoro nikt nas nie uczy tego porządnie, jak mamy stać się w tym dobrzy?


Można oczywiście w tym miejscu zapytać po co w ogóle wysilać się w tym kierunku. Większość z nas nie pełni na tyle ważnych funkcji byśmy musieli wykazywać się zdolnościami oratorskimi. Racja. Z tym że musieć i móc to dwie różne rzeczy. Tego zaś, czego uczymy się dla siebie nie robimy zwykle ze względu na "musieć", ale na "móc".
Jak wiele rzeczy w życiu ta umiejętność ma pewne ogólne plusy, a ponieważ, co już z pewnością widać, uprawiam tutaj propagandę, postaram się je przedstawić. Przede wszystkim opowiadając i czytając na głos uczymy się intonacji i dykcji. Rzecz to o tyle istotna, że nawet teraz komunikujemy się głównie ustnie. Tym samym ktoś, kto jest panem swojego głosu ma sporo asów w rękawie. Może oczarować kogoś mówiąc miękko i ciepło, umie być autorytatywny bez wrzasku, potrafi zainteresować swoją wypowiedzą innych, czasem nawet przekonać do czegoś. Od dawna wiadomo że poza tym "co" komunikujemy ważne jest także "jak" - dlatego na przykład psychologowie badają mowę ciała. W świecie dźwięku jej odpowiednikiem jest właśnie intonacja.
Atutem głośnego czytania jest też to, że uczymy się naturalnego stosowania interpunkcji. Wielu ludzi nie wie gdzie właściwie należy stawiać przecinki (pewnie zresztą i w tym tekście dobry korektor miałby na co kląć). Przecinek oznacza przerwę w zdaniu, a pisząc niewielu ludzi "słyszy" swój tekst. Dlatego nauka interpunkcji przypomina często pływanie na sucho. Tymczasem zdarza się, że wystarczy sobie własny tekst przeczytać, by zorientować się gdzie "stawiamy" głosem przecinki. Oczywiście sztuczka działa tylko wtedy, gdy nie czytamy w tempie pepeszy.
Przy tych wszystkich mniejszych i większych zaletach należy wymieniać tę najważniejszą - z własnego doświadczenia wiem, że zarówno bycie słuchaczem, jak i opowiadaczem może sprawiać sporą frajdę. Czasem orientujemy się, że od jakiegoś czasu dryfowaliśmy z prądem czyjejś opowieści. Kiedy indziej widzimy, że ludzie do których coś mówimy słuchają nie z przymusu, czy szacunku, ale z ciekawości. Przynajmniej niektórzy bardzo sobie cenią takie przeżycia.
Przy tym wszystkim jak najbardziej rozumiem, że nie każdy musi być amatorem tego typu rozrywki. Proponuję Wam jednak spróbować wycieczki do świata bardów. Wymaga to odrobiny samozaparcia, ale może być rzeczą naprawdę interesującą, bo świat ten jest trochę z innej bajki, niż reszta naszej rzeczywistości. Przeczytać jakiś wiersz spokojnie na głos, posłuchać słuchowiska, może nawet urządzić sobie "czytany" wieczór, jeśli ma się odpowiednich znajomych? Ot jakaś nowość w życiu bibliofila. A jeśli ten świat okazałby się dla Was gościnny, to zawsze można coś zrobić z umiejętnością opowiadacza i lektora - choćby zostać wolontariuszem nagrywającym książki na kasety dla osób niewidomych.

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!