|
W
świecie Bardów
Boginka
Są takie rzeczy, na które dorośli zwykli sobie dość rzadko pozwalać. Są rejony,
które przez jakąś niepisaną umowę stają się bastionami dzieciństwa. Świat
książek też ma taką strefę. Nie chodzi mi o literaturę powiedzmy młodzieżową, to
by było zbyt banalne. To jakby stwierdzić, że elektryczne kolejki są głównie dla
małych chłopców (głownie, zaznaczam). Jest jeszcze jedna taka rzecz, którą część
z nas może kojarzyć z epoką podboju kuchennego stołu. Zwłaszcza Ci którzy
wyrośli w domu z tradycjami czytelniczymi. Czytanie na głos.
Obecnie, w społeczeństwach powiedzmy rozwiniętych, jest to czynność prawie
wyłącznie zarezerwowana na pożytek dzieci. Zwyczajem jest, że gdy tylko nauczymy
się o Ali, która ma kota rodzice zostawiają nas z książką i zaczyna się okres
czytania "dorosłego" - po cichu. Aż trudno sobie wyobrazić, że kiedyś było
inaczej.
A było, bo jak się nad tym dłużej zastanowić, powszechność czytania jest
wynalazkiem dwudziestego wieku. Znacznie późniejszym niż druk. Stąd wniosek, że
kiedyś ludzie musieli sobie radzić bez tej umiejętności. Czytanie na głos, na
przykład gazet, było wtedy powszechne. Jeszcze wcześniej zaś, w kulturach
opartych głównie, lub w całości na tym co mówione, istniały przecież profesje
związane z ustnym przekazywaniem opowieści. Aojdowie greccy bardowie w
społeczeństwach anglosaksońskich, "opowiadacze" afrykańscy to byli ludzie o
wielkim prestiżu. Wytworzyli specyficzne formy związane z kulturą oralną - tekst
przeznaczony do wygłaszania jest trochę inny, niż ten przeznaczony do czytania.
Dziś zaś, rzecz dość specyficzna, Iliadę i Pieśń o Rolandzie czyta się po cichu,
co jest raczej sprzeczne z naturą tych utworów.
Ale rzecz nie ogranicza się tylko do dzieł dawnych. Mamy przecież całą ustną
gałąź literatury - lirykę. Wiersze, może poza rzadkimi eksperymentami, są
przeznaczone właśnie do czytania na głos. Ich podstawą jest rytm i dźwięk -
"Deszcz Jesienny" Leśmiana jest czymś, czego moim zdaniem nie sposób docenić,
jeśli nie posłucha się szumu słów. Czytać wiersze bez artykułowania, to jak jeść
z zatkanym nosem.
Czytanie na głos, jakkolwiek może wydawać się uciążliwe, ma swój urok. Niektórzy
może pamiętają ze swojego dzieciństwa bajki czytanie przez rodziców. Inni mogą
mieć odciśnięte w pamięci słuchowiska Polskiego Radia (wciąż zresztą żywe). W
słuchaniu czytanej nam historii jest pewna magia. Ta sama, która jest również
"magią radia". Zresztą poniekąd jest to także duch na przykład opowiadań przy
ogniskach, czy sesji RPG. Właśnie w takich chwilach odżywa w nas na moment
kultura słowa mówionego. Impulsem dla umysłu zaczynają być dźwięki, tak jak w
muzyce. Przez większość czasu jednak boimy się własnego głosu.
Jest to gehenna, przez którą przechodzi wielu ludzi uczących się języków obcych.
Spora część nauczycieli wymaga właśnie czytania na głos. Co wtedy dzieje się z
uczniami? Większość przeżywa spory stres i mamrocze coś pod nosem, modląc się o
jak najszybsze zakończenie tortury. Tymczasem wbrew pozorom czytanie na głos i
bycie opowiadaczem można polubić.
Wcale nie trzeba do tego talentu. To nie jest tak, że swojego głosu boimy się
słusznie. Nikt nas nie uczy ani czytania na głos, ani też w większości wypadków
improwizowanego opowiadania, czy referowania. Owszem, w szkole istnieje coś
takiego jak deklamacja czy referat, ale jak wygląda wszyscy chyba wiedzą. A
skoro nikt nas nie uczy tego porządnie, jak mamy stać się w tym dobrzy? |
|
Można oczywiście w tym miejscu zapytać po co w ogóle wysilać się w tym kierunku.
Większość z nas nie pełni na tyle ważnych funkcji byśmy musieli wykazywać się
zdolnościami oratorskimi. Racja. Z tym że musieć i móc to dwie różne rzeczy.
Tego zaś, czego uczymy się dla siebie nie robimy zwykle ze względu na "musieć",
ale na "móc".
Jak wiele rzeczy w życiu ta umiejętność ma pewne ogólne plusy, a ponieważ, co
już z pewnością widać, uprawiam tutaj propagandę, postaram się je przedstawić.
Przede wszystkim opowiadając i czytając na głos uczymy się intonacji i dykcji.
Rzecz to o tyle istotna, że nawet teraz komunikujemy się głównie ustnie. Tym
samym ktoś, kto jest panem swojego głosu ma sporo asów w rękawie. Może oczarować
kogoś mówiąc miękko i ciepło, umie być autorytatywny bez wrzasku, potrafi
zainteresować swoją wypowiedzą innych, czasem nawet przekonać do czegoś. Od
dawna wiadomo że poza tym "co" komunikujemy ważne jest także "jak" - dlatego na
przykład psychologowie badają mowę ciała. W świecie dźwięku jej odpowiednikiem
jest właśnie intonacja.
Atutem głośnego czytania jest też to, że uczymy się naturalnego stosowania
interpunkcji. Wielu ludzi nie wie gdzie właściwie należy stawiać przecinki
(pewnie zresztą i w tym tekście dobry korektor miałby na co kląć). Przecinek
oznacza przerwę w zdaniu, a pisząc niewielu ludzi "słyszy" swój tekst. Dlatego
nauka interpunkcji przypomina często pływanie na sucho. Tymczasem zdarza się, że
wystarczy sobie własny tekst przeczytać, by zorientować się gdzie "stawiamy"
głosem przecinki. Oczywiście sztuczka działa tylko wtedy, gdy nie czytamy w
tempie pepeszy.
Przy tych wszystkich mniejszych i większych zaletach należy wymieniać tę
najważniejszą - z własnego doświadczenia wiem, że zarówno bycie słuchaczem, jak
i opowiadaczem może sprawiać sporą frajdę. Czasem orientujemy się, że od
jakiegoś czasu dryfowaliśmy z prądem czyjejś opowieści. Kiedy indziej widzimy,
że ludzie do których coś mówimy słuchają nie z przymusu, czy szacunku, ale z
ciekawości. Przynajmniej niektórzy bardzo sobie cenią takie przeżycia.
Przy tym wszystkim jak najbardziej rozumiem, że nie każdy musi być amatorem tego
typu rozrywki. Proponuję Wam jednak spróbować wycieczki do świata bardów. Wymaga
to odrobiny samozaparcia, ale może być rzeczą naprawdę interesującą, bo świat
ten jest trochę z innej bajki, niż reszta naszej rzeczywistości. Przeczytać
jakiś wiersz spokojnie na głos, posłuchać słuchowiska, może nawet urządzić sobie
"czytany" wieczór, jeśli ma się odpowiednich znajomych? Ot jakaś nowość w życiu
bibliofila. A jeśli ten świat okazałby się dla Was gościnny, to zawsze można coś
zrobić z umiejętnością opowiadacza i lektora - choćby zostać wolontariuszem
nagrywającym książki na kasety dla osób niewidomych.
|