Trudno właściwie określić, dla kogo Dickens pisał swą
książkę – historię ubogiego dziesięcioletniego londyńczyka poniewieranego przez
los. Wiek tytułowego bohatera wskazuje jednoznacznie na powieść dla dzieci,
jednak obecne w niej okrucieństwo i ponury obraz życia w dziewiętnastowiecznych
londyńskich slumsach nie bardzo się już dla dzieci nadają. A półtora wieku temu
nie nadawały się tym bardziej.
Olivier nigdy nie miał lekkiego życia. Przyszedł na świat w
przytułku dla biedoty i już kilka godzin później został sierotą. Przez kolejne
dziesięć lat doświadczał zaś niezwykłej troskliwości miejscowej parafii,
sprawującej opiekę nad nieszczęśnikami takimi jak on: wiecznie poniewierany i
niedożywiany, trafił wreszcie na termin do producenta trumien. Jako że i tam za
dach nad głową i mizerną kolację płacić musiał licznymi upokorzeniami i
cierpieniami, zdobył się nasz bohater na krok odważny – uciekł i pieszo przebył
kilkadziesiąt mil dzielących go od Londynu.
Widok brudnych, wąskich i mrocznych uliczek oraz
zrujnowanych kamienic stolicy rozmijał się zapewne z wyobrażeniami chłopca,
trudno się więc dziwić, że, zagubiony i zdesperowany, przyjął pierwszą
wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń. Pech chciał, że nie była to upierścieniona
dłoń wielkodusznego bogacza, a szczupła dłoń nastoletniego złodziejaszka,
zwanego przez przyjaciół z branży Przemyślnym Krętaczem. Pomoc, jak się można
domyślić, nie była całkiem bezinteresowna. W zamian za opiekę Olivier został
zmuszony do, hm... działalności przestępczej na rzecz nowych przyjaciół. A
nieciekawa to była szajka.
Stojący na jej czele Żyd Fagin, zgraja jego nieletnich
podopiecznych, specjalizujących się w opróżnianiu cudzych kieszeni, dziewczęta
lekkich obyczajów czy zawodowi bandyci i włamywacze nie są raczej – przyznasz,
Czytelniku – postaciami budzącymi społeczne zaufanie, ani tym bardziej szacunek.
Zaś uczciwy na wskroś Olivier nie chciał stać się pospolitym przestępcą, został
więc postawiony w sytuacji, mówiąc ogólnie, niezręcznej. Co stało się początkiem
licznych perypetii, opisanych na pięciuset stronach dickensowskiej powieści.
|
|
|
|
| Oliver Twist |
|
| |
|
| brak |
|
|
 |
|
|
Samą fabułę książki trudno nazwać porywającą. Nie brak co
prawda zwrotów akcji, jednak wydarzenia są w większości przewidywalne, jedynym,
co pozostaje niewyjaśnione do samego niemal końca, to zagadka prawdziwego
pochodzenia Twista. Poszukajmy więc innych zalet. Będzie nią niewątpliwie
realizm powieści. Brudny i ponury dziewiętnastowieczny Londyn wydaje się nam
podczas lektury aż nazbyt bliski. Ale przede wszystkim będzie nią niepowtarzalny
dickensowski styl, rzecz niezwykle dla wspomnianego autora charakterystyczna.
Można go wychwycić już na pierwszych stronach, co więcej – zapada mocno w pamięć
Czytelnika. Z pewnością sto pięćdziesiąt lat temu stosunek do pisarskiej
profesji różnił się w znacznym stopniu od współczesnego. I stąd zapewne u
Dickensa tak wyraźny szacunek dla każdego nakreślonego słowa i każdej
postawionej kropki. To powinno imponować. Mnie przynajmniej imponuje bardzo.
W podsumowaniu umieścić należy jeden tylko wniosek – po
klasykę w stylu „Oliviera Twista” sięgać warto. Nie tylko w ramach poszerzania
intelektualnych horyzontów, ale i dla zwykłej przyjemności. Bo takowej,
zapewniam, lektura książki Dickensa dostarcza. W nadspodziewanych ilościach. :)
|