Luty 2006      


|:  RECENZJA  :|

Charles Dickens - Oliver Twist
Panna Nikt
 

Trudno właściwie określić, dla kogo Dickens pisał swą książkę – historię ubogiego dziesięcioletniego londyńczyka poniewieranego przez los. Wiek tytułowego bohatera wskazuje jednoznacznie na powieść dla dzieci, jednak obecne w niej okrucieństwo i ponury obraz życia w dziewiętnastowiecznych londyńskich slumsach nie bardzo się już dla dzieci nadają. A półtora wieku temu nie nadawały się tym bardziej.

Olivier nigdy nie miał lekkiego życia. Przyszedł na świat w przytułku dla biedoty i już kilka godzin później został sierotą. Przez kolejne dziesięć lat doświadczał zaś niezwykłej troskliwości miejscowej parafii, sprawującej opiekę nad nieszczęśnikami takimi jak on: wiecznie poniewierany i niedożywiany, trafił wreszcie na termin do producenta trumien. Jako że i tam za dach nad głową i mizerną kolację płacić musiał licznymi upokorzeniami i cierpieniami, zdobył się nasz bohater na krok odważny – uciekł i pieszo przebył kilkadziesiąt mil dzielących go od Londynu.

Widok brudnych, wąskich i mrocznych uliczek oraz zrujnowanych kamienic stolicy rozmijał się zapewne z wyobrażeniami chłopca, trudno się więc dziwić, że, zagubiony i zdesperowany, przyjął pierwszą wyciągniętą ku niemu pomocną dłoń. Pech chciał, że nie była to upierścieniona dłoń wielkodusznego bogacza, a szczupła dłoń nastoletniego złodziejaszka, zwanego przez przyjaciół z branży Przemyślnym Krętaczem. Pomoc, jak się można domyślić, nie była całkiem bezinteresowna. W zamian za opiekę Olivier został zmuszony do, hm... działalności przestępczej na rzecz nowych przyjaciół. A nieciekawa to była szajka.

Stojący na jej czele Żyd Fagin, zgraja jego nieletnich podopiecznych, specjalizujących się w opróżnianiu cudzych kieszeni, dziewczęta lekkich obyczajów czy zawodowi bandyci i włamywacze nie są raczej – przyznasz, Czytelniku – postaciami budzącymi społeczne zaufanie, ani tym bardziej szacunek. Zaś uczciwy na wskroś Olivier nie chciał stać się pospolitym przestępcą, został więc postawiony w sytuacji, mówiąc ogólnie, niezręcznej. Co stało się początkiem licznych perypetii, opisanych na pięciuset stronach dickensowskiej powieści.

  Oliver Twist
  
  brak

 

Samą fabułę książki trudno nazwać porywającą. Nie brak co prawda zwrotów akcji, jednak wydarzenia są w większości przewidywalne, jedynym, co pozostaje niewyjaśnione do samego niemal końca, to zagadka prawdziwego pochodzenia Twista. Poszukajmy więc innych zalet. Będzie nią niewątpliwie realizm powieści. Brudny i ponury dziewiętnastowieczny Londyn wydaje się nam podczas lektury aż nazbyt bliski. Ale przede wszystkim będzie nią niepowtarzalny dickensowski styl, rzecz niezwykle dla wspomnianego autora charakterystyczna. Można go wychwycić już na pierwszych stronach, co więcej – zapada mocno w pamięć Czytelnika. Z pewnością sto pięćdziesiąt lat temu stosunek do pisarskiej profesji różnił się w znacznym stopniu od współczesnego. I stąd zapewne u Dickensa tak wyraźny szacunek dla każdego nakreślonego słowa i każdej postawionej kropki. To powinno imponować. Mnie przynajmniej imponuje bardzo.

W podsumowaniu umieścić należy jeden tylko wniosek – po klasykę w stylu „Oliviera Twista” sięgać warto. Nie tylko w ramach poszerzania intelektualnych horyzontów, ale i dla zwykłej przyjemności. Bo takowej, zapewniam, lektura książki Dickensa dostarcza. W nadspodziewanych ilościach. :)

© Copyright by AM Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!