Luty 2005      


|:  PREZENTACJE  :|

Jeffery Deaver - Tańczący trumniarz
Mały Misiek

Sellitto skinął głową Banksowi.
- Phillip Hansen - powiedział znacząco młody detektyw, unosząc cienką brew
Rhyme znał to nazwisko jedynie z artykułów prasowych. Hansen - potężny i obrotny biznesmen pochodzący z Tampy na Florydzie - był właścicielem dużej hurtowni w Armonk, w stanie Nowy Jork. Przedsiębiorstwo prosperowało doskonale, dzięki czemu Hansen stał się multimilionerem. Osiągnął wiele, a zaczynał jako drobny przedsiębiorca. Nigdy nie musiał zabiegać o klientów, nigdy się nie reklamował, nigdy nie miał kłopotów z płatnościami. Właściwie jedyna trudność, z jaką borykała się firma PH Distributors Inc., polegała na tym, że rząd federalny i władze stanu Nowy Jork nie szczędziły energii, by ją zamknąć, a jej prezesa wysłać za kratki. Hansen handlował bowiem nie, jak twierdził, używanymi pojazdami z nadwyżek wyposażenia armii, lecz bronią, najczęściej kradzioną z baz wojskowych lub sprowadzaną nielegalnie z zagranicy. W tym roku koło mostu Waszyngton napadnięto na ciężarówkę transportującą do New Jersey broń ręczną, zginęło dwóch szeregowców. Stał za tym Hansen - prokurator generalny i prokuratura stanowa Nowego Jorku byli o tym przekonani, ale nie mieli dowodów.
- Pchamy sprawę razem z Perkinsem - powiedział Sellitto. - I z wojskowym wydziałem śledczym. Na razie idzie nam ciężko.
- Nikt go jeszcze nie zakapował - rzekł Banks. - Nigdy.
Rhyme przypuszczał, że nikt by się nie odważył kablować na takiego faceta jak Hansen.
- Ale w zeszłym tygodniu coś w końcu drgnęło - ciągnął młody detektyw. - Hansen jest pilotem. Jego firma ma magazyny na lotnisku Mamaroneck - tym niedaleko White Plains. Sąd wydał nakaz ich rewizji. Oczywiście nic nie znaleźliśmy. Dopiero w zeszłym tygodniu, w środku nocy... Lotnisko było już zamknięte, ale w środku nocy pracowało parę osób. Widzieli faceta, którego wygląd odpowiada rysopisowi Hansena, jak podjechał do prywatnego samolotu, władował do niego jakieś worki i wystartował. Bez zezwolenia. Nie zgłosił lotu kontroli, po prostu wystartował. Czterdzieści minut później wrócił, wylądował, wsiadł do samochodu i odjechał z piskiem opon. Bez worków. Świadkowi podali numery samolotu Federalnemu Urzędowi Lotnictwa. Okazało się, że to prywatny samolot Hansena, nie firmy.
- Musiał wiedzieć, że depczecie mu po piętach - powiedział Rhyme. - Chciał się pozbyć czegoś, co miało związek z zabójstwami. - Zaczynał rozumieć, jak miał im pomóc. Trochę go nawet zaciekawili. - Kontrola lotów miała go na oku?
- LaGuardia miała go przez chwilę. Poleciał prosto nad cieśninę Long Island. Potem zniżył lot i na jakieś dziesięć minut zniknął z ekranu radaru.
- I chcielibyście wiedzieć, jak daleko dotarł. Cieśninę przeczesują nurkowie?




- Zgadza się. Wiedzieliśmy, że gdy tylko Hansen dowie się o trzech świadkach, da drapaka. Udało się nam przymknąć go do poniedziałku. Areszt federalny.
Rhyme roześmiał się.
- Macie sędziego, który wymyśli na poczekaniu coś przekonującego?
- Tak, jakąś bajeczkę o niebezpiecznym locie - odparł Sellitto. - I o naruszeniu przepisów urzędu lotnictwa, lekkomyślnym stworzeniu zagrożenia. Nie było zgłoszenia w kontroli lotów, poza tym Hansen leciał poniżej wymaganego pułapu.
- Co na to pan Hansen?
- Zna zasady. Ani słowa do oficerów, ani słowa do ludzi z prokuratury. Adwokat wszystkiemu zaprzecza i chce wytoczyć proces za bezpodstawne aresztowanie i tak dalej, i tak dalej... Jeśli więc znajdziemy te pieprzone worki, w poniedziałek idziemy przed sąd przysięgłych i bach! - mamy go.
- Pod warunkiem - zauważył Rhyme - że w workach jest coś obciążającego.
- Na pewno jest coś obciążającego.
- Skąd wiesz?
- Bo Hansen się boi. Wynajął kogoś, żeby zabił świadków. Jednego już zlikwidowano.
A więc chcą, żebym znalazł te worki... W myślach zaczęły mu krążyć pytania. Czy można ustalić lokalizację samolotu nad powierzchnią wody na podstawie jakiegoś opadu, osadu soli albo owada rozgniecionego na przednim płacie skrzydła? Można w ogóle obliczyć czas śmieci owada? A może stężenie soli i zanieczyszczeń w wodzie? Czy podczas lotu tak nisko nad wodą silniki albo skrzydła mogły nanieść na kadłub czy ogon jakieś glony?
- Muszę mieć mapy cieśniny - zaczął Rhyme. - Schematy samolotu...
- Hm, nie po to do ciebie przyszliśmy - powiedział Sellitto.
- Nie po to, żeby znaleźć worki - dodał Banks.
Nie? W takim razie po co? - Rhyme zmierzył młodego człowieka niechętnym spojrzeniem.
Sellitto ponownie przyjrzał się beżowej skrzynce USO. Dołączone do niej ciemnoczerwone, żółte i czarne przewody leżały skręcone na podłodze jak kłębowisko węży.
- Chcemy, żebyś pomógł nam znaleźć mordercę. Faceta, którego najął Hansen. Zatrzymaj go, zanim dopadnie dwoje pozostałych świadków.
- Tak? - Rhyme czuł, że Sellitto nie powiedział wszystkiego.
Patrząc za okno, detektyw odezwał się:
- Wygląda na to, że to Trumniarz, Lincoln.
- Tańczący Trumniarz?
Sellitto spojrzał na niego i skinął głową.
- Jesteś pewien?
- Dowiedzieliśmy się, że kilka tygodni temu wykonał robotę w Waszyngtonie. Zabił jakiegoś pracownika Kongresu, zamieszanego w handel bronią. Mamy zapis z księgi meldunkowej i dowody na to, że Hansen dzwonił z automayu do hotelu, w którym zatrzymał się Trumniarz. To musi być on, Lincoln.
Wielkie jak asteroidy i gładkie jak ramiona kobiety ziarna na ekranie monitora przestały nagle interesować Rhyme'a.
- No - powiedział cicho. - To mamy sprawę.

www.jefferydeaver.prv.pl

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!