O domniemanym przyczynku kołtuna
i skutkach tegoż

Ludzie od zawsze próbowali sie leczyć, czasami sensownie (rtęć by wyleczyć kiłę) innym razem troszkę mniej sensownie (seks z dziewicą leczy kiłę). Zawsze jednak choroby się bali. Szczególnie że nie wiedzieli skąd się choroby biorą. Tzn. wiedzieli: to kara Boża, nieszczęśliwe ułożenie gwiazd, czary, uroki, czy wreszcie efekt złowrogich działań samego diabła.

Jedną z chorób, które były sprawką złego był tytułowy kołtun, vel gwóźdź, gościec, plica polonica. To ostatnie to, oczywista, łacina. "Plica" znaczy po prostu kołtun, tyle że po ichniemu. Samo słowo "kołtun" zaś, pochodzi od "kołysania", bowiem włosy skręcały się w tłuste sploty, które kołysały się na wszystkie strony. Wbrew pozorom jednak, kołtun nie był sprawą diabelską czy żydowską (wierzono że żydzi "rozpowszechniają" go w sprzedawanej przez siebie gorzałce) tylko sprawą higieny. A właściwie jej braku.

Włosy czesano bardzo rzadko, myto zaś najczęściej raz na pół roku. Chłopi często nacierano włosy tłuszczem. Nic dziwnego więc że fryzura nie była szczytem elegancji a nagromadzony brud powodował podrażnienia skóry. Dodatkowo, było to znakomite miejsce do życia dla insektów i różnych bakterii.

Dlaczego ludzie tego nie ścinali? Bo wg. ówczesnej wiedzy byłaby to straszna głupota. Kołtun nie był chorobą, przez lata był uważany za amulet, który przed nią chroni! Zapuszczanie kołtuna było więc pewną formą profilaktyki... Gdy kiła w XVI w zaczęła zataczać coraz szersze kręgi w społeczeństwie, masowo zapuszczano kołtun.

Od początku XVII wieku natomiast uważano że kołtun to skutek choroby, tajemniczej i groźnej, a objawiającej się właśnie poprzez zwijanie się włosów. Więcej. Uważano że choroba "uzewnętrzniająca się" w ten sposób opuszcza razem z włosami organizm, gdyż na zewnątrz trci swoją siłę. Logicznym więc jest że próbowano "wywicie się choroby" przyśpieszyć. Stosowano w tym celu przemywanie włosów odwarem z rozmaitych ziół: barszczu, łopianu, barwinku czy babiego muru.

Nie tylko ze względu na zbawienne skutki nie wolno ścinać kołtuna. Choroba "mści się" okrutnie za takowy czyn. Bo, dziwna sprawa, choroba po ścięciu uciążliwych splotów pokręconych włosów nie ustępowała a bóle i ataki choroby ponawiały się. Wtedy szybko zapuszczano nowy, jeszcze obrzydliwszy, który miał pomóc w pozbyciu się choroby. Noszono kołtun zazwyczaj rok, ale bywało że i dłużej. Czasem całe życie.

Oto jak kołtun opisano w Compendium Medicum najbardziej popularnego poradnika medycznego w XVII wieku:

"Rodzi się kołtun z różnych przyczyn, najprzód z czarów, jako bowiem insze choroby niezwyczajne z nich pochodzą, tak też i ta, o czym jest wiele przykładów. Bywają kołtuny i dziedziczne, to jest z rodziców na dzieci spadające, także przydają się i z zarazy jeden od drugiego [...]. Są też niektóre wody takie [...], z których picia kołtuny na głowach wyrastają [...] baby ledwie nie w każdej chorobie, że z kołtuna pochodzi zapewne, twierdzą, i często się trafia, że je w ludzi wmawiają, dając na wywicie rozmaite zielska, głowę ustawicznie płocząc, włosy woskami lepiąc i innych guseł dziwnych zażywając [...].

Kołtun według różności przyczyn bywa różny bywa, jeden szkodliwy, sprawujący po kościach łupanie, ból głowy, w oczach zaćmienie, potraw obrzydzenie [...]. Są też i takie, które lekarstw żadnych nie potrzebują [...]. Są takie, którym gorzałka bardzo plaguje, inszym zaś wino albo miód, innym pewne potrawy szkodzą, osobliwie grube, smaczne zaś im plagują [...]. Wewnątrz kołtun zostający [...] wiele złego przynosi, to jest: łamanie po kościach, ślepotę, womity; potraw obrzydzenie, żył pokurczenie, guzy albo wrzody w ciele, gdy się zaś na wierzch wyda, nie tak szkodliwy jest.

Jeżeli go zaś kto lekkomyślnie urznie, osobliwie taki który albo z czarów, lub ex malignitate interna pochodzi, w ciężkie choroby wprowadza, ani to jest bajka, wiele bowiem przykładów jest, że lekkomyślnie urznięcie onego wielu wprowadziło w ślepotę, w ból głowy ustawiczny, wielką chorobę, w konwulsje a podczas i śmierć przyniesło"

Leczeniem kołtuna, oprócz praktykujących oficjalnie znachorów i medyków, zajmowali się zakonnicy. Wieści o "cudownym" wyleczeniu chorych nań, były bardzo powszechne. Wyleczeni, składali obcięte kołtuny w kościele, albo przed jego wejściem.

Kołtuny nosili przede wszystkim chłopi, chociaż bywały one również u mieszczan, szlachty a nawet u magnatów. W tej ostaniej grupie były to jednak raczej pojedyncze przypadki. Częstotliwość występowania kołtuna była odwrotnie proporcjonalna do wysokości zarobków, więc najczęściej spotykało się go u biedoty. Całkiem logiczne, magnatów stać było na "prawdziwych" medyków (częściej drogich) a zabobonami chłopskimi gardzili.

Dziadek Mróz
am_historia@o2.pl