Zasusz się w trupa
mumie w kimonach

W starych świątyniach na północ od Tokio znajdują się zmumifikowane szczątki buddyjskich mnichów, na zawsze zastygłych w pozycji lotosu. Badania prowadzone w latach 60-tych pod kierunkiem prof. Akiry Matsumoto dokazały czegoś szokującego. Te mumie miały wnętrzności, nie zostały "spreparowane" po śmierci. Przemiana zaczęła się za życia!

Jak i dlaczego?

Był pewnien człowiek imieniem Kukai, po śmierci znany jako Kobo-Daishi. Artysta, nauczyciel i mnich. Założył on sektę o nazwie Shingon i w światyni w górach Koya opracował na przełomie VIII i IX w metodę, która miała doprowadzić do mumifikacji. Bardzo skuteczną, nawiasem mówiąc, gdyż jego mumia (sokushinbutsu) przetrwała do dziś i otaczana jest przez żyjących w tej świątyni mnichów wielką czcią.

Jak stać się mumią? Trudna sprawa. Przede wszystkim, trzeba całkowicie zmienić swój wikt: dozwolone były tylko orzechy i ziarna, które mnich mógł znaleźć w lesie wokół światyni. Jadł to (i tylko to) przez tysiąc dni. Oprócz drakońskiej diety, mnich wykonywał dużo trudnych ćwiczeń fizycznych. Wszystko to miało na celu pozbycie się tłuszczu, od którego zaczyna się proces gnilny, a stosowanie takich metod powodowało jego prawie całkowite zaniknięcie.

Po przejściu pierwszego etapu, następowało z a o s t r z e n i e diety. Wydaje się to niemożliwe, ale jednak. Codziennie mnich mógł zjeść tylko niewielką porcję kory i korzonków. Przez tysiąc dni. Na tym etapie mnich był już kroczącym, żywym szkieletem. Gdy zbliżał się koniec tej części, kandydaci na mumie pili specjalną herbatę z drzewa lakowego (substancja ciągle przez ludzi używana, jednak raczej do produkcji lakierów w przemyśle meblowym niż do picia).

Herbatka niestety jest trująca dla człowieka, powoduje ona wymioty, nadmierne pocenie się oraz częste oddawanie moczu. To strasznie wyskusza organizm, ale mnichom to pasuje, w końcu jakoś trzeba było się tej wilgoci pozbyć, nie? Dodatkową zaletą było to że ciała tak podtrutego człowieka nie ruszały larwy. Dosłownie, nie to że go nie obchodziły.

Ale co zrobić z mikrobami żyjącymi wewnątrz organizmu? I na to znaleziono sposób. W ciałach mnichów znaleziono ślady arszeniku. Po krótkim czasie ustalono, że znajdujące się na górze Yudono w prowincji Yamagata, niedaleko światyni, jest jego najprawdopodobniejszym źródłem.

W końcu, po latach niezwykle ciężkiej diety, mnichów umieszczano w grobowcu. Było to niewielkie pomieszczenie, wykute w skale i tak małe że można tam było usiąść tylko w pozycji lotosu. Tam mieli spędzić kolejne tysiąc dni. Powietrze dostarczała rurka umiesczona w ścianie a mnich dostawał pożywienie dopóki miał siłę raz dziennie dzwonić małym dzwoneczkiem. Jeśli któregoś dnia, nie usłyszano dzwonka, usuwano rurkę i zamykano grobowiec.

Dopiero po wymienionym wyżej czasie, można było otworzyć grób i sprawdzić czy dziesięć lat narzucania sobie okrutnego reżimu zostało uwieńczone sukcesem. Najczęściej nie. Ciała, mimo wszystkich starań mnichów gniły. Niektórym jednak sztuka mumifikacji się udała. Ci zostali uznani za "święych", którzy osiągnęli doskonałość Buddy, stali się "Buddą we własnym ciele".

Trochę to wszystko dziwne, biorąc pod uwagę że Budda z pewnością ważył ponad sto kilo.

Dziadek Mróz
am_historia@wp.pl