Największym wrogiem był bolszewizm
Rozmowa z hamburskim historykiem Axelem Schildtem

O blasku i nędzy czasów powojennych, roli aliantów w utworzeniu Republiki Federalnej oraz cenie budowy stabilnej, liberalnej demokracji w Niemczech

SPIEGEL: Panie profesorze, w ostatnich latach okazało się, że Niemcy byli znacznie silniej uwikłani w narodowy socjalizm, niż większość chciałaby przyznać. Tym bardziej zdumiewa fakt, że właśnie w Republice Federalnej rozwinęła się jedna z najbardziej liberalnych demokracji Europy. Ma pan na to jakieś wyjaśnienie?

Axel Schildt: Historia Republiki Federalnej jest w znacznym stopniu historią jej rozwoju gospodarczego, a ten postępował bardzo szybko. Z drugiej strony naród nie decydował o swoim losie wyłącznie sam. Wiele spraw, jak choćby zakładanie partii politycznych, kontrolowali i licencjonowali alianci. Niemcy musieli najpierw przekonać się, że radzą sobie w tym bałaganie społecznym. Dlatego też ich zainteresowanie polityką nie było zbyt wielkie.

S: Sądzi pan, że bez aliantów i cudu gospodarczego wszystko potoczyłoby się inaczej?

Społeczna nędza spiętrzyła się także dlatego, że nagle przybyło osiem milionów wypędzonych – jedna szósta ludności zachodnich stref okupacyjnych. Do 1948 roku zaopatrzenie w żywność było gorsze niż podczas wojny, demagodzy mogliby to wykorzystać, mówiąc: patrzcie, co przynieśli wam zwycięzcy. Szczęśliwie do tego nie doszło.

S: Co stało się nagle ze zwolennikami Hitlera?

Alianci bardzo dziwili się, że po 1945 roku nie było już prawie nazistów – niemal wszyscy ucharakteryzowali się na apolitycznych potakiwaczy, choć w głębi ducha byli przeciw.

S: Czy stwierdzenie, że w 1945 roku prawie nie było już przekonanych nazistów, nie jest jednak bliskie prawdy?

Prawdą jest, że większość wyzbyła się zachwytu wojną, przynajmniej od czasu Stalingradu i bombardowań. W powszechnym rozumieniu, obejmującym też kręgi narodowosocjalistyczne, reżim upadł – i to w haniebny sposób – pod naciskiem z zewnątrz. Dla tworzenia alternatywnych legend nie było żadnego punktu zaczepienia. Własne warunki życia unaoczniły później wyższość nowego politycznego systemu.

S: Wiarygodny proces uczenia się?

Był to często proces uczenia się z całkowicie oportunistyczną motywacją.

S: Niektórym nowe państwo wydawało się demokracją bez demokratów.

To zbyt jaskrawe. Fakt, że znaczne odłamy społeczeństwa zachowywały polityczną abstynencję, nie oznacza, że odrzucały także demokrację – to zjawisko obserwujemy również dzisiaj. W każdym razie nowe Niemcy nie wzięły się z radykalnego ruchu ogólnonarodowego, demokracja i konstytucja zostały w pewnym sensie wtłoczone z zewnątrz.

S: Bardzo wysoko ocenia pan zachodnich aliantów.

Stworzyli warunki ramowe dla czterech lat, do 1949 roku. A potem zostawili Niemcy w półsuwerenności.

S:Parę rzeczy aliantom się jednak nie udało – na przykład zreformowanie stanu urzędniczego czy władz komunalnych.

Jako administracja wojskowa mogli przeforsować, co chcieli. Jednak polityczna mądrość odwiodła ich od tego. Na przykład w kulturze i oświacie w pełni realizowali życzenia Niemców, a nawet pogodzili się z ich poczuciem wyższości w tych dziedzinach. W nadciągającej zimnej wojnie przeciwnikiem był bolszewizm, najważniejszą sprawą stała się integracja Zachodu pod przewodnictwem Ameryki.

S: Konrad Adenauer został w 1949 roku pierwszym kanclerzem federalnym. Jego socjaldemokratyczny rywal Kurt Schumacher zarzucał mu zbytnią uległość wobec aliantów. Przezwał go nawet „kanclerzem aliantów”.

Adenauer posuwał naprzód integrację Zachodu, wypełniając jednocześnie dokładnie funkcje, jakie alianci wyznaczyli Republice Federalnej i szefowi jej rządu. Z drugiej strony z pewnością nie była to wizja zachodniego społeczeństwa konsumpcyjnego. Dlatego współtworzył ją raczej wbrew własnej woli.

S: Jakiego chciał zatem Zachodu?

Zorganizowanego ponadnarodowo i szanującego zachodnie wartości. Do tego Zachodu należały również reżimy, na przykład ówczesne dyktatury w Hiszpanii i Portugalii.

S: Era Adenauera uważana jest za dekadę restauracji. Natomiast pan w swych analizach podkreśla to, co nowoczesne i postępowe.

Co oznacza restauracja? Pojęcie to, wykorzystywane wówczas jako zarzut zarówno przez lewicę, jak i prawicę, zasłania nam spojrzenie na rzecz najistotniejszą – wielką modernizację, której towarzyszył cud gospodarczy. Przedwojenny poziom życia przekroczono bardzo szybko, przed Niemcami otworzyły się całkiem nowe horyzonty.

S: Czy nie widzi pan tego nazbyt różowo?

We wczesnych latach 50. Republika Federalna z pewnością nie była krajem tolerancyjnym. Pytanie, czy wynikało to ze specyfiki kraju, czy też szerszego zjawiska zimnej wojny. Panowało myślenie kategoriami przyjaciel-wróg, prawo karne sięgało głęboko w intymną sferę człowieka, co dziś jest nie do pomyślenia. Proszę też zwrócić uwagę na silne wpływy Kościołów, które z dużą energią starały się utrzymać swoje bastiony wiary. Liczba osób uczestniczących w nabożeństwach była najwyższa w skali całego stulecia.

S: Jak wyglądała młoda Republika Federalna w porównaniu z innymi państwami demokratycznymi?

We wszystkich ważnych państwach zachodnich podczas zimnej wojny obserwowano przejawy antyliberalizmu.

S: Nie licząc Niemiec, partie komunistyczne były zakazane tylko w trzech krajach Europy Zachodniej – Grecji, Hiszpanii i Portugalii.

Wiąże się to z podziałem Niemiec. Republice Federalnej komunizm w ogóle nie zagrażał, to był rutynowy straszak. Również wtedy odzywały się krytyczne głosy, pytające, czy nie jest szkodliwe zakazywanie działalności marginalnemu ugrupowaniu i tworzenie w ten sposób męczenników politycznych.

S: A jak Republika traktowała mniejszości?

Gastarbeiterów wtedy nie było, poza paroma Włochami, którzy pracowali w rolnictwie. Byli mile widziani, bo prawie nikt nie chciał tej pracy wykonywać. Potem byli jeszcze tak zwani Cyganie. Policja posługiwała się tą nazwą, wykorzystując w swojej pracy kartoteki z czasów nazistowskich. Miała stary, oczywiście fałszywy argument, że „Cyganie” są notorycznymi przestępcami – była to okropna kontynuacja spuścizny intelektualnej nazistów. (...)

S: Kiedy Niemcy przestały być społeczeństwem w stadium przejściowym?

Najpóźniej pod koniec lat 70. zniknęły ostatecznie zjawiska społeczne charakterystyczne dla wczesnych lat 50. Zmieniło się prawo karne, nastąpiła sekularyzacja. Wcześniejsze dziesięciolecia były – by tak rzec– okresem inkubacji dla kwestii, które pojawiły się później. Ludzie rebelii 1968 roku nie spadli z nieba.

S: Sposób obchodzenia się z brunatną przeszłością należy do ciemnych stron młodej Republiki Federalnej. Dziesiątki tysięcy nazistowskich zbrodniarzy wojennych, w tym najokrutniejsi oprawcy, uszło odpowiedzialności.

Integracja tych ludzi była ceną, jaką płacono za odbudowanie funkcjonującego społeczeństwa.

S: Czy cena nie była za wysoka?

Z dzisiejszej perspektywy można oczywiście powiedzieć, iż to, co się wydarzyło, było skandalem. Jednak musimy też zauważyć, że ani mieszczaństwo, ani lewica nie zajmowały się zbyt intensywnie całą sprawą. Rozumowanie większości było takie: trzeba skończyć z wywąchiwaniem nazistów, jak powiedział Adenauer. Główni oskarżeni zostali skazani, a denazyfikacja załatwiła jakoby wszystko pozostałe. To było kłamstwo. Zbrodniarzom wyszło na korzyść również to, że wiedza o holokauście była wówczas mniejsza niż dziś.

S: Ale przecież podczas procesów norymberskich przeciwko głównym zbrodniarzom wojennym wiele o tym dyskutowano.

Gdy opublikowano pierwsze informacje o liczbie ofiar Auschwitz, w gazetach pojawiły się na ten temat tylko skromne notki, podczas gdy np. „Hamburger Allgemeine Zeitung” zamieściła równocześnie wieloszpaltowy artykuł na temat nielegalnego uboju. Nielegalny ubój – to było dopiero przestępstwo.

S: Czy epoka nazistowska została wyparta?

Nie jest tak, że nie rozmawiano o narodowym socjalizmie, drugiej wojnie światowej, Trzeciej Rzeszy – wprost przeciwnie, dyskutowało się o tych sprawach jak nigdy przedtem. W tym sensie pojęcie wyparcia jest błędne. Ale jak rozmawiano? O dobrych żołnierzach, o bohaterskich czynach, różnicy między dobrym Wehrmachtem i złymi Waffen-SS. Oficerowie byli uważani za ludzi najprzyzwoitszych pod względem moralnym. Pracowali tacy ustawiacze zwrotnic, że aż trudno uwierzyć.

S: Jeszcze raz: czy cena za zintegrowanie nazistowskich zbrodniarzy była zbyt wysoka, czy też nie?

To była znaczna cena, bez wątpienia. Ale chciano, by tak było. Jedną z pierwszych ustaw uchwalonych przez Bundestag pod koniec 1949 roku była ustawa o amnestii – swego rodzaju akt założycielski Republiki Federalnej. Amnestię uchwalono jednogłośnie i na wolność wyszły nawet osoby winne zabójstw. Kto chciał możliwie najszerszego procesu integracji, ten przy tak znacznej liczbie sprawców...

S: ...250 tysięcy mężczyzn i kobiet bezpośrednio uczestniczyło w holokauście...

...musiał znacznie osłabić przesłanki odpowiedzialności karnej. Inną kwestią jest to, czy wymiar sprawiedliwości byłby w stanie uporać się z tym elementem przeszłości. Prawie wszyscy sędziowie i prokuratorzy mieli coś na sumieniu.

S: Polityka nie tylko zaniedbała osądzenie zbrodniarzy. Zaangażowała się też w uwolnienie masowych zabójców. Dlaczego?

To przykry i ponury rozdział najnowszej historii Niemiec i takim pozostanie. Na przykład Carlo Schmid, ważny działacz SPD, mocno zaangażował się na rzecz swego dawnego asystenta Martina Sandbergera, który jako dowódca komanda siepaczy w Estonii kazał zamordować tysiące ludzi. I faktycznie, mimo wyroku śmierci Sandberger w 1958 roku wyszedł na wolność. Również prezydent Theodor Heuss, z przekonań raczej cywil, wyraził swoje poparcie dla uwięzionych. Istniał bowiem cel nadrzędny: Republika Federalna miała być znów uzbrojona do spodziewanej wojny ze Wschodem, a wojskowi mogliby to sabotować, gdyby nadal byli „skazani w związku z wojną” – jak ogólnie nazywa się sprawców. Określenie „zbrodniarz wojenny” w mediach się nie pojawiało.

S: Wielu poszukiwanych żyło sobie najspokojniej pod fałszywymi nazwiskami.

Pomagali im przyjaciele szkolni, byli koledzy lub współpracownicy – była to swego rodzaju siatka. Owa forma solidarności była o wiele bardziej rozpowszechniona niż opisywana w bulwarowej prasie działalność kół agentów czy „Stille Hilfe” (organizacja wspierająca byłych nazistów – przyp. Onet) – te zjawiska się przecenia. Wielu sprawców poszukiwanych za granicą, na przykład we Francji czy Belgii, żyło w Niemczech zupełnie bezkarnie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych radziło im nawet: ludzie, nie jedźcie do Francji.

S: Czy tak zwany cud gospodarczy zamaskował również tę cechę niemieckiego społeczeństwa?

Oczywiście, im lepiej powodziło się Republice Federalnej, tym mniejsze było zainteresowanie podobnymi tematami.

S: Ludzie patrzą dziś z podziwem na lata pięćdziesiąte, na wysokie wskaźniki wzrostu i sprawne rządy. Czy czasy te mogą służyć za przykład?

Istnieje tęsknota za najwyrazistszym ze wszystkich wzorem: tak albo nie, czarne lub białe, dobre lub złe. Jednak polityka i jej struktury były wtedy znacznie prostsze...

S: ...obecna umowa koalicyjna między chadecją i SPD liczy 191 stron, zaś dokument Adenauera z 1949 roku, tworzący koalicję czterech partii, liczył stron osiem...

...podczas gdy dziś dominuje nieprzejrzystość. Działania rządu stały się po prostu bardziej skomplikowane. Starymi receptami nie da się tu niczego załatwić.

S: Świadkowie w rodzaju Helmuta Kohla zalecają nam wczesną Republikę Federalną jako przykład także z innych powodów. Mniej wtedy narzekano, a więcej robiono.

To czysty bezsens. Pełne zatrudnienie było bezpośrednim efektem odbudowy. Jestem historykiem, a nie prorokiem, ale pewne jest, że ta faza się nie powtórzy.

Axel Schildt (54 l.) jest profesorem historii nowożytnej i najnowszej na uniwersytecie w Hamburgu. Jego publikacje na temat Niemiec lat 50. wzbudzają żywe dyskusje. W 1999 roku wydał książkę „Ankunft im Westen” („Przybycie na Zachód”), uważaną za wzorcowe dzieło historyczne tego rodzaju.

przedruk z "Der Spiegel"
tłumaczenie z "Forum" :)