|
Sceptycyzm, jako filozofia życia
-Witaj! Czemu się przyglądasz? -To jest rysunek mego ucznia. Znajduję w nim wiele błędów i sam już nie wiem co o nim sądzić... -Ale powiedz, czemu uważasz za powinność sądzić o tym rysunku? Czyż sądzenie nie wydaje ci się zabiegiem zbytecznym? Przecież wszystkie sądy są subiektywne, a tym samym nieskuteczne. Tobie może się on nie spodobać, ale zapewne podoba się twemu uczniowi. Jak ocenić, które z was znajduje się bliżej prawdy? Poza tym jest to tylko kartka papieru pokreślona gryfem ołówka. W jednej sekundzie mogę ją spalić lub podrzeć na strzępy. I kogo wtedy będzie interesował twój sąd? -Twoje argumenty są słuszne, lecz... -Zaś za tymi argumentami stoi nauka, którą głoszę. Nauka o nierozpoznawalności rzeczy oraz wstrzymywania się od wydawania sądów. Moim celem jest powstrzymanie się od sądzenia, czemu jak cień towarzyszy brak niepokoju! I tobie właśnie, człowieku sądzący, proponuję swą naukę. -Twe słowa, choć brzmią mądrze, wydają mi się zgoła niepraktyczne i nie do wypełnienia. Twoja nauka, choć w teorii brzmi pięknie, według mnie nie jest drogą do osiągnięcia prawdziwego celu, jakim jest szczęście i spokój ducha. Nie rozumiem jak można trwać w życiu „bez wyrazu”, nie wydając sądów i niczego nie oceniając. -A jednak twierdzę, iż można osiągnąć szczęście i ów upragniony spokój ducha posługując się moją metodą. Nawet jeśli wcześniej uważałeś, że nie można zbudować i zaproponować nowej skali wartości. Mimo iż twe poglądy wydają się być twarde i niezmienne, postaraj się otworzyć swój umysł na moje teorie (choć nie twierdze, że są one prawdy odzwierciedleniem): Uważam wszelki byt za zbyt zmienny oraz zbyt różnoraki, aby był możliwy do określenia przez człowieka. Neguję także wszelkie prawdy ze względu na brak pewności co do ich istnienia i brak możliwości określenia! Zatem całkowicie rezygnuję z bytu oraz prawdy, a każda rzecz jest dla mnie tylko i wyłącznie pozorem. -To niemożliwe! Mędrzec bezwzględnie potrzebuje nauk ściśle ustalonych! Człowiek potrzebuje pewności, która mogłaby być dla niego punktem odniesienia! Albowiem istnieje byt i prawda! I co więcej, są one osiągalne dla każdego! Zaś reguła szczęśliwego życia może wynikać jedynie z ich osiągnięcia, czyli z ustalenia precyzyjnej skali wartości! -Z własnych doświadczeń wnioskuję, że jednak można żyć „con arte” życiem szczęśliwym (bez prawdy i bez wartości)! Przyznaj, że nigdy nie próbowałeś zanegować prawd przez ogół przyjętych. Ja zaś znam je i odrzucam! Ponieważ nie znajduję dowodu na ich niezaprzeczalność, którego nie można by było podważyć innym argumentem. Zaś w każdym dowolnym sądzie nie ma więcej pewności, aniżeli w jego przeciwieństwie! To jest właśnie izostenia, czyli „równosilność sądów”. -To nie jest żadna nauka! Odrzucasz jedne prawdy, a nie potrafisz w zamian znaleźć i zaproponować innych. Znajdujesz się zatem w zerowym punkcie prawdy. Nie głosisz nowych nauk, tylko podważasz stare. Prawdziwy mędrzec mówi jak mamy myśleć, a ty mówisz tylko jak myśleć nie powinniśmy. Zapewne sam nie wiesz na czym powinna polegać twoja „nauka”. -Oczywiście, że nie wiem! Bo czy jest coś, co mógłbym wiedzieć?! Nie wiem nawet tego, że nic nie wiem. W rzeczywistości zatem nie wiem niczego, bo prawda leży w głębi (choć nawet to nie jest do końca pewne). Na tym polega ułomność rozumu ludzkiego. Niczego nie można być do końca pewnym! Zaś mądrość polega na uświadomieniu sobie własnej niewiedzy i niemożności. -Tak, prawda leży w głębi (może nawet bardzo głęboko). Lecz czy znaczy to, że nie można jej osiągnąć za pośrednictwem poznania rozumowego?! Podam przykład: Wielu moich przyjaciół jest zdania, że tak jak metafizyka może być nam niewiadoma i nieudowodniona, tak fizyka jest jedyną pewną prawdą. Można zatem wątpić w wyniki tak zwanego „drugiego żeglowania”, ale nie wolno nam negować wyników „pierwszego”. Nie możesz zaprzeczyć, że istnieją takie wartości, które mają wieczny i stały charakter oraz pewną niezmienność w swojej istocie. Mają one zatem swoją obiektywną miarę i odrębność. -To dość złudne rozumowanie. Od każdej reguły i tak zwanej „prawdy” fizycznej zawsze istnieje wiele odstępstw i wyjątków. Także żadne rzeczy nie mają żadnej różnicy, ani miary, ani odrębności. Ja odrzucam wyniki zarówno „drugiego” jak i „pierwszego żeglowania”! Poza tym uważam, że żadna rzecz nie jest ani w mniejszym, ani w większym stopniu taka, niż inna (to tak jak z rysunkiem twego ucznia, który dla jednych wydaje się taki, zaś dla drugich- całkiem inny). Nie istnieją bowiem żadne wartości. Nic nie może być z natury ani piękne ani brzydkie, ani dobre ani złe. Wszystko bez różnicy ma taką samą wartość. I zarazem żadna rzecz nie posiada żadnej wartości. -Jednak nie jest możliwe, aby ta sama rzecz jednocześnie była i nie była. Zasada „wyłączonego środka” mówi, że pomiędzy terminami sprzecznymi nie może istnieć termin pośredni. Tertium non datur! I jest to najwyższa zasada bytu! Zaś zagadnieniem natury bytu jest nic innego jak problem substancji! -A jednak moim zdaniem każda rzecz zarówno jest i nie jest. A zarazem żadna rzecz, ani nie jest ani jest. A stwierdzam to wszystko ponieważ neguję wszelkie zasady bytu! I uważam, że żadna rzecz nie jest w większym stopniu taka niż inna. A to dlatego, że wszystko jest tylko pozorem i to co się wydaję, panuje wszędzie tam, gdziekolwiek zachodzi to, co nazywamy zjawiskiem. Albowiem nie byt panuje, lecz właśnie owo zjawisko, które zachodzi! -Byli przed tobą podobni do ciebie. Również negowali oni byt i prawdę. Jedni miarą ogłosili jednak człowieka i jego rozum, drudzy zaś za kryterium uznali słowo i ogłosili jego wszechmoc! Lecz nikt jeszcze nie odważył się zrezygnować z wszelkich miar! Z natury człowieka wynika, że musi czemuś ufać! Z twych słów natomiast- że nie ufasz nawet samemu człowiekowi, a co za tym idzie także i sobie! -To nie powinno cię dziwić! Wszak gdy całkowicie zniesie się byt, zniesie się także człowieka, a za nim również jego rozum oraz słowo. Wszak człowiek niewątpliwie jest bytem! A przecież to samo życie daje nam wyraźny obraz bezwartościowości wszystkich przedmiotów (czyli także człowieka!). Los człowieka jest wyjątkowo niepewny, jego wysiłki- próżne, zaś poczynania- dziecinne! Wielki poeta niegdyś powiedział: Jak los liści na drzewach, taki jest też los rodu ludzkiego... -Lecz każdy mędrzec (czyli ten, który szuka prawdy) musi kierować się jakimś kryterium! -Owszem! Lecz prawdziwy Mędrzec za kryterium obiera sobie rezygnację z kryterium! Powiadają, że ten kto chce osiągnąć szczęście, powinien mieć na uwadze trzy sprawy: Po pierwsze, „jaką naturę mają rzeczy?” Dla mnie jednak te rzeczy są na równi adiaphora, astathemata i anepikrita. Czyli nie do rozróżnienia, nie do ustalenia i nie do osądzenia. Po drugie, jak mówią, powinniśmy wiedzieć „jak się do tych rzeczy ustosunkować?” Ja zaś twierdzę, że absolutnie nie należy na nich polegać lecz adoxastoi, aklineis oraz akradontoi. Czyli nie mniemać, nie przechylać się na żadną stronę oraz nie ulegać żadnym wzruszeniom. Trzeba mówić o każdej poszczególnej rzeczy, że ani jest ani nie jest, albo że i jest i nie jest, albo że nie więcej jest niż nie jest. Zaś po trzecie, pyta się „co zyskają ci, którzy się tak ustosunkują?”. Ja zaś odpowiadam, że ludzie tak nastawieni zyskają najpierw hart niewyrokowania, czyli ephasia, a następnie niezmącony spokój zwany inaczej aparaxia. I oto jest właśnie mój praktyczny system mądrości. -Twój system może rzeczywiście brzmi mądrze, ale nie wydaje mi się ani trochę praktyczny. Poza tym nie rozumiem czemu twoim zdaniem rzeczy są- jak powiadasz- „nie do rozróżnienia i osądzenia”? Czy wynika to z ich natury, czy z subiektywności naszych ocen? A zatem, czy to my, ludzie nie posiadamy adekwatnych narzędzi (zmysłów i rozumu) aby ująć różnice i granice odrębności rzeczy? Czy może one same z siebie są „nie do rozróżnienia”, „nie do określenia” i „nie do rozgraniczenia” i właśnie w konsekwencji tego, nasze zmysły i mniemania nie są zdolne określić ani prawdy, ani fałszu? -Rzeczy ze swej natury są niemożliwe do rozróżnienia i dlatego nie jesteśmy w stanie ich określić. (Bo jak można określić to, co jest nie do określenia.?!) I to jest właśnie jedna z koniecznych konsekwencji wynikających z zanegowania bytu i substancji. Ponieważ nic nie jest ani piękne ani szpetne, ani sprawiedliwe ani niesprawiedliwe i podobnie w stosunku do wszystkich innych rzeczy nic nie istnieje naprawdę, a ludzie działają na zasadzie umowy i zwyczaju. Żadna rzecz bowiem nie jest w większym stopniu taka niż inna! Tak więc w miejsce nieistniejącego bytu (jako rozstrzygające) przyjmuje się umowę (nomos) i obyczaj (ethos). -Jak można zaprzeczać istnieniu bytu jakiegokolwiek?! Przecież „coś” musi istnieć i posiadać jakieś cechy, które da się określić! -Co myślisz o cukrze, gdy go smakujesz? -Myślę na przykład, że jest słodki. Lecz jak cukier wiąże się ze sprawą, o której dyskutujemy?! -Myślisz, że jest słodki i myślisz niesłusznie! Ja zaś nie twierdzę, że jest on słodki, ani nie twierdzę, że słodki nie jest. Lecz gdybyś pomyślał, że słodki s i ę w y d a j ę, na to ja się zgadzam! Cukier jest rzeczą, zatem sam w sobie nie daje się określić. Natomiast można określić tylko to, co się wydaje. Ktoś, kto nie lubi cukru nie powie „jest słodki”. Twoja wypowiedź nie dotyczy zatem samego bytu, tylko tego, co się wydaje! A jak już wspomniałem: to co się wydaje, panuje wszędzie gdziekolwiek zachodzi to, co nazywamy zjawiskiem. To zjawisko to pozór czegoś, co jest poza tym, co się jawi, to znaczy rzeczy w niej samej. Jednak zjawisko (czyli, to co się jawi) odsyła do czegoś innego, czegoś nieujawnionego i niemożliwego do osiągnięcia. Czyli to, co dane jest bezpośrednio prowadzi do tego, co jest dane pośrednio. To, co widoczne odsyła do tego, co ukryte. -Czyli uważasz, że wszystko jest pozorem... Lecz czy taka postawa nie jest postawą absolutnej pewności? Jeśli sprowadzasz wszystkie rzeczy bez reszty do czystego pozoru, czyli do tego, jak się one jawią, to w konsekwencji uważasz, że są takie właśnie, jakimi się jawią! -Twój argument jest słuszny, lecz nie podważa mego stanowiska, które w rzeczywistości jest dużo bardziej złożone. Uważam, że wszyscy powinniśmy pozostać adoxastos, czyli nie wyrażać żadnych opinii, ani sądów. W konsekwencji nie posiądziemy żadnych skłonności i żadnego poruszenia, czyli przyjmiemy postawę obojętności. I to jest właśnie ta praktyka, o którą pytałeś. Bowiem to, co na poziomie teoretycznym jest brakiem sądu, na poziomie praktycznym jest obojętnością wobec rzeczy. -Ale przecież nie można zawsze pozostawać obojętnym wobec wszystkiego! Człowiek z jest natury istotą wrażliwą i tą cechę zawsze uważałem za jedną z najpiękniejszych ludzkich zalet! Poza tym w trudnych sytuacjach człowiek zawsze coś odczuwa, co jest wynikiem działania ludzkiego instynktu. Na przykład, czy przechodząc nad przepaścią, nie wynika z naszej natury aby mieć się na baczności? Czyż można całkowicie wyzbyć się subiektywizmu? Przecież nie da się być całkiem obojętnym i nie sądzić po prostu niczego! -A jednak, Mędrzec neguje zasadę bytu, zatem (aby być konsekwentnym) nie powinien wyrażać absolutnie niczego, ponieważ o czym nie można mówić, o tym należy milczeć. Nie oznacza to oczywiście, że powinien milczeć bezwzględnie ! To jest afazja polegająca na nie wypowiadaniu się o naturze i bycie rzeczy i nie wyrażaniu sądu o niczym, czyli (mówiąc krótko) na nieorzekaniu. Bowiem orzekanie to (w ogólnym znaczeniu) powiedzenie, które wyraża twierdzenie lub przeczenie na przykład: „jest dzień”, albo „nie jest dzień”. Natomiast nieorzekanie, czyli afazja jest powściągliwością w takim orzekaniu. Polega na naszym doraźnym poczuciu, zgodnie z którym mówimy, że niczego ani nie zakładamy, ani nie uchylamy. Afazja pociąga za sobą także ataraksję, czyli brak wzburzeń, wewnętrzny spokój oraz życie jak najbardziej równe. To znaczy, że nie należy wzruszać się zarówno w chwilach radosnych, jak i przygnębiających. Prawdziwy Mędrzec i wesele i cierpienie znosi nie marszcząc nawet brwi. -Ciekawy jestem czy, gdybyś żywcem płonął na stosie, w straszliwych męczarniach nie zmarszczyłbyś nawet brwi... W obliczu śmierci nie ma ludzi niewzruszonych! W takiej męce nikt nie będzie wmawiał sobie, że ten płomień to tylko zjawisko i nie jest on w żadnym stopniu inny niż woda! -O, przyjacielu! Umrzesz i ty! Lecz nie trwóż się za nadto! Wszak umarł i Patrokles, o wiele lepszy od ciebie... Powinieneś wreszcie zrozumieć, iż prawdziwy Mędrzec może być szczęśliwy nawet podczas największych męczarni. I jeśli tylko zechce, potrafi wznieść się ponad ból i cierpienie! To jest właśnie apatia, czyli niewrażliwość oraz nieczułość. -Lecz słowo „apatia” nie oznacza tylko „być nieczułym”, ale także „nie odczuwać” w ogóle. W jaki sposób człowiek może wcale nie czuć? W każdej chwili naszego życia coś odczuwamy i nie można się tego wyzbyć! -Mylisz się! Jest to możliwe poprzez wprowadzenie zmiany w sposobie odbierania wrażeń! Kiedy ktoś na twój widok złośliwie się uśmiecha, wówczas myślisz, że się z ciebie naśmiewa, co jest podstawowym błędem wynikającym z ograniczenia twojego umysłu. Przecież uśmiech to tylko wykrzywienie twarzy, będące efektem mimiki, gry mięśni. Oczywiście może być on następstwem pewnego wrażenia, lecz wrażenia są ulotne i szybko znikają. Natomiast ty zawsze wszystko osądzasz i interpretujesz, co następnie prowadzi do zgubnych konsekwencji. Analogicznie uśmiechy serdeczne powinniśmy traktować w ten sam sposób- obojętnie. Podam inny przykład: wiele razy zdarza się, że ktoś wysyła w twoim kierunku liczne obelgi, które wywołują w tobie nieprzyjemne wrażenia, a może nawet złość. Całkiem niepotrzebnie, bo są to tylko serie dźwięków rozpływających się w powietrzu, podobnie jak śpiew ptaków, czy śmiech dzieci! Błogosławioną obojętność osiąga się tylko poprzez powrót do czystego wrażenia zmysłowego. Jest to niewrażliwość na świat przedmiotów, przyczyn, bytów i ich oddziaływań na nas samych. Świat ten, świat bytów dzięki apatii zostaje rozebrany na części i zburzony. Zaś utracona wrażliwość na wszystkie uroki i zniewagi świata przedmiotowego zostaje zastąpiona przez wrażliwość na wrażenia czyste, nieme oraz (o ile to możliwe) pozbawione oczekiwania i pamięci. Dopiero wówczas (poprzez osiągnięcie apatii) przyjemność i ból odczuwać można mniej intensywnie. -„Odczuwać mniej intensywnie”? Wcześniej twierdziłeś, iż prawdziwy Mędrzec nie powinien odczuwać wcale. Jesteś mało konsekwentny w swoich poglądach i zaczynasz szukać tak zwanego półśrodka... -Nie każdy człowiek może być idealnym Mędrcem. Właściwie nikt nie jest w stanie być perfekcjonistą! Jednak celem człowieka jest przez całe życie dążyć do osiągnięcia apatii, która ostatecznie jest tylko punktem dojścia. Celem tego całkowitego ogołocenia człowieka nie jest jego zupełne unicestwienie, lecz przeciwnie, urzeczywistnienie drzemiącej w nim natury tego, co boskie i dobre, od której spływa na człowieka życie jak najbardziej równe. Czyli jest to urzeczywistnienie takiego życia, które nie odczuwa ciężaru rzeczy, bo w stosunku do tej natury są one tylko niemożliwymi do rozróżnienia, określenia i wyodrębnienia pozorami. Mierzone miarą natury tego, co boskie i dobre, wszystko jawi się jako nierzeczywiste. Jeśli sprowadzimy wielość rzeczy do pozoru, to okaże się, że jedyną rzeczywistością jest to Jedno Dobro, byt doskonały w obliczu którego zmienne i nietrwałe są wszystkie aspekty rzeczywistości.
-Jeśli nie istnieje nic określonego, a ktoś (jako ten, który pragnie być Mędrcem) na coś się zgadza, to zgadza się na coś, czego określić nie można. A zgadzanie się na coś określonego jest mniemaniem. Tak więc, jeśli ów człowiek (który pragnie być Mędrcem) należy do tych, którzy na coś się zgadzają, to należy on do tych, którzy mniemają. A jeśli (jak mówią) mędrcem jest tylko ten, kto ma prawdę, to ten człowiek mędrcem (w tym rozumieniu) być nie może! -Lecz Mędrzec nie jest z tych, którzy mniemają, byłoby to bowiem (jego zdaniem) przyczyną nierozsądku i błędów. Nie jest Mędrzec także z tych, którzy się na coś zgadzają. Jeśli tak jest, to na żadną rzecz nie można się zgadzać, lecz należy odmawiać zgadzania się, a to nic innego jak zawieszać swój sąd, czyli epoché. Zatem w stosunku do wszystkiego Mędrzec zawiesza swój sąd. Powiem mocniej: zawieszanie sądu jest celem! A każde poszczególne wyrażenie zgody jest złem! -Lecz radykalne zawieszanie zgody pociąga za sobą niemożliwość rozwijania problemu życia, czyli najważniejszego problemu filozofii. Twoje poglądy (choć wydają mi się coraz bardziej interesujące) uniemożliwiają jakiekolwiek działania na tym polu. -Ależ naturalnie trzeba badać także przebieg życia! Człowiek nie może być bierny umysłowo, lecz powinien szukać tej prawdy, która w rzeczywistości jednak nie jest możliwa do osiągnięcia. Prawdziwego Mędrca nigdy nie powinna opuścić ciągła aktywność poznawcza. A to nie może dokonać się bez kryterium, w czym także szczęście, czyli cel życia, ma trwałe zabezpieczenie. Zatem ten, kto zawiesza swój sąd kieruje się w swych pragnieniach i wstrętach i ogólnie w swoim działaniu tym, co rozsądne. A kierując się tym, jako kryterium, słusznie postępuje! Szczęście bowiem rodzi się za sprawą rozwagi, ta zaś polega na słusznych działaniach, a słuszne działania są wtedy, gdy po ich dokonaniu, mają rozsądne uzasadnienie. Kto więc zmierza do tego, co rozsądne, postępuje słusznie i będzie szczęśliwy. -A zatem Mędrzec jest żądny poznawania, jednak lęka się przed poznaniem... To interesujące... Lecz jak ocenić słuszność i rozsądek, skoro zdecydowało się wcześniej wstrzymywać od ocen i sądów? -Któż powiedział, że kiedy zawieszamy swój sąd, działania moralne stają się niemożliwe? Czyny moralne to takie, które mają logiczne i rozsądne uzasadnienie. Podczas, gdy (tak zwany) mądry człowiek jest zdolny (jak mniema) do spełniania czynów „moralnie doskonałych”, tak my jesteśmy w stanie spełniać te czyny, które moralnymi nam się wydają. Ponieważ jest możliwe działanie moralne, bez znalezienia prawdy i bez absolutnej pewności. Czyli to co wydaje się nam rozsądne i logiczne zupełnie wystarcza do spełnienia czynów prawych. Kto tak postępuje- jest szczęśliwy, bowiem szczęście zakłada rozwagę. Człowiek może wieść swe życie najrówniej jak to tylko możliwe, tylko wówczas jeśli jego natura zawsze dążyć będzie by dorównać naturze, tego co boskie i dobre. -Zatem (podobnie jak ja i moi przyjaciele) zakładasz istnienie jakiegoś bytu doskonałego, czyli Boga! -Owszem, jednak w moim rozumieniu ów Bóg nie jest opatrznością nad światem i nad ludźmi (tak jak sądzisz ty i twoi przyjaciele). Jest on pewnym doskonałym bytem, w obliczu którego znikają zmienne i nietrwałe aspekty rzeczywistości. To znaczy, że mierzone miarą tego, co boskie i dobre wszystko inne jawi się jako nierealne.
- Mówisz, że zmysły nie mogą dać nam żadnej gwarancji prawdy, gdyż często nas mylą. Na przykład kij zanurzony w wodzie wydaje się złamany, a szyja gołębicy wydaje się wielobarwna, gdy tymczasem w rzeczywistości jest całkiem szara. Zatem ani postrzeganie, ani przedstawienie nie jest gwarantem prawdziwości. Bowiem kryterium prawdy nie może być przedstawienie jako takie, lecz tylko przedstawienie „prawdziwe”, a to znaczy odpowiadające przedmiotowi, którego jest przedstawieniem. -Żadne jednak przedstawienie nie jest takie, by gwarantowało, iż samo jest prawdziwe (czyli odpowiada przedmiotowi). Ponieważ przedstawienia „prawdziwe” i przedstawienia „fałszywe” nie różnią się między sobą jako przedstawienia. Przedstawienia „prawdziwe” niosą za sobą przedstawienia „fałszywe” (lub odwrotnie), zaś my nie jesteśmy w stanie odróżnić jednych od drugich. W konsekwencji żadne przedstawienie nie jawi się nam jako wyposażone w takie cechy, aby zasługiwało na wyrażenie zgody. Gwarancji prawdy nie daje także rozum jako taki, ponieważ jego punktem wyjścia jest przedstawienie i od niego zależy. Jedyną zatem postawą poprawną będzie nie wyrażanie zgody na żadne przedstawienia i zawieszenie sądu! -Czyli brak ogólnego kryterium prawdy uniemożliwia także znalezienie jakiejkolwiek prawdy szczegółowej. Przez to jednak nie można wyzbyć się konieczności działania! -Co przez to rozumiesz? -Przedstawienie w stosunku do przedmiotu jest prawdziwe albo fałszywe. Natomiast w stosunku do podmiotu jawi się jako prawdziwe albo fałszywe. A ponieważ prawda obiektywna nie jest dla człowieka dostępna, nie pozostaje nic innego jak tylko trzymać się tego, co jawi się jako prawdziwe. Dlatego też przedstawienie, które w sposób dostatecznie oczywisty jawi się jako prawdziwe, jest kryterium prawdy, tak więc tym co prawdopodobne. Można wyróżnić wiele stopni prawdopodobieństwa. Ponieważ przedstawienia są zawsze ze sobą połączone i powiązane, wyższy stopień prawdopodobieństwa ma to przedstawienie, które łączy się z innymi w taki sposób, że żadne z nich sobie nie przeczy. Na przykład: jeśli z daleka postrzegam postać człowieka, którego (jak mi się wydaje) znam, jest to przedstawienie, które zdaje się być prawdziwe- jest prawdopodobne. Jeżeli jednak zauważam cały zespół przedstawień z tamtym związanych (takich jak sposób chodzenia, sylwetka, ubiór itd.), to mam przedstawienie nieodparte, które ma wyższy stopień prawdopodobieństwa niż przedstawienie, które zdaje się być prawdziwe. Wreszcie istnieje także przedstawienie przekonywujące, czyli dokładnie zbadane ze wszystkich stron i najbardziej bliskie prawdy. Aby je otrzymać musimy mieć nagromadzonych bardzo wiele przedstawień prawdopodobnych i poddać je surowej kontroli. Tak jak w poszukiwaniu czegoś w małej sprawie pytamy o to jednego świadka, gdy zaś w ważniejszej- kilku, a w jeszcze bardziej doniosłej- przesłuchujemy każdego ze świadków na podstawie świadectwa innych. Tak też w sprawach mało istotnych Mędrzec posługuje się (jako kryterium) przedstawieniem prawdopodobnym , w ważniejszych- nieodpartym, zaś w najważniejszych (czyli dotyczących szczęścia)- przekonywującym, czyli systematycznie zbadanym. To jest kryterium tego, co prawdopodobne. Nie chcę tu mówić o kryterium tego, co prawdziwe, gdyż (jak sam wcześniej wspomniałeś) takie kryterium nie może istnieć. -To dość ciekawa teoria, lecz z teoretycznego punktu widzenia jedyną poprawną postawą jest epoché, czyli zawieszanie zgody i sądu. Jest to oczywiście niezwykle trudne, lecz Mędrzec powinien starać się nie wyrażać zgody i nie sądzić jak najczęściej. - I ja zawsze czynić będę takie starania, lecz w wypadkach szczególnych powinniśmy posługiwać się metodą kryterium prawdopodobieństwa, która jest dużo bardziej praktyczna. Twoja nauka nie może żyć tylko w słowach. Aby przydała się wszystkim musi znaleźć formę pasującą do ludzkiego życia. Sama teoria na nic się nie przyda! Powinieneś formułować swe poglądy tak, aby miały one pożytek we współczesnym świecie, a tym samym możesz przyczyniły się do ogólnoludzkiego oświecenia. Bowiem nauka o „wstrzymywaniu się od wydawania sądów” jest niezwykłą filozofią, która powinna być znana nie tylko Mędrcom! A w szczególności we współczesnym świecie, który pełen jest niezrozumienia i niezdrowej rywalizacji ta „niewrażliwość” może okazać się idealnym sposobem na osiągnięcie szczęścia, które jest celem życia każdego człowieka... Moniczka |