|
Stworzenie świata zdaniem Słowian
Na początku istniało tylko światło, bezmiar wód i unoszący się nad wodami, pod postacią łabędzia, bóg Świętowit. Niby mało, ale na początku dziejów nigdy nie ma wszystkiego w bród (i tak już zostało). Sami przyznacie, że samotne unoszenie się nad wodami, na początku może zabawne, po pewnym czasie staje się po prostu nudne. Takoż i Świętowitowi się nudziło. A rozrywek brak, nawet "kaczek" nie mógł sobie popuszczać, bo o ile wody miał w bród, to kamyków wcale. Po jakimś czasie zauważył na wodzie swój cień. Wzbudził on w nim, jako rzecz całkiem nowa, wielką ciekawość. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale Świętowit jako bóg, potępienia się nie bał. Zresztą piekła też nie było. Oddzielił cień i ciało z nim związane. Tak powstali dwaj pierwsi bogowie: Swaróg i Weles. Woda ma to do siebie że jest dosyć mokra. Swaróg okazał się sucholubny i z promieni światła uplótł łódź, na której zamieszkał. Weles od narodzin zdradzał predyspozycje do mokrej roboty i pozostał w wodzie nurkując w ciemne i nieprzeniknione głębiny morskie. Należy nadmienić że rekinów wtedy też nie było. Zresztą, one zazwyczaj nie żrą ludzi, a co dopiero bogów. Się ogląda Discovery to się wie. Boscy bracia również doszli do wniosku, że morze to może jest i fajne, ale na dłuższą metę nudne. Poza tym rzygać się chce od kołysania. Swaróg namówił Welesa żeby zanurkował aż na samo dno i przyniósł na powierzchnię garść piasku, to zrobi im ląd. Podczas zbierania piasku Weles miał wypowiedzieć magiczną formułę świadczącą o tym że dzieło jest wspólne: "Z mocą Swaroga i moją". Nie wypowiedział jej. Gdy wreszcie, po paru próbach, udało mu się sięgnąć dna powiedział tylko "Z moją mocą". Ukrył przy tym parę ziaren piasku w ustach. Chciał bowiem stworzyć ląd tylko dla siebie. Po wynurzeniu oddał trzymany piasek Swarogowi. Ten rzucił go w wodę. Piasek, niby jakaś roślinka, zaczął rosnąć w oczach i stał się lądem. Problem w tym że ziarenka piasku, które pozostały w ustach Welesa, również zaczęły pęcznieć, tak że nie mógł ich dłużej ukrywać przed bratem. Z żalem wypluł je, a tam gdzie spadły miały wyrosnąć góry. Jak możnaby opisać cud stworzenia dwóch bogów? Jakie słowo będzie odpowiednie dla ich dzieła? Mały. Z ziaren piasku wyrzuconych przez Swaroga wyrosła niewielka wysepka, na której z trudem mogli się razem zmieścić. Gra w chowanego nie wchodziła w rachubę a od berka kręciło się w głowie. Tymczasem Welesowi zamarzyła się władza nad światem. Gdy świat ogranicza się do mikroskopijnej wysepki to nie jest zbyt ambitny cel, ale od czegoś trzeba zacząć. Jedyną przeszkodą dla jego absolutnej hegemonii nad niewielką kupą piachu był jego brat Swaróg. Zdeterminowany Weles postanowił brata zgładzić. Nie miał jednak trucizny, pistoletu, siekiery, kamienia, nawet głupiego kokosa nie miał. Czego miał pod dostatkiem? Wody. Postanowił więc utopić brata. Gdy Swaróg poszedł spać Weles podniósł śpiącego i zaczął nieść w kierunku morza. Niósł go i niósł i niósł i niósł i niósł. I niósł. I jakoś, kurcze, donieść nie mógł chociaż był parę kroków od brzegu i cały czas ponawiał kroki zbliżające go do celu. Co się stało? To brzeg się oddalał coraz bardziej w morze. Wobec oporu ziemi, na który nie mógł nic poradzić Weles zrezygnował z zamiaru zgładzenia brata. Swaróg w końcu się obudził. Zdziwił się, bo sen skończył się w zupełnie innym miejscu niźli zaczął. Zanim jednak zaczął sie porządnie martwić o to czy nie lunatykuje, i czy w związku z tym, wobec lilipucich gabarytów wyspy, nie utopi się przypadkiem, zauważył że świat się powiększył. Uradował się tym i to bardzo. A kiedy zauważył że świat stale się powiększa to pewnie cmoknął z podziwu. Nie wykluczam że mógł klasnąć w ręce. Przedstawiało to jednak pewien problem. Swaróg zaczął się martwić że niebo stanie się za małe i wkrótce nie będzie mogło przykryć lądu. Bo niebo się przecież nie powiększało. Swaróg chciał wspólnie obgadać problem i zastanowić się nad rozwiązaniem z Welesem, ale sprawca całego zamieszania nie chciał z nim rozmawiać. W ogóle nie raczył się przejąć faktem nadmiernego rozrostu lądu, za nic mając maksymę ludową że "co za dużo to nie zdrowo". Z drugiej strony mógł ją mieć za nic dlatego że ani ludu ani maksym wtedy nie było... Jakkolwiek, Swaróg zaczął podejrzewać że jego braciszek coś przed nim ukrywa. Stworzył więc pszczołę, która miała szpiegować Welesa. Pszczoła posłusznie podążyła za bogiem kombinującym i siadłwszy mu na ramieniu, sumiennie patrzyła na to co robił i słuchała tego co mówił. Weles zaś stworzył z morskiej fali kozła, by mieć kompana do rozmowy (serio). Zaczął się nabijać z głupiego Swaroga, który nie wiedział jak powstrzymać rozrastanie się świata. Zwijając się ze śmiechu, Weles opowiedział kozłowi że trzeba tylko wziąć kij i wyznaczyć nim wszystkie strony świata, a ten przestanie się rozrastać. Pszczoła wróciła do Swaroga i o wszystkim mu opowiedziała. Ten natychmiast sporządził ze światła i morskich fal kij, by wyznaczyć strony świata. Gdy to uczynił, rzekł: "Wystarczy Ziemi". Świat posłusznie przestał się rozrastać i trwa nieprzerwanie w znanej nam postaci (chociaż każdy słyszał chyba te niepokojące plotki o dryfie kontynentalnym). I wtedy zaczęła się wojna o władzę. Bracia zaczęli się kłócić o to kto ma panować nad niebiosami i każdy potrafił wyłuszczyć (wykrzyczeć) argumenty przemawiające za nim. Wtedy Świętowit powiedział "dość" (zapomnieliście o nim co? nieładnie). Zwołał kłócących się braci i podzielił między nich władzę. Swaróg miał panować nad ziemią, stając się bogiem ognia, słońca i ziemi. Weles natomiast miał panować pod ziemią, stając się panem krainy umarłych- Nawii.
Dziadek Mróz |