ZAWODY
|
W mojej głowie kłębiły się myśli o tym co jutro nastąpi, powtarzałem w myślach, w tym roku mamy szanse, musi się udać, tak dobrego team’u nie mieliśmy już od kilku lat. Długo zajęło mi oczyszczenie umysłu z myśli jutrzejszego dnia. Po ciężkich próbach udało mi się usnąć... * * *
Następnego dnia, obudziłem się bardzo
wcześnie. Zrobiłem wszystkie poranne czynności, zabrałem także sprzęt
potrzebny mi do szkoły. Tego dnia ruszyłem do szkoły bardzo wcześnie. Był
to jeden z dni w roku, kiedy szkoła była moim ulubionym miejscem. Droga do
szkoły była bardzo przyjemna w trakcie drogi nie dopuszczałem do myśli
scenariusza, który się dziś rozegra. Gdy dotarłem do szkoły, skierowałem
się od razu do sali gimnastycznej, po drodze witając się ze znajomymi. W
sali gimnastycznej była już prawie cała drużyna, przywitałem się z każdym,
rozmawialiśmy o dzisiejszych zawodach, wkrótce doszli pozostali koledzy,
byliśmy juz wszyscy. Oczekiwanie, na przyjazd naszego nauczyciela WF-u
ciągnęło się niemiłosiernie, zaczęliśmy się niecierpliwić. Godzina o
której miał przyjechać nauczyciel już dawno minęła, zakradło się w nasze
szeregi podenerwowanie. Do Sali nagle wpadła sekretarka i przekazała nam
komunikat.
-Pan od
WF-u niestety dziś nie przyjedzie z powodu pogrzebu matki.
Zapanowała
cisza, pojawiło się w nas współczucie z powodu komunikatu, ale także
gniew z powodu tego iż nie pojedziemy na zawody i tego iż będą lekcje.
Sekretarka zdarzyła się już ulotnić, cisze przerwał jeden z obecny
proponując byśmy poszli do dyrektora spytać czy z nami nie pojedzie.
Propozycja została przyjęta bardzo entuzjastycznie, ruszyliśmy do gabinetu
dyrektora pełni nadziei. Wchodzimy do sekretariatu cała drużyna, dziesięć
osób i już na wstępie słyszymy sekretarkę.
-Pan
dyrektor nie ma czasu, jest zajęty. Zachowujecie się jak bydło, wynocha
stąd.
-Musimy poje...-W tym momęcie z gabinetu wyłonił się dyrektor,
który już wiedział po co przyszliśmy.
-Nie mam czasu, nigdzie nie pojedziecie, za
pół godziny macie być gotowi do lekcji (w plecaka mieliśmy tylko korki do
gry w piłkę i stroje które WF’ista dał nam kilka dni wcześniej).
Wyszliśmy z gabinetu i skierowaliśmy się po schodach
na dół. Jeden z kolegów zaproponował aby do
dyrektora wyruszyć w mniejszej grupie. Pomysł został przyjęty, jednym z
wysłanników byłem ja, zgodziłem się, jednak wyraziłem swoje
obawy.
-Pewnie
się nie uda, ale warto spróbować.
-Co się ma nie udać Badi, musi się udać.-Rzucił do mnie jeden z
kolegów.
Poszliśmy więc na
górę pełni obaw, tym razem pukamy i grzecznie mówimy dzień dobry i prosimy
sekretarkę o rozmowę z dyrkiem. Tym razem poszło lepiej, wchodzimy do
dyrektora, ten na wstępie powtarza swoja wcześniejsza kwestie, my mu na
to.
-Panie dyrektorze w tym roku mamy bardzo silną drużynę i na pewno
wygramy, bardzo nam zależy na tym turnieju.
Niestety nasze
prośby nic nie dały, ta wizyta zakończyła się tym samym komunikatem co
poprzednia. Zeszliśmy na dół powiedzieć reszcie o tym co zaszło. Jeden z
kumpli rzucił abyśmy wyszli na pole, reszta się przyłączyła. Na polu było
pusto bo w tym czasie trwały lekcje. Wśród nas rozległy się głosy
niezadowolenia.
-Za pół godziny na lekcje, a dziś babka miała mnie pytać z
polaka.-Mówił jeden.
-Ja mam mieć dziś kartkówkę z majzy.-Dodal
drugi.
Takie głosy trwały
kilka minut, mieszały się z ciągłymi wiązankami przekleństw, a to w stronę
szkoły, a to w stronę lajon’a (tak mówimy na naszego dyrka :). Przełomowy
moment nastąpił, gdy jeden z kumpli rzucił.
-Eeeej, słuchajcie mnie, może pojedziemy na rowerach sami, to
tylko parę kilosów, a do rozpoczęcia zawodów jeszcze jest grubo ponad
godzina.
Propozycja
zostałam przyjęta przez prawie wszystkich. Dwóch z kolegów
zadeklarował że nie pojedzie (było nas jeszcze ośmiu, a na
turnieju grało się 5 na 5) po wymianie zdań i umówieniu się na
miejsce spotkania rozeszliśmy się do swoich domów. Gdy dotarłem do domu,
zabrałem szybko rower i zacząłem pędzić do bramki wyjściowej, jestem już
przy bramce, nagle słyszę coś w stylu.
-Czy nie miałeś być na zawodach, gdzie jedziesz na
rowerze.
Był to mój tata,
który doglądał swoje kwiatki.
-Ja, eeee no, dziadkowie kolegów nie mogli nas zawieść autami
(tak w rzeczywistości miało być) więc jedziemy na rowerach.-I szybko
odjechałem.
Spotkaliśmy się na
umówionym miejscu i ruszyliśmy drogą w stronę gdzie miały odbyć się
zawody. Po około 45min. jeździe dotarliśmy na miejsce. Pozostałe drużyny
już się rozgrzewały. Przejeżdżamy przez bramę wjazdowa na stadion,
kierujemy się w pobliże szatni, z szatni wychodzi trener gospodarzy,
badawczo na nas patrzy i mówi.
-Chłopcy, a gdzie wasz trener.
-Niestety nie mógł przyjechać, ale
zagrać będziemy mogli? Udzielam mu odpowiedzi, pytając jednocześnie o
możliwość gry.
-Czy będziecie mogli zagrać? Wy musicie zagrać, chodzicie za mną
do szatni, tam się przebierzecie i zobaczymy co z wami
będzie.
Po
wypowiedzi trenera kamień spadł mi z serca, widać było że
gość jest nastawiony do nas pozytywnie i to
dawało cień nadziei iż będziemy mogli zagrać na turnieju.
Wyszliśmy po schodach na górę i dotarliśmy do szatni.
-Przebierzcie się, a ja zobaczę co z wami będzie dalej.-Rzucił
terener gospodarzy, po czym skierował się do wyjścia.
W szatni
zapanowało gromkie hura i zachwyty z powodu tego iż zagramy. W trakcie
przebierania patrzyliśmy przez okno jak rozgrzewają się inne drużyny.
Byliśmy jeszcze pozytywniej nastawieni do grania, ponieważ z perspektywy
patrzenia wydawało nam się że gramy lepiej od pozostały zespołów. Po
przebraniu się, czekaliśmy w naszej szatni pełni nadziei na przyjście
trenera Do pomieszczenia wszedł trener który nas uprzednio przyprowadził
do szatni i zaczął mówić głosem pełnym wyrozumiałości.
-Chłopcy, niestety nie możecie zagrać bez podpisu waszego
trenera, ale czemu on z wami nie przyjechał?
-Proszę pana on nie mógł, zatrzymały go
bardzo ważne sprawy, czyli nici z naszego grania?
Zapadła niezręczna
cisza, którą trener postanowił przerwać.
-Mogę zadzwonić do waszego dyrektora i się zapytać czy on nie
będzie chciał wystąpić w roli waszego trenera?
My już
wiedzieliśmy co to by oznaczało, stuprocentowe niepowodzenie, jednak po
krótkiej naradzie doszliśmy do wniosku że temu gościowi może udać się
przekonać dyrka.
-Dobrze niech pan zadzwoni.
Koleś zadzwonił do
szkoły i po krótkiej rozmowie z lajon’em, podał nam
komunikat.
-Wasz dyrektor nie przyjedzie, ponieważ nie ma czasu. Nakazał wam
także powrót do szkoły w trybie natychmiastowym.
Rozległo się
wielkie niezadowolenie z naszej strony.
-Chłopcy lepiej się przebierzcie i
wracajcie, nie warto sobie robić kłopotów, ja bym chciał abyście grali.-W
głosie trenera przeciwników, można było dostrzec współczucie, trener
skierował się ku drzwiom wyjściowym.
Z naszej strony
posypały się wiązanki przekleństw i narzekań na lajona. Jeden z kumpli
zaproponował aby Paweł zadzwonił po swoja mamę i ona podpisała to coś, co
pozwoli nam zagrać. Pawła nie trzeba było długo przekonywać, zadzwonił do
mamy, jednak nie była w stanie przyjechać, miała coś ważnego do zrobienia.
Przebraliśmy się w nasze zwykłe ubrania i wyszliśmy na pole. Większości z
nas nie przyszło na myśl aby wracać do szkoły, postanowiliśmy więc zasiąść
na trybuny i oglądać turniej. W trakcie drogi ku trybuna, zaczepił nas
trener.
-Chłopcy, jeśli chcecie możecie oglądać mecze, ale w szkole
będziecie mieć później niemiłą sytuację. Zapewniliśmy go że to juz nie ma znaczenia,
jak byśmy mieli oberwać to i tak już za późno, po czym skierowaliśmy się
na trybuny. Jeden z kolegów chciał wracać do szkoły. Jego próba przekonani
innych się nie powiodła, postanowił więc nie wracać i pozostał z nami.
Międzyczasie skoczyliśmy do pobliskiego sklepu tzn: kto miał akurat przy
sobie kasę to skoczył ;), czyli nie ja. Siedzieliśmy oglądając mecze
przez około godzinę, patrzymy nagle w nasza stronę idzie koleś
który dzwonił do naszego dyrka, był jeszcze daleko więc rozległy się
miedzy nami hasła w stylu. Czego on jeszcze chce? Po co tu znowu idzie?
itp. Przyszedł do nas i mówi.
-Dzwonił wasz dyrektor, mówi abyście natychmiast wrócili do
szkoły.-Po czym odszedł nie dodając nic od siebie.
Trochę obleciał
nas strach, ale zaraz to minęło. Postanowiliśmy wracać, oczywiście nie do
szkoły, każdy do własnego domu. Skierowaliśmy się ku rowerom i ruszyliśmy
w drogę powrotną rozmawiając o wydarzenia dzisiejszego dnia.
Rozjeżdżaliśmy się po kolei w końcu dotarłem do swojego
domu. 3 godziny później
Postanowiłem iść
odpisać zeszyty do jednego z kolegów, u kolegi dowiedziałem się jakie to
kary mają nas spotkać za nasz wybryk: naganne, wzywanie
rodziców, obniżenie zachowania na koniec roku szkolnego itp. Pożyczyłem od kolegi
zeszyty, trochę się przejąłem tym co mi powiedział i ruszyłem do domu. W
drodze powrotnej do domu spotkałem koleżanki z klasy, które opowiedziały mi o nowych
karach, przynajmniej staliśmy się sławni na całą szkołę ;).
* * *
Następnego dnia, zrobiłem
wszystkie poranne czynności i ruszyłem do szkoły, pierwszą lekcją była
informatyka z naszą wychowawczynią. Przed lekcją obgadaliśmy z kumplami od
zawodów o tym co się każdy dowiedział i to aby trzymać jakąś wspólną
wersję wydarzeń. Na początku lekcji pani nakazała klasie zapisać temat,
potem go tłumaczyła i nakazała iść do komputerów. Minęło około pięć minut
od kiedy zasiedliśmy do komputerów. Pani wywołała nasze nazwiska, podeszliśmy do
biurka.
-Słyszałam o waszym wybryku i rozmawiałam z dyrektorem, nie był z
tego zadowolony. Jednak docenił waszego sportowego ducha i postanowił iż
nie będzie żadnych kar. W zamian pomożecie panu od WF-u w sprzątaniu
boiska szkolnego i przygotowani go do zawodu w piłce nożnej które maja się
odbyć za tydzień. Nie muszę chyba pisać że nasze twarze w tym momencie
przypominały banany, ups właśnie to zrobiłem ;) * * *
Tydzień później grabaliśmy boisko
szkolne, skocznie, wieszaliśmy siatki na zawody. Nawet urwały się nam
pierwsze dwie lekcje bo linie trzeba było malować aby podstawówka mogła
rozegrać zawody na boisku do nogi :). * * *
Była historyjka,
to teraz na zakończenie może jakiś morał Hmm ja wiem do tej historyjki
mogło by być co najmniej kilka morałów. Myślę że każdy doda
swój...
MIEJSCE NA TWÓJ MORAŁ :)
BaDi |
|
Uwagi, słowa
krytyki, pochwały (dobre sobie :) kierować pod badixs@wp.pl PS. 95% tego tekstu to całkowita prawda, dialogów dokładnie nie pamiętałem ale mniej więcej tak to wyglądało. Ps2. (Dopisane po wyłączeni
tekstu) Wyłączyłem HTML-a i coś mi tu nie gra, myślę chwilę i doszedłem do
wniosku że nie gra muzyka ;). Tak się wciągnąłem w pisanie, ze dopiero
teraz zauważyłem że nie mam włączonej Winamp'y (a u mnie wyłączona muzyka
jest nie do pomyślenia). Mam nadzieję że tak jak pisanie tego tekstu
wciągnęło mnie tak czytanie go wciągnęło
was. Ps3. (Dopisany po dopisaniu Ps2.)
Podczas pisania tekstu niczego nie słuchałem
;). |