Wybory 2005

Jestem rozczarowany... Nie zamierzam tego ukrywać. To ja tu się staram, na wybory trzykrotnie się pofatygowałem (ba, nie mogąc być w miejscu zamieszkania w czasie Wyborów Parlamentarnych postarałem się o specjalne zaświadczenie z Urzędu Miejskiego) i klapa za klapą, niepowodzenie za niepowodzeniem...

Może najpierw ujawnię wszem i wobec na kogo głosowałem, chociaż już i tak pewnie się domyślacie. W wyborach do Sejmu na kandydata Platformy Obywatelskiej, do Senatu w okręgu w którym głosowałem można było postawić krzyżyk przy dwóch kandydatach, a ponieważ był tylko jeden "Platformers" to drugi swój głos oddałem na kandydata PiS-u (dzisiaj bym już tego nie zrobił). W wyborach prezydenckich natomiast dwukrotnie pewną ręką zakreśliłem Donalda Franciszka Tuska. Naród jednak chciał inaczej... ja rozumiem że "vox populi vox Dei" no ale ogarniała mnie mimo wszystko bezsilność, rozczarowanie. Dlaczego o przyszłości mojego kraju zadecydowali ludzie nie mający zielonego pojęcia o gospodarce, powtarzający tylko wszem i wobec że "Balcerowicz musi odejść"? Dlaczego poparcie Andrzeja Leppera pseudonim Król Solarium okazało się bardziej przydatne niż poparcie legendy "Solidarności" Lecha Wałęsy i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (popełnił sporo błędów w czasie tych dziesięciu lat, to fakt, ale były też plusy tej prezydentury, co w debatach przyznawali zarówno Donald jak i Kaczor)? Dlaczego stało się tak jak się stało? Prześledźmy może jeszcze raz wyborcze tygodnie.

Mamy połowę września 2005. Wydaje się, że rozpoczynająca się właśnie na dobre kampania wyborcza będzie spokojna. Jest dwóch zdecydowanych liderów, którzy nazywają siebie przyjaciółmi. Skompromitowana lewica nie liczy się w walce, partie populistyczne nie mają aż takiego poparcia na jakie wskazywały wcześniejsze sondaże (były przecież sondaże, w których Samoobrona zajmowała pierwsze miejsce). Wszystko wydawało się jasne: wygra PO przed PiS-em, stworzą POPiS i będzie cudownie (chociaż ja już dawno twierdziłem, że PO i PiS pokłócą się najpóźniej dwa miesiące po utworzeniu koalicji). Niestety, partia braci Kaczyńskich w czasie kampanii w bardzo głupi sposób zaatakowała Platformersów. W idiotycznych filmikach autorstwa słynnego już Jacka Kurskiego (to wstyd, że PiS przyjął go na swoje listy! Chociaż może raczej wyrachowanie, bo któż się bardziej nadaje do brudnej roboty jak nie Kurski? Ten koleś wcześniej był jedynie lokalnym gdańskim politykiem, ale jako mieszkaniec Trójmiasta zapewniam Was: co chwila było o nim głośno. Ciągle wykłócał się, obrzucał ludzi oskarżeniami (skąd my to znamy?), zmieniał partie (Teraz wrócił do PiS. SKANDAL!!!)). Pokazywano pustą lodówkę i mówiono: "Tak będzie jak wygra PO". Głupie i prymitywne ale skuteczne, bo na Polaków to działa. Aha, żeby nie było, że jako zwolennik PO jestem bezdusznym liberałem. Twierdzę z całą mocą, że ludziom biednym, mniej zaradnym, którzy nie z własnej winy nie mogą utrzymać siebie i swoich najbliższych należy się pomoc i opieka. Nikt nie może umierać z głodu! Ale ta pomoc i opieka niekoniecznie muszą oznaczać socjalizmu w gospodarce! Dlaczego dusi się pomoc charytatywną, dlaczego poprzez często bezmyślnie zorganizowaną pomoc państwa mamy wytwarzać u setek tysięcy ludzi postawę roszczeniową? Czy obecnie, gdy mamy naprawdę wysokie podatki, ludzie nie umierają na ulicach? Czy i tak nie ma gigantycznej rozbieżności pomiędzy boatymi a biednymi?

Ale wróćmy do wyborów. Ludzie kupili hasełka PiS-u i ku zaskoczeniu wielu ta właśnie partia zdobyła najwięcej mandatów w Sejmie i opanowała Senat. I nagle pojawił się człowiek znikąd (choć skądinąd sympatyczny): Kazimierz Marcinkiewicz. Jarek Kaczyński utorował w ten sposób drogę swemu bratu do prezydentury (Ale nie bójcie Wy się! Według mnie i tak prędzej czy później Jarek będzie premierem. Chociaż może bardziej mu odpowiada rola wszystko mogącej szarej eminencji...). No i zaczęła się kampania prezydencka. Kampania, która zupełnie mnie już do PiS-u zniechęciła. Dlaczego? Otóż ta kampania trwała dwa tygodnie i można powiedzieć, że miała dwa etapy. Pierwszy z nich nazwałbym Wermacht. O Kurskim nie chce mi się już pisać bo szkoda czasu i nerwów. O Wermachcie też nie za dużo nie napiszę. Może tylko tyle: gdybym kandydował na urząd prezydenta RP to moi wrogowie w stosunku do mnie mogliby również podnieść podobną sprawę. Rodzina mojej mamy, podobnie jak rodzina Donalda Tuska to Kaszubi. Mój dziadek też służył w Wermachcie. Rzecz jasna nie na ochotnika. Został wcielony siłą jak każdy mieszkaniec Pomorza i Śląska. Ale gdy tylko nadarzyła się okazja to podobnie jak dziadek Donalda uciekł do armii angielskiej. Ot i cała historia. I czy powyższy fakt dyskwalifikowałby mnie jako kandydata na urząd prezydenta RP?

Drugi z etapów kampanii między pierwszą a drugą turą nazwać należałoby "Balcerowicz musi odejść". Oto bowiem Lech Kaczyński okazał sie niezłym populistą. Dostał poparcie od Leppera, zapowiedział, że jak tylko nadarzy się możliwość to usunie Balcerowicza, zapowiadał, obiecywał zasiłki, dotacje, zapomogi. Nikt nie pytał skąd wytrzasnąć kasę na to wszystko. Kasa na pewno się znajdzie! W końcu Kaczor to tęga głowa! Więc go wybierzmy. Bo Tusk to podobno nam tylko będzie zabierał i tym swoim znajomym bogaczom oddawał. Tylko Kaczyński, panie kochany, tylko Kaczyński! On o ludziach nie zapomni. No i nastał Lech Aleksander...

Na usta ciśnie się dramatyczne pytanie: dlaczego Kaczory zatriumfowały? Jedno trzeba sztabowcom PiS-owskim przyznać: zabrali się do kampanii bardzo solidnie. Profesjanalne spoty, zadbanie o poparcie odpowiednich organizacji (odpowiednich rozgłośni radiowych :) A jeżeli chodzi o rozgłośnie: owszem, Tadeusz Rydzyk pomógł PiS-owi i Lechowi, bo poparcie Ojca Dyrektora to zawsze te kilka procent głosów. Ale mocno przesadzone są opinie niektórych, że Kaczory zwyciężyły dzięki Rydzykowi, a tym bardzie dzięki Kościołowi. Kościół nie zajął stanowiska, a na przykład ja, pomimo że uważam siebie za osobę bardzo mocno związaną z Kościołem, nie głosowałem na PiS). PO według mnie była zbyt pewna zwycięstwa i bardzo marnie w ich wykonaniu wyglądała kampania wyborcza. To był zlepek haseł i ogólników. PiS zaatakował konkretami. Fakt, te konkrety były niezmiernie głupie ale to właśnie ta pusta lodówka najbardziej obchodzi Polaków, to o jej zapełnienie martwią się najmocniej. Zauważyliście że PO w ogóle się nie broniła przed atakami PiS-u? Platformersi milczeli jakby sami w głębi duszy uważali, że liberalizm gospodarczy jest zły. Dlaczego nie wysuwali argumentów świadczących o tym, że ich pomysły to najlepsza droga dla rozwoju państwa? Oni siedzieli cicho i liczyli, że naród nie przejmie się gadaniem PiS-u. No i przeliczyli się... Podobnie było w kampanii prezydenckiej. Donald Tusk rzucał ogólnikami, mówił o walce z bezrobociem, o kobiecie, która powiedziała bodaj Aleksandrowi Macedońskiemu "To nie bądź królem" :) ale nie podjął się obrony swoich liberalnych poglądów na gospodarkę. Chociaż z drugiej strony może rzeczywiście tak roszczeniowe społeczeństwo i tak by liberałom nie zaufało...

Na koniec może parę smutnych, powyborczych refleksji: prawica polska raczej nigdy się nie zjednoczy, bo po prostu nie potrafi. Nie mam pojęcia dlaczego w jej łonie są tak wielkie podziały ale tak już po prostu jest. Ja chciałbym oczywiście, żeby Platforma mogła sama rządzić, ale wiem dobrze że to niemożliwe, bo hasła populistyczne w tym kraju mają ogromny posłuch. Jaka więc będzie przyszłość polityzna Polski? Myślę, że będzie się powiększał bałagan polityczny i już niedługo może być tak, że Polską będzie rządziło kilka partii, o zupełnie różnym rodowodzie i różnym programie. W zasadzie koalicja: PiS-Samoobrona-LPR-PSL (na razie co prawda nieformalna) to już niezły przedsmak. Dlatego ja nieśmiało opowiadałbym się za ordynacją, w której zwycięska partia bierze wszystko. Chociaż z drugiej strony to bardzo groźne bo mógłby to być Lepper czy jakiś inny PiS :)

No i jeszcze na koniec przepowiedzenie przyszłości poszczególnym partiom i siłom politycznym przez wielkiego wizjonera politycznego Jacka S. (sam jestem ciekawy ile z tego się sprawdzi). Zacznijmy od najmniejszych. A więc Leszek Bubel :) A tak poważnie:
Partia Demokratyczna, SDPl - tych partii w zasadzie już nie ma. SDPl dokoptuje do SLD, może powstanie nowa lewica pod jakąś chwytliwą nazwą.
LPR - według mnie ta partia właśnie dogorywa. Niektórych może zdziwić ta opinia, ale przecież Liga jechała tylko na poparciu Ojca Dyrektora, a on teraz popiera Kaczorów. Ludzie słyszą PiS-owskich ministrów w Radyju i przerzucą się na PiS. Poza tym jedyne co Liga miała do zaoferowania to sprzeciw wobec wejścia do Unii E. A teraz, gdy już w Unii jesteśmy to wszelkie dyskusje o UE są bezprzedmiotowe.
PSL - partia ta ma 6-7 procentowy wierny elektorat na wsi, ale jeżeli rolnikom będzie się źle działo to zwrócą się w kierunku radykalnego Leppera, który zawsze obieca im więcej niż PSL, a to dla Ludowców może oznaczać kłopoty.
SLD - niestety, Sojusz jest silny i będzie rósł w siłę. SLD ma wielki MEGABETONOWY elektorat, który zagłosuje na nich w każdej sytuacji. Przecież ta partia szła do wyborów zupełnie skompromitowana a mimo to zgarnęła ponad 10 % głosów! Wielu Polaków ma lewicowe poglądy na gospodarkę i gdy tylko PiS-owi nie bardzo będzie się udawało rządzenie to SLD będzie rosło w siłę. Powtórzę jeszcze raz: NIESTETY.
Samoobrona - też już zdobyła betonowy, 10 procentowy elektorat. Są to ludzie, którzy zawsze "wiedzą lepiej". Oni wiedzą że Balcerowicz musi odejść i już, a jedynym, który ich obroni przed krwiożerczymi liberałami jest Lepper. Nie można lekceważyć Leppera. W miastach ma śladowe poparcie, ale na wsi Samoobrona wymiata. Jeżeli sytuacja w kraju będzie się pogarszać, to Lepper będzie coraz mocniejszy.
PO - przyszłość przed nimi - chciałoby się rzec, bo głosują na nich głównie ludzie młodzi. Chociaż z drugiej strony partia liberalna nigdy nie zyskuje dużego poparcia społecznego. Ja i tak się dziwię, że oni tyle zgarnęli w ostatnich wyborach.
PiS - następne wybory poniżej progu :) Dobra, bądźmy obiektywni. Czy PiS-owski premier (zresztą spoko kolo) w krawacie w biało - czerwone paski i z moherowym beretem na głowie jest w stanie wydźwignąć Polskę z kryzysu? Nie sądzę. Będąc zakładnikiem partii populistycznych niewiele można zrobić. Dlatego PiS straci, a w kryzysowej sytuacji zradykalizuje się i chcąc przetrwać będzie szukał poparcia u Ojca Dyrektora. No chyba że Kaczory się z Ojcem pokłócą (a przecież mają do tego skłonności).

Pewnie czeka nas znowu zwrot na lewo, bo tak to zawsze jest w Polsce. Raz lewo, raz prawo. Jestem ciekawy kiedy doczekamy się sytuacji, kiedy zwycięzcy wyborów powtórzą swój sukces za cztery lata. Pewnie nieprędko, bo to świadczyłoby o ustabilizowaniu się sytuacji w kraju. A może pojawi się jakaś nowa partia, jakiś nowy przywódca. Trudno być prorokiem we własnym kraju. Zwłaszcza jeżeli jest to Polska...

Jacek Stojanowski
Samozwańczy Sołtys Ciemnogrodu Polskiego (SSCP)

PS1: Zapraszam na stronę internetową (UWAGA!!! ZMIANA ADRESU!!!) mojej skromnej osoby. Adres:www.siewy.prv.pl
PS2: Zapraszam do mailowania:stoja@wp.pl