W POŚCIGU ZA ROJEM
Uciekł Wam kiedyś rój? Mi też nie, ale ani mi to nie przeszkodzi w napisaniu tego tekstu, ani Wam w jego przeczytaniu. Co należy robić, kiedy ucieknie rój? Odpowiedź znajdziemy w art. 182 kodeksu cywilnego. Paragraf 1 mówi wyraźnie:
„Rój pszczół staje się niczyim, jeżeli właściciel nie odszukał go przed upływem trzech dni od dnia wyrojenia. Właścicielowi wolno w pościgu za rojem wejść na cudzy grunt, powinien jednak naprawić wynikłą stąd szkodę.”
Jak więc widać rój należy ścigać. Powołując się na ten przepis możemy wejść wszędzie, byleby tylko było to motywowane gonieniem roju. Jeżeli właścicieli roju jest kilku, gonić mogą wszyscy, gdyż według doktryny, a konkretnie według J. Buczka (Przegląd Sądowy 2003/2/33}:
„Prawo przysługuje tylko właścicielowi roju, jeżeli zaś rój jest przedmiotem współwłasności, prawo to mogą wykonywać wszyscy współwłaściciele.”
Problem polega na tym, że zgodnie z komentarzem E. Gniewka (Kodeks cywilny. Księga druga. Własność i inne prawa rzeczowe. Komentarz, Zakamycze, 2001):
„Cytowany przepis nie uprawnia jednak do wejścia na cudzy grunt „w poszukiwaniu" roju.”
Zatem rój należałoby mieć cały czas „na oku” podczas pościgu. Jeżeli stracimy rój z oczu, nie możemy powołać się na immunitet goniącego pszczelarza. To wydatnie utrudnia sprawę. W kodeksie na pościg mamy tylko trzy dni, co wcale nie znaczy, że jeśli do tego czasu nie złapiemy roju i nie zapędzimy go z powrotem do ula- tracimy go. Bowiem wg J. Buczka:
„Właściciel nie musi w tym terminie posiąść na nowo swego roju, wystarczy, że uzyska pozytywną wiedzę co do miejsca, gdzie się on znajduje.”
Czyli wystarczy wiedzieć, że rój jest tu i tu i już możemy spać spokojnie, bez obaw o utratę praw posiadania roju. Problem jednak pojawia się, jeżeli rój znajdziemy, ale w ulu innym niż nasz. Mówi o tym artykuł 182 kodeksu cywilnego w drugim paragrafie:
„Jeżeli rój osiadł w cudzym ulu nie zajętym, właściciel może domagać się wydania roju za zwrotem kosztów.”
To jeszcze nie jest takie najgorsze. Tutaj problem polega jedynie na tym, że musimy jak pisze J. Buczek:
„Dać wyraz swojej wiedzy, np. wówczas, kiedy rój osiadł w cudzym ulu.”
czyli poinformować właściciela ulu i uzgodnić z nim szczegóły wydobycia. Gorzej, jeżeli nasz rój znajdzie się w ulu, w którym znajdował się jakiś inny rój. Wówczas to na mocy artykułu 183 kodeksu cywilnego, paragraf 3:
„Jeżeli rój osiadł w cudzym ulu zajętym, staje się on własnością tego, czyją własnością był rój, który się w ulu znajdował. Dotychczasowemu właścicielowi nie przysługuje w tym wypadku roszczenie z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia.”
Jak się nietrudno domyślić tracimy rój, chociaż pewien promyk nadziei pojawia się dla nas dzięki kolejnemu komentarzowi J. Buczka:
„Posiadacz ula nie nabywa własności roju pszczół z chwilą, kiedy rój znajdzie się już w jego ulu, lecz wówczas, gdy obejmie władztwo nad rojem swoją wolą, to znaczy, przynajmniej, gdy dowiedziawszy się o zasiedleniu ula, godzi się na taki stan rzeczy.”
Tak więc jeśli uda nam się wydobyć nasz (i tylko nasz) rój nim właściciel się zorientuje, że kilkadziesiąt tysięcy pszczół spadło mu z nieba możemy próbować odzyskać nasze pasiaste miododajki. Jednak po trzech dniach, jeśli nasz rój nadal twardo siedzi w ulu i nie chce wyjść, musimy zaniechać pertraktacji, gdyż jak pisze E. Gniewek:
„Należy oczywiście pamiętać, że po upływie trzech dni od wyrojenia mamy do czynienia z rojem niczyim, zatem dotychczasowy właściciel nie może już domagać się wydania roju, zaś właściciel ula może dokonać legalnego zawłaszczenia.”
Wtedy prawo własności do roju tracimy bezpowrotnie.
Proste?
Niezbyt?
Więc zanim zaczniesz narzekać na polskie sądownictwo popatrz ile dylematów musi rozwiązać sędzia, gdy przyjdą do niego pszczelarze spierający się o zbiegły rój…