Dwa
czyli rzecz o poświęceniu i egoizmie
Spotkali się. Stali na skraju lasu. Życie budziło się do życia. Słońce
powoli przygotowywało się do tego, by znów być słońcem. Obaj lubili
poranki, bo wtedy wszystko zdawało sobie sprawę z tego czym powinno być. Po
nocy pełnej wątpliwości poranek był jasnym błogosławieństwem, czystością
umysłu. Stali i patrzyli na siebie. Byli identyczni. Ten sam ubiór, rysy
twarzy, waga wzrost, wnętrzności, tylko oczy inne. Dwa zwierciadła duszy, której
nie posiadali, różniły się od siebie. Oczy jednego były otwarte, wyraźne,
ostre, drugiego natomiast półprzymknięte, zamglone i szkliste.
- A więc zadecydowałeś – powiedział ten z oczami-pełnymi-wyrazu, wpatrując się w polanę.
- Nie – odparł ten drugi, spoglądając w las.
- Czego nie wiesz?
- Niczego.
- Więc w czym problem?
- W niczym. I to jest właśnie problemem.
- Skoro nie ma problemu, to gdzie widzisz problem?
- Nie wiem. Czy zawsze muszę być taki jak ty? Pewny, stanowczy, analizujący?
- Tak. Bo zawsze taki byłeś. Było ci z tym źle?
- Nie było. Ale nie zawsze w to wierzyłem. Ty też nie, wiesz to.
- To nie ma nic do rzeczy!
- A jednak ma.
Stali tak przez chwilę w milczeniu, spoglądając to w las, to zaś w polanę.
- Wiesz, to taka durna metafora, ten las, ta polana. Ja wybiorę tą polanę, bo jest jasna i przejrzysta, widzę dokąd prowadzi i nie ma niespodzianek, ty oczywiście pójdziesz w las? – zaśmiał się gorzko.
- A co takiego jest w tej polanie? Chcesz wiedzieć wszystko? Chcesz iść przed siebie, mając wszystko dokładnie zaplanowane?
- Co ty bredzisz, nie jesteś sobą! Byłeś sobą, gdy byłeś mną. Gdy wiedziałeś, czym jest odpowiedzialność. Gdy uczyłeś jej, gdy potrafiłeś nagradzać, karać i zabijać.
- Wiem czym jest odpowiedzialność! To ty nic nie wiesz! Idziesz przed siebie, dopasowujesz zasady wedle własnej potrzeby, jesteś pieprzonym egoistą! Jesteś ważny ty i tylko ty!
- Nie ja! Jesteśmy ważni my! Kiedy jesteś ty, jestem ja, gdy nie ma cię – nie ma mnie. I vice versa. My to my, nie-my to nie-ty, nie-ja. Nie-my! Nie pozwolę nie być ci, bo chcę być ja!
- Nie powiedziałem, że nie ma mnie. Jestem.
- Przestajesz być.
- Nie przestaję, jestem. Tu, teraz, może jutro.
- Nie chcę wiedzieć, czy będziesz jutro, czy za tydzień, nie chcę w ogóle wiedzieć ile będziesz, dowiem się jak umrzesz. Naturalnie. Obaj się dowiemy, bo obaj umrzemy. Mam umrzeć nagle, bo ty miałeś taki kaprys?
- Jestem egoistą, jak ty, jesteś mną, prawda? Zatem jeśli będę chciał, to umrę. Umrzemy my.
- Nie chcę umierać. Chcę być, walczyć.
- Ja też. Ale nie wiem czy zdołam. To się okaże na dniach, minutach, sekundach, czy czym tam mniejszym nawet się okaże, czy zdołam. Będę, dopóki nie przestanę być. Nie chcę przestawać, ale nie wiem czy potrafię. Patrz! Sam uczyłeś odpowiedzialności. Ile razy? No policz. Albo nie licz. To nieważne. Ważne, że uczyłeś. A teraz, kiedy coś, kiedy ktoś, kiedy samo cię uczy, ty nie chcesz być uczonym!
- Ja umiem, nie muszę uczyć się, bo uczę innych, bo sam umiem. Muszę umieć, by uczyć.
- Nie umiesz! Nie pojmujesz tego! Ty się tego nie nauczyłeś! Teraz, gdy ci to pokazuję, to wypierasz się, mówisz, że umiesz! Ale gdybyś umiał, podjąłbyś się. Ja podejmuję się, choć nie wiem, czy umiem. Ale się podejmuję, nawet jeśli zginę, to się podejmuję, bo wymagałem od innych, wymagam więc i od siebie. Nie upiększam i nie naginam. Ty naginasz, mówiąc, że umiesz, jeśli umiesz, to czemu nie pójdziesz ze mną w ten las?
- Bo tam nie da się iść, zrozum! Ty tam pójdziesz, nie wiedząc, czy umiesz! Ja wiem, że tam się nie da!
- Da się. Zaczęliśmy to razem. Teraz się nie wycofamy. Ty już tam wszedłeś, jeśli teraz się wycofasz, nagniesz zasadę.
- Pierwszy raz? Zawsze naginałem. A skoro ja naginałem, ty też naginałeś. Nie można było inaczej, zawsze naginaliśmy.
- Zawsze... ale wiesz, że tam nie da się iść?
- Wiem.
Szklane oczy nagle nabrały determinacji i wyrazu. Odwrócił się i zrobił krok w stronę lasu.
- Nie! – krzyknął ten z oczami-pełnymi-wyrazu.
- Dlaczego? Jeśli wiesz, że nie da się iść, to jakaś ściana niezauważalna i niematerialna i nieistniejąca nawet, mnie powstrzyma, prawda?
- Tak... ale nie idź tam.
- Dlaczego?
- Bo tam nie da się iść! Inaczej: tam da się iść, ale nie możesz tam iść, jeśli ty tam pójdziesz, to i ja muszę tam iść, a ja nie chcę...
- Nie chcesz, bo nie chcesz odpowiedzialności. Wiesz, że da się iść, ale to sprzeczne z twoim interesem. Więc wolisz założyć, że się nie da. Wyobrazić sobie. Wmówić. Zaprogramować. Zahipnotyzować. Zablokować i zaklinować.
- Tak, masz rację. Ale po co tam iść? Nie wiesz czy wyjdziesz. Tak, wiem, odpowiedzialność. Ale co z nami? Czy odpowiedzialność za nas, za mnie, nie jest ważniejsza? To jest inne. To nie jest nami. To nie jest ważne. Jest szalone.
- Tak jest szalone, my też jesteśmy szaleni. Rozmawiamy ze sobą, będąc sobą nawzajem. To nie jest normalne. Jesteśmy szaleni – powiedział i znów zrobił krok w stronę lasu. Ten drugi spojrzał niechętnie w las i również zrobił krok.
- Widzisz, nie dało się iść, a poszedłeś. Bo musiałeś, jednak się da, prawda? – uśmiechnął się wesoło, jego oczy nabierały coraz większego wyrazu i kształtu, pewnego szaleńczego obłędu.
- Patrz co się z tobą dzieje, ty tam idziesz, gdzie twoja racjonalność, gdzie twoje myśli ważenie, gdzie twoje przyczyny i skutki, one były nasze, teraz są moje! Tylko moje! To dziwne, że będąc sobą wzajemnie, mamy rzeczy, które nie są wspólne, prawda? Gdzie twa, co ja mówię, gdzie nasza racjonalność?!
- Nie jest już nasza. Jest twoja – odpowiedział wesoło i poszedł raźno w stronę lasu. Drugi ruszył za nim.
- Ty już podjąłeś decyzję, prawda? Przed chwilą to zrobiłeś.
- Tak.
- A jeśli się skończymy? A raczej: jeśli ja się skończę, wystarczy jedna liczba, po co dwie, jesteśmy tym samym. Jeśli się skończę?
- To nas czy tam ciebie, jak wolisz, nie będzie. To proste i racjonalne, tak jak lubisz, prawda?
- Tak. Ale to obłędne. Nie chcę się kończyć dla innego.
- Bywa – powiedział i obaj raźno poszli w las.
...lecz kiedy umrę, wszystkie anioły odejdą wraz ze mną...