|
OSOBOWOŚĆ   OKRASZONA   NIEBANALNYM   EPITETEM |
|
Zamiar był taki, żeby umieścić na wstępie wszystkie te bzdury o mnie i o moim otoczeniu. Rozsądek wziął górę i w pewnym momencie zadałem sobie pytanie: "Kogo by to obchodziło?". Nie mam w Action Magu żadnych przyjaciół, przed którymi mógłbym się wypłakać, zresztą robić tego nie chcę. Użalania się nad sobą nie cierpię tak samo jak nadmiernego dramatyzowania - punkt 3. Mam tylko potrzebę przekazania czegoś, akurat w formie tekstu. Chodzi mniej więcej o to, że zdołałem wczoraj wieczorem zrozumieć część otaczającego mnie świata, i właśnie o tym chciałem opowiedzieć. Nasunął się też swoisty wniosek poboczny: że istnieją różne oświecenia. Takie małe, na przykład w szkole, kiedy na lekcji fizyki coś w nas uderza i nagle na wszystko patrzymy z innego punktu widzenia. Duże, ogromne - kiedy oświecenie dotyczy spraw ważnych i może zmobilizować do oświecania innych ludzi. I pośrednie, gdy leżymy w łóżku, rozmyślając o wielu zagmatwanych sprawach. Myślę, że moje należało do ostatniej kategorii. A czego dotyczyło? Tak jak mówiłem - zrozumiałem część naszego świata. Część nienormalną, upośledzoną, kaleką - w przenośni i dosłownie. Otóż wiem już, co może czuć człowiek, który stracił nogi albo ręce. Dotychczas, gdy widziałem kalekę żebrającego na ulicy, nie wzbudzało we mnie to żadnych emocji. Przyjmowałem to jako fakt - człowiek żebrze. Podmiot i orzeczenie. Proste, logiczne. (Punkt 2 i 9). Oczywiście, pojawiały się wątpliwości w stylu "czy on / ona nie wyda tych pieniędzy na wino?", ale nigdy nie przeszkadzało mi to wrzucić 50 gr. do zabrudzonego pudełka po margarynie. Teraz na takiego człowieka będę spoglądał z innego punktu widzenia. To samo tyczy się np. inwalidów, nie tylko fizycznych, ale i tych umysłowych. Pośrednią przyczyną napisania tego tekstu był "Strach przed normalnością" autorstwa Publa. Twór skrajnie uproszczony, przedstawiający dualistyczne widzenie świata (podział na normalnych i nieśmiałych), pisany z punktu widzenia tego "normalnego". Nie twierdzę, że Publo ma jakiś wyidealizowany obraz świata - po prostu tekst ten nie był zbyt odkrywczy, do tego piję. Skoro niektórych cechuje strach przed normalnością, należałoby najpierw wyjaśnić pojęcie normalności... Wyobraźcie sobie normalnego człowieka. Nie mam zielonego pojęcia, co wam przychodzi do głowy - ktoś z rodziny, ktoś posiadający dom, samochód i dwójkę dzieci? No, nieważne zresztą. Rzecz w tym, że nawet ten człowiek, którego właśnie sobie wyobrażacie, nie jest normalny pod wszystkimi względami. Być może nie ma czasu na dzieci z powodu ciężkiej pracy albo swój sukces zawdzięcza krętactwu? Faktem jest, że nie można zachowywać we wszystkim utartych schematów - Publowi w jego tekście chodziło chyba wyłącznie o grupę osób nieśmiałych - i trzeba pamiętać o tym, że nie istnieje coś takiego jak "normalność doskonała". Człowiek może być idealny. Może, ale tylko pod jakimś względem, nigdy we wszystkich. Chciałbym teraz, żebyście znowu wysilili się na pewien obraz. Wyobraźcie sobie nienormalnego, wariata. Kogo teraz macie przed oczami? Kolegę, co do którego inteligencji macie uzasadnione obiekcje? Starszego człowieka gadającego zarówno do drzew, jak i do samego siebie? Paranoika, który wszędzie widzi wrogów? Mogę tylko zgadywać. Zapewniam was jednak, że istnieją różne rodzaje wariactw (tak samo jak oświeceń!) - ja np. do niedawna nawet nie podejrzewałem, że coś jest ze mną nie tak... Owszem, zawsze powtarzałem na wpół żartobliwie, że dziwny jestem, ale okazało się, że powodu do żartów wcale nie ma; okazało się, że to poważna sprawa... Według oficjalnych, międzynarodowych kryteriów mój typ osobowości zwie się schizoidalnym i jest zaburzeniem tejże. Cechuje mnie bezuczuciowość - to jednym słowem. W dziewięciu punktach brzmiałoby to następująco:
1. brak lub znikome działania służące przyjemności
Dziewięć punktów jota w jotę pokrywających się z moimi zachowaniami. Przypadek? Śmiem wątpić. Poszukałem też dodatkowych informacji na ten temat - okazało się, że bardzo blisko stąd do schizofrenii, autyzmu, a o zespole Aspergera można powiedzieć, że już go mam... Nie odczuwam jakiegoś psychicznego bólu z tego powodu (punkt 2), tak samo (choć to tylko moja hipoteza) inwalidzi nie będą rozpaczać z tego powodu, że nie mają ręki czy nogi, choć osobom zdrowym może się to wydawać okropne. Inwalida będzie się przejmował samym życiem ze swoją ułomnością! Załóżmy, że ktoś opisuje osobie na wózku jakieś miejsce - kaleka wyobrazi sobie to miejsce z punktu widzenia stu dwudziestu centymetrów. Klasyczny przykład powiedzenia, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Następnie będzie myślał, czy w opisywanym miejscu można bez problemu poruszać się na wózku. Ze mną sprawa ma się podobnie: każde moje zachowanie, każde słowa można podporządkować dziewięciu punktom. Człowiek czuje się, jakby w ogóle nie mógł o uczuciach rozmawiać, bo przecież co ja o nich wiem? Tyle, co nic. Oblubieńczej miłości nie zaznałem nigdy, a brak bliższych (miłosnych, znaczy) kontaktów z dziewczynami tłumaczę sobie tym, że do miłości trzeba dojrzeć... Teraz to brednie, słowa wygłaszane przez kogoś, kto nie wie nic o omawianym temacie! Jestem bezkonfliktowy. Cecha niby szlachetna, ale ja nie mam zbytnich powodów do radości (czyżby kłaniał się punkt 4?). Wiem przecież, z czego się ta cecha bierze. Z mojej nienormalności. Nienormalności, sam muszę to nawet przyznać, specyficznej. W końcu - pozwala mi jako-tako funkcjonować, ludzie mnie palcami nie wytykają, a z życia jestem w miarę zadowolony. Problem zaczyna się wtedy, gdy uświadamiam sobie, że nigdy nie zaznam zażartej nienawiści ani prawdopodobnie prawdziwej miłości. Albo przynajmniej będę inaczej odbierał te uczucia... Weźmy na przykład przyjaźń. Mam dwóch bliskich przyjaciół i choć wiele razem przeżyliśmy, znamy się na wylot i razem potrafimy inteligentnie dyskutować, to nie czuję jakichś silnych więzi między mną a nimi. Wydaje mi się to naturalne, że mam przyjaciół. Tak naturalne jak cykl dnia i nocy. Tak naturalne jak punkt nr 8. Zabawne, że jakiś artykulik w internecie zmienił mnie tak bardzo. Z początku nie dawałem wiary, ale kiedy drążyłem temat coraz głębiej i głębiej, przyjąłem ten fakt do wiadomości. Piszę o tym nie dlatego, że czuję się pokrzywdzony przez los i chcę bardziej otworzyć się przed ludźmi, także nie dlatego, bo czuję jakiś przypływ weny (a swoją drogą: pisarz zawsze wie, czy jego tekst będzie dobry), wydaje mi się to po prostu niezwykłe. "To", czyli opisywana zmiana punktu widzenia na sprawy kalectwa - ważne w tym tekście wydaje mi się nie jakieś dziewięć punktów i ich analogie do mej osoby, a to oświecenie, o którym wspominałem na początku. Olśniło mnie. Zrozumiałem nie tylko to, co czują ludzie dotknięci różnymi ułomnościami. Zrozumiałem, że wielu rzeczy nigdy nie zrozumiem. Do tego piję. |
WICKED SICK
wickedsick@poczta.fm