Tak to teraz będzie

 

Wybory już dawno się skończyły, tymczasem niektóre partie zachowują się tak, jakby jeszcze to do nich nie dotarło. Ale! Prawo i Sprawiedliwość, bo to głównie je mam na myśli, wcale nie jest tak ograniczone. Ci panowie po prostu myślą perspektywicznie, wszak niedługo wybory samorządowe. Tak więc na miejscu są odwiedziny premiera u górników, listy wysyłane do redakcji tabloidów i forsowanie ustaw, które nabijają jeszcze i tak już wysokie poparcie społeczne. Jakkolwiek takie postępowanie zwycięskiej partii mnie nie dziwi, to jestem coraz bardziej zszokowany postawą drugiej w kolejności siły w naszym sejmie - Platforma nie wykazuje choćby najmniejszych oznak instynktu samozachowawczego i mam wrażenie, że mówi stanowczo zbyt wieloma głosami. Albo w ogóle nie mówi.

Podziały na lewicę i prawicę, a tym bardziej na partie centro-prawicowe i prawicowe, już dawno zostały zatarte. Teraz wszyscy patrzą tylko, który punkt programu przeciwnika mogą z powodzeniem sami wykorzystać i to robią. PiS wykreował się na ultrasocjalistyczną partię, która rolę państwa w gospodarce stawia na pierwszy miejscu - tymczasem te poglądy były do tej pory uznawane za lewicowe. Pozostaje pytanie o ideologię, o to, czy dla wyniku wyborczego można poświęcać coś, co w polityce chyba najważniejsze... Widocznie można. Co więc zostaje SLD? Chyba już tylko walka o równość mniejszości. I trzeba przyznać, że młode wilki z lewicy właśnie ten punkt starają się wykorzystać. Jasne, że tylko na tym nie mogą się oprzeć, ale przynajmniej  c o ś  robią. Niestety o reszcie już tego powiedzieć nie mogę.

Becikowe. Niezorientowanym wyjaśnię: jednorazowa pomoc finansowa przysługująca za każde nowo narodzone dziecko. Pomysł LPR-u, wykonanie PiS-u. O tyle istotne, że Liga chciała tysiąca złotych dla wszystkich rodzin, natomiast PiS tylko dla najuboższych. I to o połowę mniej, bo na poczet tego tysiąca ma być zapisana już obowiązująca pomoc (ok. 500zl.) Sprawa jest oczywista: PiS wie, że musi sprostać wymaganiom swoich wciąż nieformalnych koalicjantów, ale jednocześnie stara się uratować resztki budżetu. Ciekawe, co będzie, gdy o swoje upomną się kolejno Samoobrona i PSL... Dla mnie już pomysły tylko pana Giertycha są niedorzeczne. Bowiem powiększanie dziury budżetowej nie jest chyba teraz wskazane, a ten tysiąc złotych aż tak wiele nie zmienia - utrzymanie dziecka kosztuje o wiele, wiele więcej i młody ojciec z pewnością bardziej ucieszyłby się z dobrze płatnej pracy niż jednorazowej zapomogi - bo ta starczy co najwyżej na pampersy. Chciałoby się teraz powiedzieć: jaki program wybraliście, tak się teraz wyśpicie. Przy płaczącym dziecku.

Mleko się już jednak rozlało, a nowy minister hasa sobie w najlepsze. Patrząc obiektywnie: jest otwarty, przyjazny, jest tam, gdzie powinien być, walczy o nasze w UE (chociaż poczekajmy, co załatwi w sprawie budżetu) i ogólnie swój chłop. Ale, jak zaznaczyłem na początku, to może być tylko dalsza część kampanii PiS-u przed wyborami samorządowymi, w których szanse na zwycięstwo są duże, by nie powiedzieć, że jest już właściwie pozamiatane.

Nie martwcie się jednak, drodzy Czytelnicy. Obecnie ani LPR, ani nawet Samoobrona nie będą skore do szantażowania PiS-u i wręcz wymuszaniem spełniania ich postulatów. A to dlatego, że według sondaży partie te tracą procenty w iście ekspresowym tempie i to na rzecz wciąż-nie-koalicyjnej partii. W pewnym momencie PiS mógłby więc uderzyć ręką w stół i ogłosić przedterminowe wybory. Zatem w interesie niemal wszystkich jest teraz po prostu siedzieć cicho i nie denerwować drob... o, przepraszam, drogich koalicjantów.

Kto zatem może teraz uderzyć? Oczywiście Platforma. I to nawet nie „może”, tylko oni powinni w końcu uczynić coś - cokolwiek, właściwie nieważne, co. Byle by to było mądrzejsze od 21 postulatów pana R. O ile oczywiście PO nie chce stracić swojego najwierniejszego elektoratu, który widząc (a raczej nie widząc) ich ostatnie posunięcia może być lekko zdezorientowany. To w tej chwili najmniej klarowna partia, a jej przewodniczący zdaje się być coraz mniej wyrazisty i patrzeć tylko, jak zniknie zupełnie.

Siląc się na jakieś wnioski powiem tylko, że liczę na zachowanie status quo. W mało czyim interesie jest się teraz wychylać, chociaż zbliżające się negocjacje nad budżetem UE stwarzają okazje do atakowania rządu w razie ewentualnych potknięć. Tych jednak na razie nie było, więc należy sądzić, że i w przyszłości Marcinkiewicz i spółka ustrzegą się poważniejszych wpadek. Czego Wam i sobie życzę na te święta - bo w końcu najbliższe miesiące, a pewnie i lata upłyną nam pod znakiem braci Kaczyńskich. Oby dobra atmosfera nie rozmyła się gdzieś tuż po Wigilii, a bracia mówili ludzkim głosem do końca swoich kadencji.



Tuxedo (Kryptoreklama)

tuxedocomen@poczta.onet.pl