Sen to czas zawarty między momentem zaśnięcia i momentem przebudzenia. Problem w tym, że o snach pisało już przede mną ze sto osób, więc nie widzę najmniejszego sensu pisać po raz sto pierwszy o tym samym. Dlatego ja, a contrario, napiszę o braku snu. Panie i Panowie zaczynamy


EKSPERYMENT SOWA


Pokrótce objaśnię Wam, na czym polega eksperyment. Otóż celem jest sprawdzenie i przekroczenie granicy ludzkich możliwości. Sprowadza to się do tego, że nie będę spać tak długo jak się da. Eksperyment rozpoczynam w piątkowy poranek, chwilę po przebudzeniu, o godzinie 9:00. Aby doświadczenie nosiło znamiona profesjonalizmu, będę co jakiś czas mierzyć sobie ciśnienie za pomocą elektronicznego przyrządu, zakupionego w sieci tanich hipermarketów. Zacznijmy zatem!

 

DZIEŃ PIERWSZY

1 minuta bez snu

Budzę się po ośmiu godzinach snu, jestem rześki jak wiaterek, puls jak zwykle nieco podwyższony, tym razem winę zwalam na stres związany z eksperymentem.

 

6 godzin bez snu

Zjadłem obiadek, napisałem właśnie dwa teksty, który przeczytacie w tym samym AM (jeśli GK pozwolą oczywiście). Czuję się świetnie, mimo, że leczę grypę.

 

15 godzin bez snu

Przychodzi pierwszy kryzys. Zapada noc. Puls nadal bez  większych zarzutów. Kombinuje, co by tu robić, żeby nie zasnąć. Jestem chory, więc za bardzo się szlajać po nocy nie mogę. Mam do wyboru naukę prawa administracyjnego albo przejrzenie gazetki bukmacherskiej celem wybrania meczów do obstawienia. Ponieważ książki prawnicze powodują u mnie tropikalną chorobę (śpiączke), sięgam po gazetkę.

 

19 godzin bez snu

Po analizie wszystkich lig (w tym drugiej belgijskiej i japońskiej, żeby tylko to trwało dłużej) wybrałem kilkanaście meczów i podzieliłem je na cztery kupony. Włączyłem telewizor, ale że o czwartej nad ranem za wiele nie puszczają, włączyłem wieżę, a konkretnie awangardowy duński deathmetalowy zespół Aurora. Głośność nastawiłem tak, żeby nie obudzić reszty domowników, a jednocześnie samemu nie zasnąć. O ile przy tych rykach to możliwe. Ciśnienie nadal nieznacznie podwyższone. Chce mi się spać jak cholera. Na wszelki wypadek chodzę dookoła pokoju.

 

 

DZIEŃ DRUGI

24 godziny bez snu

Puls dziwnie prawidłowy. Otwierają kolekturę. Wychodzę z domu. Na dworze trudniej zasnąć.

 

28 godzin bez snu

Uczyłem się prawa karnego. Mam wyraźne problemy z koncentracją. Zrezygnowałem po siódmym podejściu do pierwszego akapitu. Na pocieszenie powiem, że dość często mi się to zdarza. „Politykę" czyta mi się całkiem normalnie. Puls znowu podwyższony. Całkiem nieźle się trzymam. Nawet mi się spać odechciało.

 

36 godzin bez snu

Wlazły mi dwa kupony, a jeden jest na dobrej drodze. Od dziś nad tym, co wyślę będę dumać w nocy. A propos: zbliża się noc. Kiepsko to widzę. Zaczynam być rozdrażniony, pokłóciłem się z rodzicami, dokładnie nawet nie wiem, o co.

 

40 godzin bez snu

Znowu skandynawski metal. Podtrzymuje stwierdzenie, że przy tym się nie da zasnąć. Na wszelki wypadek odpaliłem też komputer i gram we wszystko, co wymaga więcej działania niż myślenia. Żadna gra mi się nie podoba. SPAĆ!

 

47 godzin bez snu.

Za oknem jasno, grałem całą noc, nie pamiętam, kiedy ostatnio mi się to zdarzyło, bolą mnie oczy. Zrobiłem sobie śniadanie. Smakuje obrzydliwie. Puls mam idealny, co mi się za często nie zdarza.

 

49 godzin bez snu

Po 10 minutach mocowania się z zamkiem od kurtki wychodzę z domu. Za bardzo nie wiem co się dzieje.

 

54 godziny bez snu

Nigdy nie myślałem, że frytki mogą smakować tak obrzydliwie. Mama mówi, że wyglądam jak śmierć. Pyta czy dobrze się czuje. Czy ja się dobrze czuję? Właściwie to się w ogóle nie czuję. Puls znowu trochę podwyższony.

 

58 godzin bez snu

Trzeci kupon mi wszedł. Problem w tym, że brakującego wyniku szukałem paręnaście minut, a to były tylko cztery podstrony w telegazecie. Puls mam wysoki, słyszę jak mi serce wali. Poważnie się zastanawiam czy nie rzucić tego wszystkiego w diabły.

 

60 godzin bez snu

Kolacja. Ten ser wygląda podejrzanie. Nie jem go. Ledwo rozsmarowuje masło na chlebie. Kot miauczy, mimo pełnej miski. Chętnie bym go utłukł. Puls tym razem w normie. Albo ta maszynka to jakieś gówno, albo mi ciśnienie skacze.

 

62 godziny bez snu

Mam haluny. Włączyłem telewizor na Magazyn Orange Ekstraklasa. Puls wysoki, serce wali mi jak młot kowalski.

 

64 godzina 14 minuta eksperymentu

Dostaje sygnał na komórkę od koleżanki. Nie słyszałem go. Spałem w fotelu.

 

 

DZIEŃ TRZECI

76 godzina eksperymentu

Budzą mnie rodzice, zaniepokojeni czy żyje. Idę robić śniadanie. Ser już nie wygląda podejrzanie, a puls mam prawie idealny.

 

 

Wnioski: Wytrzymałem niecałe 63 godziny bez snu, bo magazyn Idea Ekstraklasa urwał mi się mniej więcej po wyborze bramki kolejki (to ostatnie, co pamiętam). Brak snu spowodował najpierw otępienie, później rozdrażnienie, problemy z koncentracją, wahania pulsu, jadłowstręt i haluny. Z uwagi na to, że zapewne ten tekst będzie miał problemy z przejściem, że o kapitalikach nie wspomnę, odwołuje planowane wcześniej eksperymenty Kaktus i Buddyjski Mnich. A Wy doceńcie, jakim to zwykły sen jest błogosławieństwem. Dobranoc.

 


JĘDRZEJ IV ŚNIADY