Noc żywych trupów

Czyli: O marchewkach, zniczach i... a zresztą!

 ***

  Nie lubię Dnia Wszystkich Świętych. Odkąd pamiętam, data ta sprawiała mi tylko problemy. W zasadzie tekst ten czytacie gdzieś w okolicach nowego roku i nie będziecie już pamiętać o tym przykrym epizodzie, niemniej ja mam właśnie za sobą trzydniowy pobyt u babci, tak więc nie mam zamiaru pozostać osamotniony w swojej frustracji.
  Niezależnie od punktu widzenia cmentarz zawsze kojarzony jest niezbyt sympatycznie. Powiem więcej: cmentarz jest do dupy. Na każdym kroku spotykasz podejrzanych osobników. Z lewej grabarz który widzi przechodniów jako gotówka za każdy metr sześcienny wydobytej  ziemi. Z prawej zezowaty ministrant na tyłach procesji który na plecach targa głośnik, trochę jak z tej durnej reklamy "Obywatelu! Blebleble... rutynowo!". Z tyłu jakaś babcia która swoim lamentowaniem zmobilizowała okolicznych denatów do przekopania kilkusetmetrowych podziemnych tuneli w celu znalezienia jakiegoś przytulnego kopczyka. Taaa... Babcie są najgorsze. Ale to nie są takie zwykłe babcie o nie! To są Fanatyczne_Babcie_Dewotki. Mało tego! To są Fanatyczne_Babcie_Dewotki ZE ŚLĄSKA! Dopieprzy ci taka jakimś hasłem za plecami i nawet nie zorientujesz się co powiedziała. Przykład? Przez pięć lat edukowałem się w kozielskim technikum i za sąsiada miałem człowieka  który zapoznał mnie z arkanami śląskiego slangu. For example:  Ajmer = Wiadro, Cukeriba = Burak, Waszkuchnia = Łazienka, Hanys = człowiek z wioski itd. itp. No a centralnie na dwunastej ulokował się geniusz. Istny Doogie Howser kapitalizmu! Człowiek który z powodzeniem sprzedaje znicze w cenie 10zł/sztuka.

  Wiecie co to jest cmentarz? A oglądaliście Dragon Ball`a? Cmentarz to taki wynalazek który powstaje po scaleniu stadionu dziesięciolecia i raju piromana. Dycha za durny znicz, a jak babcię kocham koleś na brak klientów nie narzekał. Ale zostawmy moją babcie w spokoju, na nią przyjdzie jeszcze czas w tym tekście. Wracając do tematu:  doświadczeni Tomb Raiderzy zaopatrzyli się w palidełka już kilka dni wcześniej, a mniej zapobiegliwi cóż... Powiedzmy że ich portfel wyszczuplał, lub też zaopatrzyli się na innym grobie po kusząco niskiej cenie. Jeszcze mniej zapobiegliwi musieli zadowolić się paleniem liści. Nie zrozumcie mnie źle ja naprawdę lubię palić liście :). Cały bajer leży w tym że nie podnoszą one walorów estetycznych nagrobka, no ale to już problem tych `mniej zapobiegliwych` czyż nie?
   Nie lubię tego święta. Zresztą ciężko lubić dzień, w którym każdy przypomina ci, że kiedyś cie zakopią i będziesz leżał w tak cholernie nudnym miejscu a przechodzące bachory śmiać będą się z twojego nazwiska (wiem, bo sam tak robiłem). Aha! Zagadka: wiecie co jest w tym miejscu gorsze od `mniej zapobiegliwych` i Doogie Howsera razem wziętych? Gorsze nawet niż F.B.D. ze Śląska! Paradoksalnie jeszcze gorsze są osoby_bardziej_zapobiegliwe które rezerwują sobie miejsce na cmentarzu. Autentycznie, nic bardziej nie wkurza moich oczu, niż widok nagrobka in blanco. Ciekawi mnie, co czuć musi osoba patrząca na swój własny grób? No dobra, to jest właśnie to, co drażni mnie u turystów, ale jest coś, co drażni mnie jeszcze bardziej i jest to domeną obsługi technicznej cmentarza. No jak babcię... eee... toleruję... wkurza pewnie nie tylko mnie. Chodzi tu o zjawisko tzw. wydajnej kompresji czyli kiedy zaczyna brakować miejsca to zaczynają pakować denatów jednego na drugim. Ja rozumiem, że ziemia jest w dzisiejszych czasach droga, ale taki delikwent musi czuć niewielki dyskomfort na myśl, że zrzucają mu na łeb jakiegoś świeżaka tylko dlatego, że jego rodzina też już od dawna sama odwiedza Krecika i nikt nie może zadbać o estetykę jego nagrobka. No jasne kurwa, że obrośnięty chwastem kawałek granitu nie podniesie prestiżu tego miejsca, ale to nie jest Beverly Hills! Jak nie zapłacisz abonamentu za leżakowanie w dzielnicy dla vip`ów to nawet sie nie spostrzeżesz jak na łbie zamieszka ci szesnastu sąsiadów. Denat sam sie nie wybroni, a to że ludzie zameldowani nad nim nie hałasują, nie znaczy, że mu to nie przeszkadza!
   A teraz kolejna zagadka, tym razem o podwyższonym stopniu trudności - co mają wspólnego: cmantarz, podstawówka mojej mamy i marchewka? Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba zagłębić się w czeluściach historii. Otóż historia ta wyglądała tak, że za bachora moja mamuśka miała kożelankę z którą w ramach socjalistycznego cośtamcośtam pojechały na pole wydobywać marchewki. Niestety proces spożycia dużej ilości marchewek prosto z pola spowodował zgon u wyżej wymienionej kożelanki. Historię tę słyszałem z ust mamuśki, a opowiadała ją z tak nabożną powagą, że mój śmiech słyszeli ludzie na drugim końcu cmentarza. Oczywiście - tragedia tragedią, ale śmierć od marchewki? No wyobraźcie sobie kiedy kolejne pokolenia stojąc nad waszym grobem przekazują sobie historię o tym, że przekręciłeś się jedząc marchewkę. Pod ziemię można się zapaść. Ha! To była błyskotliwa pointa!

***

PS. Pezet - Muzyka Poważna, Ewenement - Taka płyta.
PPS. Tuxedo: powiedz, że wreszcie Ci sie podobał :).



Krillin

[
Krilanek@wp.pl]

[http://www.Krillin-AM.prv.pl]