Nie całkiem poważnie
Czyli: O czymś czego nie widać
|
*** Nudzę się sobie. Przez jakiś czas
szukałem celu w pisaniu, jakiejś wyższej idei której mógłbym się chwycić
gdyby ktoś spytał mnie dlaczego właściwie to robię. Gdy jej nie znalazłem
popadłem w stagnację i mój rozwój jako writera zatrzymał się ku uciesze
ludzi którzy czytają i lubią moje teksty. Mówią "jego styl", mówią
"charakterystyczny", czasem ktoś powie "dobry, ciekawy", a mimo to takie
pisanie przejadło mi się dawno temu. Tak, wiem - banalne! "Napisz coś
innego!". Problem zaczyna się, kiedy imidż który wyrabiasz sobie nie jest
tylko jedną z wielu masek które pokazujesz w kolejnym tekście, tylko staje
się twoim sposobem na życie. Ludzie widzą w moich artach "szczerość i
bezpośredniość" pewnie tylko dlatego, że to żadna maska. Ja po prostu nie
potrafię napisać niczego innego. Gdy próbuję to podświadomie w tekście i
tak zamykam swój cynizm i zgryźliwość. Pisałem o samobójstwie kolesia z
bloku. Miało być świeżo, inaczej. Miało skłaniać do przemyśleń. A co
wyszło? Wyszło na to że nabijałem się z biedaka. Widząc tekst już
ukończony ogarnia mnie skrajna rezygnacja ale ostatecznie i tak go
wysyłam, bo tego się ode mnie oczekuje. Jak na ironię jestem jeszcze za to
chwalony.
Był jeden mój tekst w którym uparłem się, że
będzie inaczej. Już nie ważne jaki mi wyjdzie, byleby była to stylizacja
na cokolwiek a nie tylko kolejny art spod szyldu `bad mothafuka`. Heh...
Wyszła mi sinusoida - sam z sobą biłem się miedzy rozwojem a powrotem do
korzeni i z wersu na wers zmieniałem podejście. "O tym, jak zostałem
buddystą" - ostatecznie wszystko zostało po staremu, po prostu
potraktowałem to dużo łagodniej dlatego wydało się do mnie niepodobne.
Emocje - klucz do tekstu który będzie inny.
Ostatnio uświadomiłem sobie, dlaczego wciąż piszę o pierdołach. W zasadzie
chodzi o to, że mam problem z rozróżnieniem tematów ważnych i
ważnych_inaczej bo najzwyczajniej w świecie nie podchodzę do tego
emocjonalnie. No ale do czego podchodzę? Nic nie rusza mnie na tyle by o
tym napisać - kiedy pisałem o samobójstwie to pisałem to dlatego, że nigdy
wcześniej tego nie robiłem, a nie dlatego, że jakoś szczególnie mnie to
poruszyło. Ja do niczego, z sobą włącznie nie podchodzę poważnie. Jestem
skromny? Po prostu nabijam się z rozmówcy lub czuję się mocny w danej
dziedzinie. Jestem zarozumiały? Gówno wiem i zasłaniam się ironią której
rozmówca nawet nie dostrzega. Gdy ktoś przychodzi z problemem mówię, że to
nic takiego i nie rozumiem po co się fatygował. Gdy chodzi o moje problemy
to uznaję że nic nie jest aż tak ważne by tracić na to czas. Czas? Ja mam
tak dużo czasu, że nie mam co z nim zrobić! Niczego nie biorę na poważnie
i emocjonalna menopauza która bywała błogosławieństwem nagle sprawia, że
gryzę własny ogon. Matura? Jakoś to będzie! Kumpel wciąga białko? Jego
problem! Śmierć kogoś z rodziny? Shit happens! No i jak ja mam napisać o
tym co mnie rusza i napisać to inaczej niż dotychczas?
Żaden ze mnie artysta. Nie mam umiejętności
myślenia jednej rzeczy a pisania o innej. Wiecie co to jest paradoks?
Paradoks w pigułce to tekst który właśnie czytacie. Ktoś marudzi, że do
niczego nie podchodzi na serio i to go pożera, a jednocześnie jest tak
zniechęcony, że ten problem uznaje za śmieszny. Ostatecznie znów napisał o
czymś co go nie rusza. Nawet nie widzi, że utknął w martwym punkcie.
***
|
|
PS. Pezet - Muzyka Poważna |
Krillin
[Krilanek@wp.pl]
[http://www.Krillin-AM.prv.pl]