Vademecum dorastania

Czyli: o starych dzieciach i młodych dziadach...

    Na początku truizm: ludzie się starzeją. Fakt, że każdy człowieczek dochodzi kiedyś do tego prostego wniosku i tu nie trzeba być szczególnie bystrym. U każdego objawia się to inaczej: jedni mają zmarszczki, inni narzekają, jeszcze inni maja zmarszczki i narzekają. Ale właściwie to nie o zmarszczkach będzie dzisiejszy tekst. Dzisiejszy tekst da nam odpowiedź na odwieczne pytanie "Dlaczego?".
   A więc, drodzy słuchacze i słuchawki (jak mawiał mój były wychowawca - zacny chłop - pozdrawiam!), przyczyn takiej a nie innej mentalności ludzi "starszych" można doszukiwać się już w dzieciństwie. Właściwie to z pewnym rozrzewnieniem patrzę na lata mojego dzieciństwa, bo kiedy ja byłem w ich wieku... No właśnie! Zauważył może ktoś z was szaloną obsesję emerytów na punkcie tych sześciu wyrazów? "Kiedy ja byłem w ich wieku..." no właśnie jest to zwrot na swój sposób magiczny, który zaczyna się rozumieć dopiero w wieku, w którym nie wolno już spożywać  pewnych chipsów... Coś, co mnie trochę zaskakuje to to, że średnia wiekowa Action Maga oscyluje zapewne w granicach lat siedemnastu. Zaskakuje mnie to dlatego, że gdy ja rozpoczynałem, to mieściłem się idealnie w tej średniej i mimo iż się zestarzałem, to średnia pozostała ta sama. Nie wiem czy łapiecie paradoks... W każdym razie... Kiedy ja byłem w waszym wieku...  
   W którymś z ostatnich tekstów pisałem, że ocknąłem się z kilkuletniego letargu. Kontynuując ten wątek dodam, że to, że za moją ścianą mam dwie nastoletnie kobiety publiczne nie jest moją jedyną obserwacją. No bo spójrzmy na takie dzieci z hmmm... pierwszych klas podstawówki. Nie wiem jak wy, ale ja na przykład w ich wieku zaliczyłem każde boisko i każde drzewo. Tzn. grałem na każdym boisku i sikałem pod każdym drzewem. No a teraz? Teraz to ja patrzę, jak półmetrowy szkrab idzie za rączkę ze swoją młodszą koleżanką. Na domiar złego podchodzi do mnie i rzeczowym tonem pyta "Ej szefie, masz może szluga?". No i jak tu nie dostać ataku apopleksji? 
   Możecie nie rozumieć moich żalów i nie będę miał o to pretensji, ale opowiem wam coś, czego wielu z was z pewnością nie pamięta. Bo kiedy na byłem... ten, no... młody (Panie dziejku! Kiedy to było!), to patent na podryw był taki, że koleżankę goniło się z patykiem, a jak ona uciekała i głośno piszczała, znaczyło to, że odnosi z tego jednakową przyjemność. Patent z przyjemnością i piszczeniem sprawdza się zresztą po dziś dzień ;).
   Ironia zaczyna się mniej więcej w tym wieku, kiedy to dzieci pragną rzeczy zarezerwowanych dla dorosłych, a gdy już to dostają, to okazuje się, że to wcale nie to czego szukali. Parafrazując wielkiego mędrca Bruenora Battlehammera: "Myślałem, że wielki żółty pies będzie smaczny, bo tak też wyglądał. A teraz mój żołądek przeklina go przy każdym kroku". Nic dodać, nic ująć. Na stare lata zaczyna się żałować, że najlepszy okres poświęciło się na pogoń za czymś, co nie było tego warte.
   Pointa powyższego akapitu jest taka, że młodsi pragną naszych przywilejów. Chcą wchodzić w piątkowe noce  do zadymionych klubów, w których jest nudno. Chcą napić się legalnie piwa, choć nigdy po skończeniu osiemnastki nie będzie już smakować tak dobrze.. Chcą kupić sobie nowy numer "Polki - amatorki w akcji" podczas gdy to jedynie półśrodek. Nie ma sprawy, ja bardzo chętnie oddałbym wszystkie piątkowe wieczory w tym eee... tygodniu... żeby tylko po raz kolejny zagrać w strzelanego w lasku, albo w chowanego z ładnymi koleżankami w piwnicy :).
   No i w tym momencie dochodzimy do sedna. Od każdego z nas w pewnym wieku wymaga się, że "dojrzeje i będzie zachowywał się, jak na dorosłego człowieka przystało" (pozdrowienia dla mamy!). No ale dlaczego? Ja naprawdę nie rozumiem co komo przeszkadza, że ja będąc po dwudziestce mam ochotę oglądać "Atomówki"? Lepiej swoje zboczenia zakamuflować i oglądać coś bardziej dziecinnego, tyle, że obdarzonego aktorami. Klany, Na Wspólnej,  Em jak wałek, te klimaty. Hipokryzja, powiadam wam! Ani to ciekawe, ani pożyteczne, ani żadnego morału w sobie żadnego nie zawiera. A "Atomówki"? Ho ho!
   Właściwie to w życiu każdego dojrzeć możemy etapy, które niezmiennie prowadzą do starości. Nie chodzi mi tu bynajmniej o wiek, tylko o swego rodzaju mentalne usposobienie, czy sposób postrzegania niektórych spraw. Na przykład dzieciństwo to czas, w którym nie interesuje nas nic poza zabawą i nie wymaga się od nas postępowania jakbyśmy byli dorośli, tak więc bez skrępowania możemy zajmować się tym czym chcemy, a co jest uznawane za domenę typowo dziecięcą: Piaskownice, kapsle, drzewa, pojedynki na kije od miotły. Nikt nawet krzywo nie spojrzy na takiego dzieciaka. Drugi etap, czyli samo dojrzewanie osiągamy, kiedy uznajemy, że należy się odciąć od tego co dziecięce i przyjąć postawę dorosłego człowieka. Pragnienie to rodzi się z potrzeby bycia szanowanym chyba na równi z osobami dorosłymi. Etap ten jest nieco ciężki, ponieważ za dorosłych nie można nas uznać a zabawy dziecięce uważamy za niewłaściwe dla naszego wieku. Słowem - myślimy, że jesteśmy dorośli, ale nie przysługują nam przywileje dorosłych, a sami odcięliśmy się od bycia dzieckiem i uparcie staramy się starszym udowodnić naszą dorosłość poprzez bunt lub inne przejawy ekspresji (vide uskutecznianie swojej grafomanii). Ostatnim i chyba najprzyjemniejszym etapem jest dojrzałość. Dojrzałość to ten czas, kiedy mimo iż wymaga się od nas stateczności i powagi to nie ulegamy presjom. Za dojrzałych możemy się uznać gdy zrozumiemy, że bycie dorosłym nie jest tak kolorowe jak postrzegaliśmy je będąc dziećmi. Osoby na tym etapie mogą zająć się zabawami stricte dziecięcymi, nie mając z tego tytułu żadnych wyrzutów czy poczucia wstydu, jako że nie zależy im na byciu postrzeganym jako osoba spokojna, ani też nie są uzależnieni od jakichkolwiek opinii poza ich własną.  W tym etapie naszego życia możemy zbliżyć się do któregoś ekstremum - starości lub zdziecinniałości. Starość jest bardzo podobna do dojrzewania - boimy się zrobić coś, co nie jest uznawane za dostatecznie "dostojne" by mogli to wykonywać dorośli. Zdziecinniałość zaś jest wtedy, gdy za bardzo zbliżymy się do etapu dzieciństwa i np.: bawimy się lalkami w piaskownicy z młodszą siostrą i bynajmniej nie po to by JEJ sprawić przyjemność. 
   No bo kiedy ja byłem w waszym wieku... Kiedy ja byłem w waszym wieku, to zachowywałem się tak, jak zachowuję się teraz. Jedyne co przyszło mi z latami, to to, że nauczyłem się justować tekst (to mój pierwszy art, w którym stosuję tak zaawansowaną technologię, jakby ktoś nie zauważył). Niestety problem w tym, że człowiek jest człowiekowi wilkiem i próżno wyczekiwać wyrozumiałości od funkcjonariusza policji, który o drugiej nad ranem ściąga cię z czubka latarni i na nic nie zdają się tłumaczenia, że to taka dobra kryjówka. Wiek ciągle rośnie, a wraz z nim wymagania jakie stawiają ci ludzie. Nic więc dziwnego, że osobniki w wieku średnim są aż tak upierdliwe. Bądźmy wyrozumiali, nawet jeśli oni tacy nie są. W nagrodę, kiedy sami już doszczętnie stetryczejemy będziemy mogli pastwić się na kolejnym pokoleniu.
    
 
PS. Wilki - "Nie stało się nic". Dziwaczna zmiana klimatu ale wpada w ucho.


Krillin

[
Krilanek@wp.pl]

[http://www.Krillin-AM.prv.pl]