Odśrodkowy
Przezroczysta szklanka wypełniona brunatnym płynem. Jeśli chcesz, możesz wziąć kubek. Mnie tam wszystko jedno. Nieważne, czy wrzucisz do niego torebkę ze zmielonymi listkami najwyższych gałązek drzewa herbacianego czy wsypiesz trochę czarnego piasku i zalejesz wrzącą wodą. Jak dla mnie możesz nawet teraz chlać wódę albo wszamiać gorącego psa. Pamiętaj tylko, że parzącą w usta herbatę można malowniczo siorbać, grzejąc jednocześnie ręce. Okrągły kształt obejmuję zawsze obiema dłońmi czekając, aż temperatura w końcowych częściach moich górnych kończyn zacznie wzrastać. Ciepło rozchodzi się stopniowo po całym ciele a kulminacja nastąpi w momencie, gdy płyn znajdzie się w tobie. Jeśli będziesz mieć szczęście, to być może spotka cię nawet miły dreszczyk przy gwałtownej zmianie stosunku zimna i ciepła w organiźmie. Ale uwaga - jest też kruczek: rozlanie gorącego napoju może spowodować poparzenia. Dużo osób wybiera gotowce z kartonów i wszelakiej maści butelek. Nikt nie lubi się sparzyć.
Co ja robię? Czemu piszę w sposób, do jakiego z pewnością nie jesteście przyzwyczajeni i po jaką cholerę tworzę obraz, który na pewno nie raz widzieliście? Gdzie, gdzie ja teraz jestem? Zwykle stawiając pytania znamy odpowiedź, chcemy tylko zastosować zgrabną figurę retoryczną. A czego chcę ja? Dokończyć moją herbatę.
Dość nieoczekiwanie puenta wskoczyła mi w sam środek tekstu. Ale ja naprawdę już kończyłem pić. Czy mechaniczne przedłużanie tej w sumie bardzo miłej czynności ma w ogóle jakiś sens i czy nie nazwiemy już sztucznością czegoś, co w normalnych okolicznościach nigdy nie miałoby miejsca? Pewnie.
Jeśli chcesz, krzycz. Albo śpiewaj razem ze mną. Ostrzegam - zupełnie nie mam talentu. Nawet ci rytmu nie wystukam. Nie martw się jednak, zawsze możemy spróbować czegoś innego. Niektórzy mówią, że potrafię słuchać. Ciekawe, że nigdy nikomu nie przyszło do głowy, że ta umiejętność nie jest spowodowana jakimś specjalnym współczuciem dla innych czy wyjątkową empatią. Kiedyś prawdopodobnie wpadniesz na to, że słuchanie może być też powodowane strachem, lenistwem i nieśmiałością. Chociaż nie, ty się przełamałeś. Powiedziałeś „cześć”. I to wystarczy. Ciężar podtrzymywania rozmowy nie jest już po twojej stronie, przebiłeś piłeczkę. Tylko jak długo będą znajdować się ludzie chcący tę piłkę ponownie odbić?
Możesz rozlać ze mną mleko. Całe trzysta trzydzieści mililitrów na dywanie. Na szczęście nie perski, ale i tak dwie paczki chusteczek nie wystarczyły, by zażegnać kryzys. Jak to zwykle w takich wypadkach (i we Francji) bywa – samo gaszenie to za mało, trzeba jeszcze zapobiegać. Tylko co poradzić na trzęsące się ręce i uwagę, która rozproszona wędruje od jednej pary oczu do drugiej. Nieskoordynowane ruchy można i trzeba leczyć. Gdzie ja słyszałem takie słówko. Libido. Nie, za mocne. W takim razie zostają truskawki. Za słabe. Wymyślcie coś pomiędzy, panowie profesorzy poloniści.
Stapiałem w jedno każde uczucie i każdą maskę. Stapiałem tak długo, aż stały się jednością. Szukałem prawdziwego „mnie” i chyba nawet znalazłem. „Ja” było całkiem fajne - czasami zabawne, czasami poważne, dopasowujące się do niemal każdej sytuacji no i wreszcie nie grające, bez udawania i ukradkowych uśmieszków.
A potem stopy puściły i rozsypało się.
Można budować na przeświadczeniu o tym, że człowiek musi dostosować się do każdego zdarzenia; chwili, która zaistniała i zaraz odejdzie. W każdym wypadku powinniśmy w zasadzie pozostawać sobą i w tej samej zasadzie nie poddawać się żadnym wpływom. Filozofia sobie, cham sobie. Klocków czasami jest za dużo. Ot, na przykład dziś odpadło mi kilka z klatki piersiowej, wczoraj wypadły dwa z lewej nogi. Najlepsze jest to, że ciągle jest ich o wiele za dużo i ich ilość jakby nawet rosła. Wprost proporcjonalnie maleje za to siła przyciągania. Czuję, jak kolejne klocki obruszają się i coś we mnie pęka. Bęc, bęc, bęc - wypadła jakaś czerwona kulka. Potoczyła się pod biurko, nie chce mi się po nią sięgać. Podobno jest bardzo ważna, ale mnie już ważne rzeczy nie interesują. Etap przejmowania-się-za-bardzo mam juz, zdaje się, za sobą. Albo przed.
Myślałem, że to ja jestem głupi. Że za dużo sobie wyobrażam, mam zbyt wysokie mniemanie o niektórych swoich klockach (które jest niczym innym jak myślenie o tym, że się ma zaniżoną samoocenę. Bo stąd już tylko krok do pychy. Albo do wyleczenia.)
Chciałem myśleć, że to tylko ja. Przecież nie mogło pokręcić jednocześnie pół tysiąca ludzi, przecież piski, krzyki, to wszystko tylko na pokaz. Jeszcze kilka miesięcy, nie spotkamy się już nigdy. Tobie już nie złożę życzeń, zresztą sama mi nie pozwoliłaś. Nachalny, infantylny, niepoważny, niezrównoważony, głupi, idiota... poszukajmy razem konsensusu. Nie chcesz, wiem. Ale ja i tak będę szukał sam - jak zawsze.
Wolałem (rozpoczynanie kilku kolejnych akapitów czasownikiem jak najbardziej celowe i zamierzone) nie myśleć. Ale do głosu zawsze dochodziły te niepotrzebne klocki. Wyobraźcie sobie wieżę Babel. Kolejne piętra tworzyłyby poszczególne nacje, albo dla uproszczenia - kraje. Więc najpierw A - Afganistan, Algieria, Andora. Gdzieś w środku (mniej więcej) Polska, Rosja i Ukraina. Pochód zamyka Zimbabwe. A teraz pomyślcie o krajach, które budzą w was niechęć bądź obrazę. Niech reprezentują te uczucia, o których myślicie, że są najgorsze. Teraz ostrożnie wyjmijcie te kraje z wieży. Ostrożnie, ostrożnie, ost - widzicie, co zrobiliście? Zburzyliście wieżę. A taka byłą fajna.
Podobno potrzebujemy całej gamy uczuć. Od miłości po nienawiść i tej całej masy, która jest pośrodku. Ja w to nie wierzę. Wyjmując najbrzydsze i najgorsze klocki nagromadziłem tego cholerstwa tyle, że spokojnie zbudowałbym trzy pirackie statki. Jesteście sobie w stanie zwizualizować obraz, na którym znajdzie się wszystko to, czego nienawidzicie i co najchętniej wysłalibyście w kosmos? A teraz pomyślcie, co by było, gdyby ten obraz ożył.
Ja to zrobiłem.
On mówi, że jestem trudnym człowiekiem i pewnie ma rację. On mnie nie zna, nie widział mnie nigdy w realu, nie zamienił słowa przez telefon. Wie o mnie tyle, ile chcę, żeby wiedział. Przez internet bardzo łatwo zbudować wyobrażenie innych o sobie. Kilka chwil i jesteśmy aniołami miłosierdzia, kilka następnych i stajemy się największymi złośliwcami(tm), jacy kiedykolwiek chodzili po tej wirtualnej ziemi. Zresztą wy wiecie to lepiej ode mnie. Być może zainteresowałyby was zdjęcia, nagrania. Akurat żadnych nie posiadam, przykro mi. Macie tylko te parę tysięcy znaków, jakie dostarczam wam co miesiąc. Musi wystarczyć. Po prostu musi.
(Morał, jak już wspomniałem, był na początku. Tak, to zdanie o dokończeniu herbaty. Że nie wiecie, co chciałem powiedzieć? Że pisałem bzdury i o niczym? Nieprawda. Ja wiem, o czym. Gdybym napisał wprost, to by powiedzieli, że kicz i żalenie się nastolatka. Na szczęście za kilka miesięcy już nie będę nastolatkiem i będzie mi wolno. „Hulaj dusza, piekła nie ma”. A na razie cii.)
Tuxedo