O WYBRYKU CD-ACTIONA

z mojego punktu widzenia

 

Już kawał czasu nie miałem takiego stosunku do AM, jak teraz. Jeszcze pół roku wstecz, kiedy wysyłałem tutaj moje zhtmlowane teksty, oczekiwałem ich publikacji niemalże z pianą w ustach, obgryzając paznokcie i dzień w dzień zaglądając na www.actionmag.info (teraz z końcówką .NET) w nadziei, że ujrzę świeżego, jeszcze nie skomentowanego, nowego literackiego składaka Qnika, Donalda, Eddiego i Vene. Potem, dzień lub dwa później, z trzęsącymi dłońmi logowałem się na forum i - snif, snif - węszyłem wszelkich komentarzy na temat tego, co gatekeeperzy opublikowali pod moim nazwiskiem.
Dziś odczuwam rutynowe przyzwyczajenie i wyciśniętą z emocji, bezbarwną obojętność.

AM dopadła dominująca część mojej życiowej postawy, czyli apatia. Może nie uderzyła ona z pełną parą, jak to pięknie zrobiła z politycznymi przekrętami na koszt państwa, działalnością biało-czerwonych fundamentalistów, czy chociażby z opiniami na mój temat, ale skutecznie wyczyściła mnie z tych emocji, których powodem było kliknięcie załącznika "Teksty" i widok tytułu mojego tekstu z pogrubioną czcionką. Aktualnie klikając na główną pulę tekstów oczekuję tylko, że mój tekst tam będzie - pogrubiony lub nie. Byleby tylko był. A gdy go nie ma? Trudno, niech czytelnicy tracą, che, che.
Szukaniem powodów takiej postawy nie zajmowałem się długo, gdyż było nim po prostu przyzwyczajenie. Jak spotkania z nowopoznaną dziewczyną z każdym razem dostarczać będą mniejszej dawki ogarniającego pozytywnego lęku, tak dziesiąte czy dwudzieste rozpakowanie pliku AMxx.rar nie przyniesie tyle szczęścia, co za pierwszym razem. Szkoda, bo liczyłem, że to ścinające z kolan uczucie pozostanie na dłużej - co najmniej kilka lat - ale tak się nie stało. Każdy nowy AM swoim poziomem zaskakiwania nie przewyższa reakcji mojej polonistki na głośne "kurwa" (a w jej przypadku jest to wpadnięcie w amok lub palpitacja serca). Teraz zassanie nowego numeru w bibliotece lub u kuzyna, za pomocą Neostrady, stało się bardziej obowiązkiem, normą do wyrobienia - ściągnąć, przeglądnąć przy towarzyskim shrekowym kubku herbaty, przemaglować teksty tylko znanych mi writerów (nowych czytam góra do piątego zdania - jeżeli do tego czasu mnie nie zainteresuje, klikam "Wstecz"), lepsze skopiować do binarnej szuflady i to wszystko. Później, podczas szturmu nudy na moje samopoczucie, czasami wracam do tego numeru. Rzadko, ale jednak.

To go, kurwa, po prostu nie czytaj! - ktoś w duchu podsunie mi taki pomysł. Mógłbym tak zrobić, czemu nie. Istnieje jednak problem, bo AM jest magazynem, na którym debiutancko szlifowałem swoje pisarskie umiejętności, kształtowałem mój światopogląd (przy pomocy Archwiego, Doorshlaqa, Krillina, wcześniej Qnika - pozdro Wam), odważnie zabierałem głos w pewnych sprawach (nie zawsze w odpowiedni sposób). Działałem w Nim, niekiedy obrażałem, niekiedy wtórowałem i pochlebiałem, czasami również bezpiecznie milczałem. Nie przejdę teraz obok niego całkowicie obojętnie, chociaż nie zerknąwszy na niego. Nigdy nie będzie mi stuprocentowo wisiał i dyndał od pierwszego do ostatniego kilobajta. W tej chwili, rozkładając mój życiorys, będzie można zobaczyć, że AM od mojego nieco poronionego startu jako eric_wu (AM 51) zostawił u mnie trwałą mentalną zmianę, jakiej nie dokonał żaden nauczyciel czy większość moich przyjaciół. Nie dam rady wyzbyć się tego ciepłego uczucia, jakim darzę jego tatę, mimo że nie zamieniliśmy ani razu dłuższego zdania, ponieważ jego praca i zaangażowanie w tworzeniu najlepszego do tej pory binarnego czytadła na każdy, do diabła, na każdy temat, odcisnęła swoje kopytko na moim charakterze i przyszłym dziennikarskim - mam nadzieję - rzemiośle.
Krótko - czytając stale jedną gazetę/czasopismo, poglądy jej redakcji można uznać za własne. Ja w dużym stopniu robiłem to z ActionMagiem.

Właśnie dlatego, otwierając action%20mag.htm, prócz coraz bardziej pęczniejącej neutralności paradoksalnie czuć będę respekt i sentyment. A za kilka lat, kiedy ktoś się spyta, gdzie budowałem swój wodolejny warsztat, odpowiem, że właśnie stąd. I będę z tego powodu zajebiście dumny.

Nie jest to w każdym razie tekst pożegnalny. Nie zamierzam przestać floodować poczty Qnika tekstami. Chciałem tylko skromnie, w tych kilku bajtach, przedstawić mój obecny stosunek do tego wybryku CD-Actiona. I jeżeli numer 70. nie był zwiastunem początku końca (wnioskując z deficytu kącików i nieciekawej od jakiegoś czasu jakości tekstów głównych), nadal z klawiaturą pod palcami będę go budował.

 

Michał Chmielewski
eric_wu@wp.pl
http://www.sianow.kw.pl/
511969234