SUICIDE
Miał dość. Życie nie miało
dla niego żadnych wartości. Rodzina? Religia? Rodzina popieprzyła go całkowicie
w wieku siedemnastu lat. Odwrócili się od niego. Gdy miał lat dwadzieścia
wyniósł się z domu. Religia? Był ateistą. Nie wierzył w coś takiego jak Bóg. Nie
wierzył w żadnego Allacha, Buddę czy jakiego tam jeszcze wymyślili pasterza. Żył
tylko dla siebie. Do czasu...
Pierwszy raz zobaczył ją w parku. Była
jesień. Siedziała na ławce czytając jakąś książkę. Usiadł obok niej. Raz po raz
patrzył na nią ukradkiem. Uśmiechała się ciepło widząc to. Mijały niezapomniane
chwile, gdy siedząc obok niej, budziło się w nim coś, czego do tej pory nie
znał, czego się bał. Uczucia.
Uczucia rosły z każdym dniem coraz bardziej.
Wciąż chodzil na tą ławkę. A ona ciągle tam była i czytała. Po tygodniu zaczęli
ze sobą rozmawiać. Rozmawiali o pierdołach. On coś mówił, ona się śmiała. Ona
coś mówiła, on się śmiał. Tak minął kolejny tydzień. I następny. I jeszcze
jeden.
Między nimi coś się zaczęło dziać. Coś rosło. Dawało im sił, by iść
do siebie. Na ławkę.
Dwa miesiące później byli już parą. Byli ze sobą tacy
szczęśliwi. On był dla niej wszystkim. Ona dla niego także. Ciągle chodzili na
swoją ławkę, wspominając. Wszystko się skończyło. Na pasach dla pieszych. Pijany
kierowca ich nie widział. Wjechał w nich. Zatrzymał się pół kilometra dalej, bo
coś mu chaczyło pod samochodem. Jej ręka. Urwana uczepiła się czegoś obok koła.
Reszta jej była dwadzieścia metrów za pasami. On przeżył. Leżał w szpitalu w
śpiączce dwa tygodnie. Nie wiedział co się stało. Gdy się obudził, zobaczył obok
łóżka swoją rodzinę. Mieli smutne twarze. Jej nie było. Gdy o nią pytał,
uśmiechali się tylko do niego, uśmiechali się, jednak nie było w tym żadnej
radości. Po tygodniu zadzwonił do niej. Telefon nie odpowiadał. W końcu mu
powiedzieli. Nie chciał uwierzyć. Łzy zaczęły mu płynąć do oczu. Po wypisaniu ze
szpitala, wrócił do domu. Zamknął się w pokoju. Siedział tam całymi dniami. Jego
rodzina znów go olewała. Nie miał z kim porozmawiać, komu się wyżalić. Nie miał
komu zaplakać w ramię. I już nigdy nie będzie miał. Podjął decyzję. Kilka dni
później znaleźli jego ciało na ławce. Na TEJ ławce. Martwe. Podciąl sobie żyły.
ForeverAutumn
foreverautumn@gazeta.pl