|
No, nareszcie! Ktoś napisał tekst na tyle
niedorzeczny, żebym, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia, mógł wystosować
odpowiedni responsik. Mowa o tekście Pewnego Gościa z AM 70 "O
obywatelskich prawach i obowiązkach". Proszę zapiąć
pasy.
Pewien Gość: Politycy są bez wyjątku złymi ludźmi.
Nie tak złymi może, jak na przykład autor tego tekstu, ale są źli w
stopniu wystarczającym, ażeby unikali samotnych spacerów ulicami w obawie
przed linczem z rąk wdzięcznych rodaków.
Czytać: "Nigdy w życiu
nie widziałem polityka na ulicy, więc na pewno żaden z nich nie wychodzi
na dwór. Chyba że akurat jakiś borowik ma wolne, to odprowadza takiego
posła do samochodu, a potem biegnie pod jego dom, by ten bezpiecznie
dotarł z samochodu do drzwi wejściowych swojej rezydencji. W wyjątkowych
sytuacjach politycy chodzą szóstkami - trzy x para." To Cię pewnie
zadziwię pisząc, że do niedawna w moim rodzinnym mieście było trzech
posłów i jeden senator i każdego z nich dało się spotkać na ulicy. I
wyobraź sobie, że jakoś nigdy nie zaobserwowałem, żeby jakiś przechodzień
bezlitośnie kamienował któregoś z nich, a wręcz przeciwnie - niektórzy
nawet mówili im "Dzieńdobry"! Szok... A co do tego pierwszego
stwierdzenia, to kilka tygodni temu uczyłem się na logice, żeby ostrożnie
używać tego typu ("wszyscy", "bez wyjątku") kwantyfikatorów, bo - w tym
wypadku - wystarczy jeden jedyny dobry polityk i Twoja teoria bierze w
łeb. Chyba, że miałeś na myśli niemożliwość istnienia absolutnie dobrego
człowieka, co z kolei prowadzi do tego, że pierwsze zdanie Twojej
wypowiedzi powinno brzmieć "Ludzie są źli bez
wyjątku".
PG: (...) polskie prawo nie pozwala zabijać
polityków dlatego tylko, iż prawo tworzą właśnie politycy, a ci z reguły
nie chcą być zabijani; poza tym żaden istotny powód nie
istnieje.
...oprócz tego, że są ludźmi, a polskie prawo
zabrania używania nieuzasadnionej przemocy w stosunku do drugiego
człowieka... Starasz się być demagogiem, ale Ci nie
wychodzi.
PG: Politycy są chciwi, cyniczni, obłudni, mają
na względzie tylko własne dobro, zaś zwykłych obywateli w dupie. Są to
prawdy powszechnie znane i to znane od lat wielu, konkretnie zaś od tylu
lat, ile liczy sobie historia ludzkości.
Tjaa, już widzę Adama
stojącego przy ambonie, krzyczącego do Ewy "Skończyć z monopolem Boga na
stwarzanie!" Albo, z punktu widzenia miłośników ewolucji, jaskiniowca
mówiącego innym, że produkcja kół jest nieopłacalna dla gospodarki, bo
nigdy się nie przyjmie. Bo, wg Ciebie, już wtedy politycy byli "chciwi,
cyniczni, obłudni itd." A co do samej esencji tego fragmentu, to w pewnych
sektorach na pewno chcą dla siebie jak najlepiej, w końcu dbanie o własne
dobro leży w naturze każdego człowieka. A tak przy okazji, to na drugi
raz, zanim zaczniesz stawiać tego typu zarzuty, przyjrzyj się samemu
sobie, bo przejawy obłudy i cynizmu widzę chociażby w tym tekście. Aha,
nadal Ci nie wychodzi...
PG: Zmiana ta [wprowadzenie
systemu demokratycznego], przyznajmy, jest czysto kosmetyczna; w
gruncie rzeczy bowiem w stosunkach obywatel-warstwa rządząca, jako się już
rzekło, pozostało wszystko po staremu. Wciąż ci pierwsi żyją po to, by być
wykorzystywanymi przez tych drugich, a ci drudzy - by móc wykorzystywać
pierwszych.
Dobrze, więc wytłumacz mi, w jaki sposób zostałeś
wykorzystany przez jakiegoś polityka. Chyba, że nie chcesz o tym
rozmawiać...?
PG: Dawnymi czasy przeciętnemu szaremu
człowieczynie nie w głowie była polityka.
Niee no, ni cholery!
A to, że na przykład władca nakazał chłopom płacenie określonej
pańszczyzny, to ich zupełnie nie interesowało, "A co tam, czy zarobię z
tego pola 1000 jednostek pieniężnych, czy 500?! Gnojówka mnie to
obchodzi!"
PG: Politycy wykorzystywali swych
poddanych i nie musieli silić się na pozory, że robią coś dla ich dobra.
Poddani mogli zająć się swoimi sprawami, nie zjadali własnych nerwów na
sprawach ich nie dotyczących i nie musieli tracić cennego czasu na
głosowania.
I tu przyznam Ci rację, przynajmniej częściowo -
tak było kiedyś.
PG: Tym bardziej dziwi mnie, że wielu
przedstawicieli dzisiejszej młodzieży, ba! przedstawicieli tej
inteligentniejszej części młodzieży, ba! przedstawicieli elity wśród tej
inteligentniejszej części młodzieży, dochodzi do wniosku, że naszym
przodkom krzywda wielka się działa, ponieważ głosować nie mogli i że
głosowanie jest nie tylko ich świętym prawem, ale i
obowiązkiem.
No widzisz, zamiast narzekać - zdaj się na
autorytety! I pewnie, że działa się im krzywda, gdyż, głosując w
rzeczywiście demokratyczny sposób, mieliby jakiś wpływ na to, co dzieje
się w ich otoczeniu. Ja sam kiedyś na pewnym forum internetowym
wypowiedziałem kwestię, jakoby głosowanie było obowiązkiem obywateli. Po
pewnym czasie dochodzę jednak do wniosku, że się pomyliłem. Głosowanie nie
powinno być obowiązkiem, z racji tego że nie każdy ma pojęcie o polityce,
w takim razie taki, nazwijmy to, "nieobyty w polityce elektorat" mógłby
swoim głosowaniem narobić trochę szkód. W każdym razie, na pewno jest
świętym prawem, zwłaszcza jeśli ma miejsce w kraju
demokratycznym.
PG: Przede wszystkim nie wydaje mi się,
ażeby mój głos cokolwiek znaczył w tłumie innych głosów.
Możesz
się nie zgodzić, ale to właśnie przez ludzi takich jak Ty, a jest ich w
Polsce - wg analityków - ok. połowy uprawnionych do głosowania, Polacy
narzekają na polityków. Bo gdyby wykorzystać te "zmarnowane" kilkanaście
milionów głosów, być może można by wybrać naprawdę reprezentatywny skład
parlamentu i "właściwego" prezydenta.
PG: Nie oszukujmy
się - większość obywateli (zupełnie niezależnie od tego, że są przeciętni
i szarzy) to zwykłe przygłupy. Będą głosować na tego, kogo im wskażą w
telewizji bądź w gazetach. Tak więc władza należy do tego, kto ma w rękach
media, zaś głosy inteligentniejszej części społeczeństwa, w tym mój, nie
liczą się i stanowią tak zwany pic na wodę.
Pozwól, że to co
napisałeś przeanalizuję najpierw na nieco innej płaszczyźnie. Kilka
akapitów wcześniej stwierdziłeś "wielu przedstawicieli tej
inteligentniejszej części młodzieży dochodzi do wniosku, że naszym
przodkom krzywda wielka się działa, ponieważ głosować nie mogli i że
głosowanie jest nie tylko ich świętym prawem, ale i obowiązkiem", teraz
piszesz "większość obywateli to zwykłe przygłupy", a zaraz potem "głosy
inteligentniejszej części społeczeństwa, w tym mój, nie liczą się". I co?
Ano sprzeczność, mocium panie. Bo jeśli inteligentniejsza część młodzieży,
to nie przygłupy; a jeśli ci inteligenci popierają głosowanie, a Ty nie,
to... No właśnie, może sam sobie dokończ, bo trochę mi przykro tak wprost
stwierdzić, że ktoś sam nazwał się przygłupem. Oj, wymknęło mi się... A
wracając do sedna sprawy, to tak się fajnie złożyło, że akurat wczoraj
miałem odpowiedni wykład, na którym dowiedziałem się, że opinię publiczną
kształtują, owszem, media, ale oprócz nich również: - schematy
ideowe, - identyfikacje grupowe, - interesy jednostek
(gł. ekonomiczne), - opinia autorytetów, - marketing
polityczny, - i jeszcze troszkę... Także nie zrzucaj całej
winy na media.
PG: Na sarkazm (albo na szczyt cynizmu -
zależy czy mówi zwykły obywatel czy polityk) zakrawa stwierdzenie, że
czynny udział w wyborach jest dla przeciętnego oraz szarego obywatela
jedyną możliwością wypowiedzenia swojego zdania.
Z tego co
rozumiem, to negujesz jakąkolwiek możliwość wypowiedzenia zdania przez
szarego obywatela. A ja Ci powiem, że się mylisz, a nawet więcej - to nie
jedyny sposób! Weź do ręki jakikolwiek podręcznik od WoS-u (oczywiście
wydany po transformacji ustrojowej), a zapewne znajdziesz w nim choćby
podrozdział dotyczący form uczestnictwa obywateli w życiu publicznym. A
jeśli chodzi o głosowanie, to uważasz że nie ma różnicy między 100,000
głosów oddanych na jakiegoś kandydata, a 100,001? Bo ja taką różnicę
widzę.
PG: Chciałbym również zauważyć, że postawienie
krzyżyka przy wybranym nazwisku jest dość skromną formą wypowiedzi, nie
tylko jak na mój gust. Nie po to przez lata człowiek uczy się kaligrafii,
ortografii, gramatyki, stylistyki i innych dupereli, żeby na starość
stawiać na papierze krzyżyki, to się chyba rozumie samo przez
się.
Wszystko to ma na celu ułatwienie potencjalnym wyborcom
oddawania głosów, zawsze to łatwiej i szybciej postawić krzyżyk, niż
napisać esej, dlaczego ktoś głosuje na tego kandydata, a nie na innego. No
ale jeśli odbywające się co kilka lat wybory byłyby jedyną okazją do
napisania przez Ciebie czegoś sensownego, to wykonam parę telefonów i się
rozpisze referendum... :P
PG: "(...) chciałbym móc
wrzucić do urny choć jedno krótkie zdanie. Napisałbym coś w rodzaju "A
pies was j..ał!"."
Żadnych komentarzy, przypomnę Ci jedynie, że
są oni (politycy) prawnymi reprezentantami całego
społeczeństwa. |