Przedewszystkim chciałbym napisać, że
to moje pierwsze arty do AM. kiedyś czytałem kilka numerów i chciałem pisać, ale
jakoś brakło czasu no i czułem, że zbyt kiepsko piszę żeby gdzieś coś umieścić.
Dziś znowu zdobyłem nowe numery, w sumie z ciekawości czy coś się zmieniło.
Czasu mam troszkę więcej. Głębokie uczucie samokrytyki pozostało, ale
pomyślałem: ″co tam jak im się niespodoba to najwyżej mnie zlinczują″ :P. To
chyba tyle słowem wstępu. Acha czekam niecierpliwie na jakikolwiek odzew zarówno
na łamach AM jak i na skrzynce :) A teraz do rzeczy....
Byłem ostatnio ze swoją dziewczyną i
najbliższym kumplem na małej imprezie kameralnej. W pewnej chwili w pokoju była
tylko nasza trójka i pewna znajoma a zaczęliśmy rozmawiać o życiu ogólnie, o
Polsce, jaka jest teraz sytuacja.Szybko nastąpił podział. Cała trójka(znajoma,
kumpel i dziewczyna) dosyć ″agresywnie″ próbowali przekonać mnie, że lepiej
zostawić to wszystko i wyjechać za granice i tam zacząć lepsze życie. Ja sam
zostałem w opozycji ″broniąc Polski″ :)
Postaram się pokrótce przedstawić
ich i moje racje.
ONI:
- W Polsce nie ma warunków do życia a nawet
na dobry start(kasa)
- Brak Pracy(kasa, kwalifikacje)
- Kuszące propozycje
zagranicą(kasa, kwalifikacje)
- W Polsce każdy myśli tylko o sobie, nie ma
jakiejś ″mentalnej narodowej więzi″ itp. (mentalność Polaków)
JA
-
Na godziwe warunki trzeba zapracować
- Praca nie jest problemem, jeśli dobrze
poszukasz
- Atrakcyjne warunki zagranicą warto ″wykorzystać″
- Trzeba
zmieniać/wpływać na siebie i otoczenie
KONFRONTACJA:
Oczywiście zgadzam się z tym, że
żyjemy w ciężkich czasach. Trudno jest zacząć samodzielne życie nie mając nic.
Ale wyjeżdżając za granicę wcale nie będzie inaczej. Tam nie dadzą na granicy
przydziału w postaci domu, auta, dobrej pracy i pełnej lodówki tylko, dlatego że
jesteśmy z Polski i jest tu ciężko. Tam jest tak samo tylko, że może bardziej
doceniane(??=opłacalne??) są kwalifikacje. Co więcej... większość woli iść na
łatwiznę nawet nie próbując. A ja uważam, że można w Polsce żyć w miarę
normalnie. Bo przecież nie wieżę, że rodzina tak poprostu nagle się nas
wyrzeknie, bo chcemy zacząć żyć samodzielnie. Myślę, że tymbardziej będą
próbowali nam pomóc. A my nie wymagajmy odrazu luksusów. Znam bardzo dobrze
kogoś, kto chciał na początku za dużo. Dom(umeblowany),samochód itp. I wiecie,
co teraz z nim się stało? Stracił żonę, której jak się okazało, zależało tylko
na kasie. Ma z nią dziecko, które musi utrzymywać(poza alimentami wykłada
jeszcze pieniądze na jego utrzymanie) A pozatym od rano do nocy haruje po to
tylko żeby całą prawie pensją( ok 2000 PLN) opłacić raty i rachunki. A za co ma
żyć??
A co z tą pracą. Owszem polska to
teraz kraj koneksji i przekrętów. Ciężko jest znaleźć pracę. Ale jeszcze ciężej,
jeśli myślimy, że po skończonej szkole(tymbardziej studiach) praca nam się
NALEŻY, do tego dobra(dobrze płatna, miła, lekka i przyjemna) Boże ludzie czy wy
już naprawdę zapomnieliście, że do wszystkiego trzeba dojść ciężką pracą?? Zanim
sam założysz firmę i się będziesz byczył w swojej willi musisz przejść długą
drogę. Założę się, że taki właścicel firmy kurierskiej nie dostał tego w spadku
tylko sam najpierw zapier**** na rowerku(albo nawet na nogach) z paczuszkami.
Pracy trzeba SZUKAĆ, ona sama do nas nie przyjdzie i nie zniechęcać się po
pierwszysch porażkach. Ja sam skończyłem szkołę w czerwcu a dopiero od 1
października mam pracę. I to nie jakąś wspaniałą. Tyle, że starczy na utrzymanie
siebie(mieszkam z siostrą) i jakąś imprezę raz na miesiąc. Ale DOCENIAM to, co
mam. Będę pracował i w tak zwanym międzyczasie szukał czegoś lepszego, najlepiej
w kierunku, jakim się kształciłem.
Teraz kwestia coraz popularniejszych
wyjazdów z Polski ″za chlebem″. Prawdą jest, że są one atrakcyjne. Prawdą jest,
że można się tam dorobić. Prawdą jest, że można wiele zyskać(oprócz tak
oczekiwanej kasy, doświadczenie no i niepowtarzalne wspomnienia, bo mimo
wszystko wyjeżdżamy zagranicę, więc zawsze możemy coś zwiedzić i dowiedzieć się
o innej kulturze) Jednak według mnie nieprawdą jest, że wszystko zaraz
dostaniemy i będzie łatwo. Jesteśmy tam w zdecydowanej większości traktowani jak
najgorsi robotnicy. tak jak swego czasu my traktowaliśmy( i chyba dalej
traktujemy) uchodźców z 3 świata. Bo takie jest, (co jest przykre) nastawienie
polaków. Że dla kasy zrobi wszystko:
″Nie dać się zakręcić jak w zwariowanej kasie″ - Sokół,ZiP
Skład
Kolejna historia: narzeczony
mojej nauczycielki z angielskiego wyjechał do Irlandii. Pracował gdzieś tam,
niepamiętam dokładnie,(ale raczej ″posada biurowa″)Grupa zróżnicowana. 3
Polaków, 4 Irlandczyków, I chyba Anglik. Pewnego dnia przychodzi szef i
grzecznie i uprzejmie PROSI czy nie zechcieliby zostać godzinę czy dwie dłużej
przez kolejny tydzień, bo trzeba nadgonić jakiś projekt(oczywiście za dodatkowe
profity). Samo to już było zaskakujące. A reakcja grupy jeszcze bardziej.
Irlandczycy się nie zgodzili. Dlaczego? Ponieważ już mają wpojone, że pracują
tyle i tyle, pracę i godziwe zarobki mają pewną, mają swoje życie rodzinne. Taka
jest ich mentalność. Wiedzą ze nie muszą się zgodzić a i tak mają zapewnioną
przyszłość. Mają swoją godność. Brytyjczyk też miał zastrzeżenia, ale w końcu po
renegocjacji warunków się zgodził. Jedynie Polacy bez słowa powiedzieli tak.
Dlaczego? Bo nie mają żadnej już godności, bo dla kasy zrobią wszystko, bo
niestety taka jest nasza mentalność. Chcę przez to powiedzieć, że tak nie
powinno być powinniśmy to zmieniać. Bo z drugiej strony skoro nie ma dla nas
zatrudnienia to ktoś musi u nas pracować na tych stanowiskach. A któż to taki??
Obcokrajowcy. Im pracodawcy potrafią zapewnić godne i zadowalające warunki a Nam
nie?? Czy to nie jest paranoja?? A teraz tak jeszcze spekulując. Kilkadziesiąt
lat w przyszłość. Masowe wyjazdy młodych Polaków zagranicę. W kraju zostaje
tylko wymierające drugie pokolenie. W końcu polska się wyludnia i upada.
Zaczynają w nią inwestować obce mocarstwa i w najgorszym przypadku następuje IV
Rozbiór Polski...
Wiem, że przesadzam, ale czy
zauważacie, o co mi chodzi?? Nie neguje całkowicie zagranicznych wyjazdów, ale
dlaczego odrazu znowu iść na łatwiznę( i to tylko teoretycznie) Warto wyjechać
na maksymalnie rok. Dorobić trochę grosza, pozwiedzać itp., ale nic pozatym.
Przynajmniej wg. mnie.