Białe Kwiaty

Niebo zrzucało Białe Kwiaty. Śnieg przysypywał ziemię, zabierając jej oddech. Dusił ją. Była zamknięta pod białą pokrywą. Wiatr wył wśród nagich drzew.

"Pole ociekających bólem kamieni"

Zaczerpnął powietrza. Było tak zimno, że każdy wdech bolał. Spojrzał w zachmurzone niebo. Zdało mu się, że śniegu pada jeszcze więcej. Już prawie nic nie widział poprzez poruszającą się białą ścianę. Zaczą powoli iść. Cel był już niedaleko. Dwa kilometry. Zaczął wspominać. Jaki był, jaka ona była.
Kiedy ją poznał? Chyba u kumpla na imprezie... Tak. Przypomniał sobie. Zobaczył ją pierwszy raz. Nie wzbudziła w nim żadnego zainteresowania. Normalna laska. Wszyscy dobrze się bawili. Śmiali, rozmawiali. Pili. On nie. Nie chciał, nie miał ochoty. Myślał. Miał swoje problemy, z którymi nie mógł sobie poradzić. Odszedł na bok. Wziął ze soba piwo, usiadł w kącie zdala od wszystkich i myślał. Układał wszystko to, co miał niepoukładane w głowie. Ona go zobaczyła, siedzącego samotnie w kącie i patrzącego się w pustkę. Podeszła i spytała:
- Co jest?
- Nic.
- Czemu się nie bawisz z nami?
- Myślę.
- O czym?
- O niczym.
Widziała że rozmowa nie ma sensu, więc odeszła. Co jakiś czas jednak spoglądała na niego.
Dwa tygodnie później spotkali się w knajpie. On jak zwykle mało mówił. Ona mówiła dużo. Jednak słuchało się jej przyjemnie. Była cholernie inteligentna. Tacy ludzie jak ona zawsze go przyciągali. Chciał być blisko nich. Sam nie był zbyt mądry. Może dlatego oboje szybko się zaprzyjaźnili? Ona inteligentna, on przeciętny w mądrości.
Spotykali się coraz częściej. Najpierw raz na dwa tygodnie, potem co tydzień. Nigdy nie mógł się doczekać, kiedy ją spotka. Kiedy porozmawiają. Kiedy będą razem szli przez park. Kiedy będą się razem śmiać... Miesiąc później spotykali się codziennie. On przyjeżdżał do niej codziennie. Nawet jak ona chciała przyjechać, to wpierw jechał po nią. Dużo rozmawiali. Cieszyli się. Pewnego zimowego dnia, postanowili pojechać do Zakopanego. Razem. Wsiedli w autokar i wyjechali. Zaraz za miastem był wypadek. Autokar miał niesprawne hamulce. Nie zdążył się zatrzymać przed przejazdem kolejowym.
Pociąg wlókł autokar przez pięćdziesiąt metrów, nim się zatrzymał.

On leżał w śpiączce miesiąc. Utracił świadomość. Jednak pod jego zamkniętymi powiekami ciągle widniał JEJ obraz. Nie wiedział co się stało. Nie mógł wiedzieć. Gdy się wybudził, nie wiedział gdzie się znajduje. Jakaś pielęgniarka podbiegła do niego. Za chwilę przybiegł ordynator. Wszyscy mówili naraz. Pielęgniarka wybiegła i zadzwonila po jego rodziców. Pół godziny później Matka, ojciec i bracia byli w szpitalu. Uściskali syna ze łzami w oczach. Zaczęli rozmawiać. Wtem dotarło coś do niego. JEJ nie było. Spytał gdzie ona jest. Starzy powiedzieli mu, że jak wyjdzie ze szpitala to pojada do niej.
Tydzień później został wypisany ze szpitala. Był bardzo słaby. Rodzice prowadzali go wszędzie. Nie mógł iść sam. Bali się o niego. On chciał do niej. Wtedy mu powiedzieli.
Podczas gdy on był w śpiączce, lekarze walczyli o jej życie. Po dwudniowej męce odeszła. Zmarła we śnie. Kierowca niesprawnego autokaru cieszy się wolnością, choć zginęło troje młodych ludzi.
Gdy to usłyszał załamał się. Ona była całym jego życiem. Przestał spotykać się z kumplami, mało mówił. Zaczął pić. Nieraz policja przywoziła go do domu, bo sam nie mógł iść. Popadł w konflikt z rodziną. Gdy za oknem było coraz więcej śniegu, on pił coraz więcej. W domu pokazywał się żadko. Zaczął ćpać. Starzy nie dawali sobie z nim rady. Nie wiedzieli jak mu pomuc.

"Prywatne tragedie tysięcy rodzin"

W końcu postanowił pójść na jej grób. Porozmawiać z nią, z samym sobą. Zaczerpnął powietrza. Było tak zimno, że każdy wdech bolał. Spojrzał w zachmurzone niebo. Zdało mu się, że śniegu pada jeszcze więcej. Już prawie nic nie widział poprzez poruszającą się białą ścianę. Zaczą powoli iść. Cel był już niedaleko. Dwa kilometry. Zaczął wspominać. Jaki był, jaka ona była. Szedł dalej. Wiatr wył wokół, szarpał włosy. Bombardował białymi igłami. Jeszcze kilometr. Łzy spływały z jego oczu, zamarzając prawie od razu.

"Słucham, słyszę jakiś płacz...
To ja...
Nie, to ona
Jakaś kobieta w czerni"


Doszedł. Uklęknął przy nagrobku. Spojrzał na krzyż, na tabliczkę upamiętniającą zmarłą. Nie mogąc powstrzymać łez, upadł na nagrobek i zaczął płakać.

"Poleże chwilę z Tobą, aż wszyscy pójdą,
Wiesz jak umiem osuszać łzy..."


Leżał. Na cmentarzu wciąż chodzili ludzie. Odwiedzali swoich bliskich. Nik nie zwracał na niego uwagi. Może dlatego że śnieg przykrył go już prawie całkowicie? I zamarzł.


ForeverAutumn
foreverautumn@gazeta.pl