| Kolejny chory tekst (c) by Pewien Gość | Reklamacji nie uwzględniamy |
Czy istnieje jakiś przepis zabraniający rozpoczynania polemiki od kilku słów o tym, w jakim celu polemiki są w ogóle tworzone? Nie znam takiego przepisu, a zatem: po co tworzy się polemiki? Jędrzej IV Śniady (właśnie mi zaświtało, że jest to chyba ksywa na cześć pewnego popularnego polityka) utrzymuje, iż... zresztą co ja będę powtarzał głupoty, niech Śniady Jędrzej sam to powie:
"Polemiki pisze się dlatego, że się nie zgadzamy, a nie dlatego, że mamy ochotę na napisanie polemiki"
Gdyby twierdzenie to było (nie daj Boże) prawdą, wówczas niżej podpisany osobnik byłby niewątpliwie najbardziej zapracowanym człowiekiem na globie. Zważywszy na to, że nie zgadza się on z bardzo wieloma rzeczami, jego powszedni dzień musiałby być bardzo szczelnie wypełniony masową produkcją polemik do tych wszystkich rzeczy. Nie jeść, nie pić, nie spać, nie pisać programów, nie oglądać tanich pornoli, tylko pisać polemiki do tego wszystkiego, co poglądom mym nie odpowiada - oto czego żądałby ode mnie nasz opalony monarcha. Aż mi się przykro zrobiło, że po tych wszystkich moich zasługach dla ludzkości mam zostać polemicznym wołem roboczym. Nic to jednak, widać taki mi już los zapisany w niebiesiech. Zacznijmy zatem czym prędzej, żebym miał już pierwszą z nieskończenie długiej serii polemik z głowy.
*
Pierwszym zarzutem, stawianym biednemu PG (nie dość, że się chłopak zapisze na śmierć, to jeszcze go o insze przewinienia chcą oskarżyć - cholerny świat!) jest to, iż z tekstu, z którym PG ośmielił się polemizować (przypomnę, że idzie o Ludwika Stommy narzekania na wycinkę przydrożnych drzew) nikczemnik jeden wybrał sobie tylko takie fragmenty, które mu do tej polemiki pasowały. Śpieszę wyjaśnić, że oczywiście i jak najbardziej mogłem wybrać również i te dużo mniej pasujące, a także te całkowicie nijak się do moich zamiarów mające. Mogłem nawet wybrać takie fragmenty, że sam siebie skompromitowałbym tylko taką polemiką. Dewiacja seksualna objawiająca się żądzą doznawania upokorzeń, jak to się zwało...? Aaa, masochizm. Nie jestem masochistą, panie Jędrzeju :-P.
Teraz przejdźmy do właściwych argumentów. Pierwszy i zarazem koronny brzmi (jest to właściwie tzw. pytanie retoryczne - środek stylistyczny stosowany po to, by tekst brzmiał wznioślej, niekoniecznie mądrzej, a także tzw. ironia, stosowana wtedy, kiedy autorowi wydaje się, że jego tekst jednak zabrzmiał mądrzej): "o ile to mniej będzie ofiar śmiertelnych jeśli osoby po ataku serca za kółkiem (...), z niesprawnym układem kierowniczym (...), czy ratujące zwierzęta, zjeżdżając z drogi (...) zamiast wjeżdżać w drzewa wjadą sobie w pole?". No właśnie, o ile?
Liczby, statystyki... Uwielbiam je. Przedstawienie za pomocą liczb miłości, szczęścia, głupoty nawet, nie przedstawiałoby dla mnie wielkiej trudności (choć to ostatnie może...). Jednak gdy przychodzi do takiego równania matematycznego (właściwie to nierówności) - co jest większe, pięć żyć ludzkich czy milion zasranych przydrożnych cienistych cyprysów? - w takich przypadkach moje IQ mnie niestety zawodzi, a piętnaście lat wkuwania matmy idzie w las (bynajmniej nie cyprysowy). Nie rozwiążę tego zadania. Będzie się mógł tym razem pysznić pan Jędrzej Czwarty, który uczynił założenie, że potencjalna liczba uratowanych kierowców mniejsza jest od błędu statystycznego, a więc można przyjąć, że wynosi zero.
Drugi koronny argument daje sam Stomma (arcypodły PG - niechaj bogowie mu wybaczą, bo ludzie to już na pewno nie - argument ten oczywiście w swej podłości ominął). "Skoro w Śniardwach topi się iluś tam ludzi, to zamiast skłaniać do ostrożności, należałoby wypompować jezioro do Bałtyku". I tak dalej, i tak dalej - niech wystarczy, że się pan Ludwik pomysłowością swą na łamach "Polityki" wykazał, tutaj go zanadto cytować nie będziemy. Otóż chciałbym zauważyć, iż o ile jeziora i insze kałuże służą głównie do pływania, topienia się, łowienia ryb i tym podobnych czynności (a więc ewentualne wypompowanie gwałtownie obniżyłoby ich przydatność), to drogi służą głównie do jeżdżenia bądź chodzenia (które to czynności można wykonywać zarówno przed ścięciem drzew, jak i po ścięciu). Żal za dupę czasami ściska, że taka solidna (swoją drogą) firma jak Stomma kompromituje się używaniem takich, pardon, argumentów.
Europa chroni drzewa, więc i Polska powinna chronić drzewa - tak można by streścić kolejny dogmat, którym podpiera się Jędrzej Czwarty, co za dużo korzystał z solarium. I brzmi on nieźle, naprawdę. A jak Europa zacznie się modlić do Księżycowej Marchewki, to Polacy też...? Tyle powiem o sensowności argumentu nr 3.
Ponoć ci, co jeżdżą 200 kilometrów na godzinę, głupsi są od drzew, na których się rozwalają. Tak twierdzi pan Jędrzej i trudno jest mi się nie zgodzić z takim twierdzeniem. Z mojej skromnej wiedzy wynika wszelakoż, że aby rozbić autko ze skutkiem śmiertelnym (nie tylko dla autka), w zupełności wystarczy 60 km/h. Znasz kogoś, kto nigdy w życiu nie jechał szybciej?
Następnie jestem oskarżony (nazbierało mi się już na trzy dożywocia i co najmniej osiem lat robót publicznych, nie licząc zwykłego potępienia społecznego i klątwy papieskiej) o to, iż tekstu swego nie dałem szansy Ludwikowi Stommie przeczytać. Zaprawdę, sam nad tym boleję głęboko. Pomyślałem sobie jednak: jakże to tak - on wielki pismak, ja marny robaczek, nie będę mu czterech liter zawracał jakimiś marnymi polemikami (do jeszcze marniejszych felietonów :-P). A nuż znajdzie się jakiś życzliwy człeczyna, co linka do stron actionmagowych panu Stommie podrzuci. Alem dzięki Śniademu błąd swój zrozumiał, w piersim się uderzył i ślubuję uroczyście - dziś jeszcze telefon osobiście do tego pana wykonam i rzucę w słuchawkę od niechcenia: "Panie Stomma, tutaj Pe Gie z A Em, polemikę do pańskiego tekstu popełniłem, zripostuj pan jeśli łaska". Nie wątpię, że zripostuje.
Następnym argumentem Jędrzeja jest... podpis? No cóż, tekst się skończył. Szkoda. Skrobnę zatem jeszcze parę słów od siebie. Lubię przyrodę, lubię roślinki. Lubię mieć dżunglę w pokoju. Mam zajebistą paprotkę, która pędami pakuje mi się prosto w oko, ilekroć siądę na moim ulubionym fotelu (między innymi w celu czytania tekstów Stommy). Mam taką roślinkę, co zawsze oplątuje się wokół wszystkiego, co akurat znajdzie się w pobliżu. Mam takie cuś, co jak upuści liścia, to słychać huk w całym domu. I jeszcze wiele innych botanicznych atrakcji. A przy domu rosną sobie drzewka, niektóre notabene o jakiś metr od pobliskiej drogi. I to wszystko jest jak najbardziej OK. Ale nie jest OK chodzenie na pogrzeby kolegów, którzy rozwalili się o drzewo. Nie jest OK, kiedy jednego dnia rozmawiasz z takim kolegą, a drugiego dnia kolega jest już na innym świecie. Zastanawiasz sie wtedy, czy ta śmierć była zapisana w gwiazdach, czy też może by do niej nie doszło, gdyby nie ten kawałek spróchniałego pnia. A w astrologię nie wierzysz.
Pewien Gość
zlosliwiec@epf.pl
PS.: Tak mi się przypomniało - pozdrawiam Drzewo ;-). Ten tekst nie jest żadną aluzją do Drzewa. Drzewo, nie pij tyle następnym razem :-P.
PS. 2: Kościół Księżycowej Marchewki istnieje naprawdę.
3.11.2005