Miłość...

 

    Dzisiaj, całkiem niespodziewanie, znowu dopadła mnie nieodparta chęć napisania jakiegoś tekstu. Tyle tylko, że zawsze, kiedy pisać zaczynam, to w sumie  nie wiem o czym będę pisał. A dziś o dziwo jest inaczej. Głęboko zamyślony poczułem, że coś mnie dręczy. Zauważyłem także, że dręczy mnie to „coś” od samego rana. Na początku nie wiedziałem co to jest, i dlaczego dopadło właśnie mnie, ale zastanowiłem się chwilkę, i nad moją głową zapaliła się żaróweczka. A mowa tu, moi mili, o uczuciu zwanym miłością. Zdaję sobie z tego sprawę, że duża część z was opluła właśnie swój monitor, krztusząc się ze śmiechu. Juman - osobnik płci męskiej, w dodatku ubóstwiający takie kapele jak Gorgoroth czy Katatonia, a pisze o takich bzdurach jak miłość. Wiem, wiem! Może moja osobowość nie pasuje do jakiegoś tam Antonia czy Alvara z portugalskich serialów. Romantyczny i czuły może na co dzień to ja nie jestem, ale każdy ma swoje dwie strony. A tak się składa, że ja tą drugą ujawniam tylko w odpowiednich sytuacjach ;-). Już wy wiecie w jakich, małe zboczki! Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie piszę tego tekstu, bo się zakochałem. Nie! Piszę go właśnie przez swoją samotność. W tym momencie ta samotność mi sprzyja, dzięki niej mogę obiektywniej spojrzeć na to coś, zwane miłością.

    Skończmy jednak to pieprzenie o niczym, i zajmijmy się samym pojęciem miłości. Zupełnie inaczej mówimy o niej, kiedy kogoś kochamy, a inaczej gdy jesteśmy sami (tak jak np. ja). Miłość jest uczuciem przepięknym. Jeżeli jest dostatecznie silna u obojga będących ze sobą ludzi, może być fundamentem związku na całe życie. Podejrzewam, że w takim związku, miłość nie słabnie nawet na minutkę. Piszę „podejrzewam”, ponieważ mam dopiero szesnaście wiosenek za sobą, więc prawdziwego, kilkuletniego i doś trwałego związku jeszcze za sobą nie mam. Aczkolwiek zamierzam taki stan rzeczy oczywiście zmienić :-). O czym to ja pisałem... aha, miłość. Więc, miłość uważam za coś... bardzo ważnego w życiu. Bez niej wszystko byłoby po prostu „ułomne” i bezsensowne. Szczerze mówiąc, to wolałbym nie istnieć, niż żyć w świecie, w którym nie byłoby miejsca dla miłości. Takie życie jest dla mnie wręcz niewyobrażalne. Na samą myśl o czymś takim, najchętniej bym się pociął.

    Zrobiło się trochę smutno, ale nie ma co się śmiać. Wizja świata bez miłości, jest gorsza, niż wizja końca świata. Tak więc, jeżeli ma zabraknąć miłości, to już lepiej zsyłajcie cały ten armageddon, i niech wszystko, krótko mówiąc, chuj strzeli!!! Na szczęście miłość istnieje, i możemy kontynuować ten wątek, bo trochę zeszliśmy z tematu. Pojęcie miłości można określić pewnym stwierdzeniem. Nie wiem, czy ja sam je sobie ułożyłem, czy może je gdzieś słyszałem, nie pamiętam. W każdym bądź razie, chodzi o to, że w naszym życiu miłość jest albo najpiękniejszym skarbem, albo najplugawszym przekleństwem. Dlaczego ten drugi przypadek jest aż tak drastycznie nazwany? Hmmm... nie raz spotkałem się z sytuacją (choćby w filmie opartym na faktach), w której mężczyzna bardzo mocno kochał kobietę. Żadna inna się dla niego nie liczyła. Jednak chłopina miał pecha, bo kobitka nie odwzajemniała jego uczucia. On jednak nie bardzo chciał się z tym faktem pogodzić. To popychało go do najgorszych czynów. Mordował jej partnerów, a gdy zrozumiał, że jej nie zdobędzie, zamordował również ją.

    Jest to może jakiś sadystyczny przykład, ale na pewno nie jest przeze mnie wymyślony. Takie rzeczy się zdarzają! Przykład ten mówi o miłości dostatecznie silnej, by przerodzić się w obsesję. Człowiek zakochany może stać się psychopatą. To jest właśnie fenomen miłości – potrafi zmienić człowieka nie do poznania. Zmienić na lepsze, lub na gorsze.

    Trochę źle zrobiłem, bo najpierw napisałem o tych ciemniejszych stronach miłości. Ale mam szczęście, bo akurat ten błąd da się naprawić! Zajmijmy się teraz tą dobrą stroną uczucia, poniekąd najważniejszego (cały czas mowa o miłości). Jeżeli kogoś kochamy, i jesteśmy jednocześnie przez tę osobę kochani to w gruncie rzeczy nic już nam do życia nie potrzeba. Może miłość nie jest jakimś niespotykanym zjawiskiem w naszej społeczności, ale każda z osobna, jest w pewien sposób wyjątkowa. Wokoło pełno jest ludzi zakochanych, lecz jeżeli z kimś jesteśmy, to dla nas najważniejsza jest właśnie nasza miłość. Trzeba od razu zastrzec, że nie jest to postawa w żaden sposób egoistyczna. To, że oprócz wybranki naszego serca nie widzimy nikogo innego, świadczy tylko i wyłącznie o naszym oddaniu. Na początku zaznaczyłem, że w momencie pisania tego tekstu, jestem w stanie wolnym. Przyznam się bez bicia, nie jest mi z tym dobrze. Przez większą część tekstu pieprzę o tym, jaka to miłość jest cudowna, podczas gdy jestem (co tu ukrywać) samotny. Można mięć znajomych, można mieć najlepszego przyjaciela (pozdro Misiek), ale nic nie zastąpi nam tej jedynej osoby. Osoby, która jest tą jedyną i najważniejszą. Oprócz niej nie liczy się nic ani nikt. I to jest właśnie miłość, uczucie, które sprawia, że wszystko widzimy w różowych barwach (osobiście twierdzę, że róż jest do dupy – czarny rządzi). I to byłby koniec mojego bezsensownego pieprzenia, dzięki z uwagę!

 

Juman

Darkness-Juman@o2.pl

 

P.S. – Wszelkie polemiki i opinie słać oczywiście na podany adres e-mail’owy.

P.S. 2 – Tekst, o dziwo został utrzymany  w pozytywnym nastroju. Nie mogłem przez pewien czas w to uwierzyć, bo podczas pisania słuchałem Katatonii. A słuchanie Katatonii wiąże się z dużym ryzykiem (he he - wtajemniczenie wiedzą o co chodzi ;-)

P.S. 3 – Prawie zapomniałem:

 

):-{ AVE BLACK METAL }-:(