Moje przemyślenia na temat religii.
Rozmyślania należy zacząć od punktu podparcia. Musi to być myśl początkowa, której będziemy się trzymać. Jednak jak udowodnić jakieś twierdzenie, nie mogąc podeprzeć się innym? Staram się zbudować podstawę mojego myślenia religijnego od podstaw, dlatego początek musi być wiarygodny. Z początku wyniknie reszta, jeśli będzie błędny to dalsze rozmyślania nie mają sensu, wnioski wywodzące się z błędnej tezy będą również złe. Myśl ta musi być więc niepodważalna, musi udowadniać sama siebie. Brzmi to dziwnie, ale przecież nie mogę udowodnić jej innymi myślami, bo prawdziwość każdej z nich mogłaby być osobno poddana wątpliwościom.
Przez pojęcie Bóg będę rozumiał tu coś lub kogoś, istotę potężniejszą od nas, o której chcemy dowiedzieć się czegoś, co pozwoli nam uzyskać odpowiedzi na dowolne pytania.
Bóg jest sprawiedliwy.
Dlaczego Bóg musi być sprawiedliwy?
Oczekujemy po religii, że da nam odpowiedź na jakieś pytania. Nie ma tu znaczenia konkretna ich treść, czy treść odpowiedzi na nie. Faktem jest natomiast, że przez poznanie Boga chcielibyśmy zrozumieć coś, czego do tej pory nie rozumiemy. To naturalna cecha poznania – odkryć coś, czego do tej pory nie odkryliśmy.
Do wyboru mamy dwie możliwości. Bóg jest zawsze sprawiedliwy. Bóg nie jest sprawiedliwy. Jak udowodnić, że prawdziwa jest ta pierwsza?
Można to zrobić przez wyeliminowanie drugiej. Jeśli Bóg nie jest zawsze sprawiedliwy, to pozycja nasza, człowieka szukającego odpowiedzi i wskazówek, jest z góry stracona. Jaki sens miałoby poznanie odpowiedzi na najbardziej dręczące nas pytanie, jeśli kaprysem wyższej siły odpowiedź ta przestałaby być prawdziwa? Żadnego. Rozważanie takiej sytuacji nie miałoby sensu, bo w takim przypadku całe nasze życie, szukanie prawdy, byłoby zależne od kaprysu Boga czy naszego szczęścia, na które nie mamy wpływu. Po co starać się żyć lepiej, jeśli w jednej chwili słowo „lepiej” odwraca swoje znaczenie? W takim układzie nie ma sensu szukać jakichkolwiek odpowiedzi (przynajmniej sensu, który człowiek jest w stanie zrozumieć), więc układ taki odrzucam (jeśli okazałby się prawdziwy, to, że teraz szukasz jakichś odpowiedzi nie ma żadnego znaczenia, możesz to robić, ale po co?). Jeżeli Bóg nie był by sprawiedliwy, to żadna ogólna zasada nie ma dla nas wartości.
Na niekorzyść teorii drugiej mamy już argument. Przytoczę teraz następny, ale na korzyść teorii pierwszej.
To, że żyjemy na Ziemi ma takie znaczenie, że postrzegamy wszystko według praw rządzących nami tutaj. Nie mamy na to wpływu, jesteśmy na nie skazani. Ziemskie prawa, czy też nasze ich postrzeganie, charakteryzują się pewną prawidłowością. Zastosuje tu ludzkie, łatwe do zrozumienia nazwy pojęć, ponieważ one łatwiej przemówią do wyobraźni.
Mamy ład i chaos. Światło i ciemność. Głos i ciszę. Ból i przyjemność. Radość i smutek. Piękno i brzydotę. Wszystko, co jest, ma też swoje przeciwieństwo. Stworzone jest więc z pewną prawidłowością, nieprzypadkowo, sprawiedliwie.
Można zapytać, gdzie ta sprawiedliwość na tym świecie?
Jeden człowiek cierpi, drugi żyje w szczęściu. Pozornie wydaje się nam, że ten pierwszy jest niesprawiedliwie doświadczony w porównaniu do drugiego. Tak podpowiadają nam ludzkie instynkty. Ale możliwe, że ludzki umysł nie jest w stanie pojąć zamiarów Boga. W takiej sytuacji nie możemy jednoznacznie stwierdzić, co jest dobre, a co złe. Być może np. status materialny nie ma najmniejszego wpływu na to, czy odnajdziemy Boga. Pytanie to staje się jednym z tych, na które odpowiedzi szukamy właśnie szukając jednocześnie Stwórcy.
Bóg jest sprawiedliwy.
Religia to tylko zbiór zasad, wskazówek, historii i opowiadań, mających pomóc nam w odnalezieniu tej wyższej siły.
Na świecie jest wiele religii. Czy masz wpływ na to, czy urodzisz się w kraju katolickim, czy takim, gdzie dominuje Islam? Nikt nie ma najmniejszego wpływu na tą decyzję. W tym kontekście chodzi mi o to, w jakim miejscu na ziemi znajdzie się czyjaś świadomość. Innym określeniem może być - dusza. Często myślimy, „Co by było gdybym był...”. Mamy wtedy zazwyczaj na myśli to, że będziemy w innym ciele, ale nasz umysł, postrzeganie świata pozostanie to samo.
Jeśli więc to, do jakiego „ciała na Ziemi” trafimy jest sprawą przypadku, bądź Bożą decyzją, a Bóg jest sprawiedliwy, to każdy z ludzi na świecie musi mieć równe szanse na wykonanie tego, czego oczekuje po nas Bóg. Jeśli któraś z religii świata miałaby wyłączną rację, sprawiedliwości tej by nie było. Logicznym jest, że dziecko wychowane w rodzinie katolickiej w inny sposób będzie szukać Boga niż dziecko muzułmańskie. A przecież szanse miały być równe.
Wniosek. Każda religia świata ma rację, bądź żadna jej nie ma. Zasadnicze różnice między wyznaniami właściwie odrzucają pierwszą możliwość, ale nie do końca. Można podejrzewać, że istnieje „część wspólna”, która teoretycznie może być prawdziwa. Jednak wcale nie musi.
Zatem żadna z religii Świata nie ma stuprocentowej racji.
Co więc mamy robić w tej sytuacji? Kogo słuchać? Moim zdaniem tym „kimś” powinno być ludzkie sumienie. Jest ono z nami od początku życia, mniej lub bardziej rozwinięte. Co ważne, jest u każdego. Uważam, że jeśli nie potrafimy zaufać własnemu sumieniu, to nie możemy zaufać nikomu. Sumienie, czyli nasza wrodzona i częściowo wyuczona przez doświadczenia zdolność rozróżniania dobra od zła, powinno być naszym zbiorem zasad duchowych, których przestrzegamy. Oczywiście większość rad, które daje nam religia chrześcijańska (a niestety tylko tej zasady znam) są dobre a ich stosowanie na pewno nie zaszkodzi (bycie dobrym dla innych, współczucie w cierpieniu i tym podobne).
Jak odnaleźć Boga? W jakiejkolwiek byłby On postaci? Wyobrażenia Jezusa, Jahwe, Allacha to tylko wymyślone ludzkie portrety, pomagające skoncentrować się nam na potężniejszej Istocie, której istnienie wierzący człowiek często w jakiś sposób wyczuwa.
Jeśli nie wiemy, które założenia znanych nam religii są prawdziwe, nie możemy się jednoznacznie kierować żadnym z nich. We współczesnych religiach można znaleźć cechy wspólne, pamiętajmy jednak, że do rozmyślań należy też włączyć religie istniejące kiedyś, kilka tysięcy lat temu. Ludzie przecież wtedy też żyli, umierali i, zakładając równość szans, byli poddani takiej samej Ziemskiej próbie jak my teraz. A to drastycznie zawęża liczbę punktów wspólnych.
Bardzo utrudnia nam to całą sprawę, jeśli można to tak nazwać, ponieważ tracimy możliwość korzystania z wniosków i przemyśleń setek pokoleń. Jednak jest w tym też prawidłowość. Przecież dojście do wiedzy kosztowałoby ludzi żyjących wcześniej znacznie więcej wysiłku, niż tych, żyjących później, którzy mieliby wszystko niejako „podane na tacy” przez przodków. Sprawiedliwość ponownie byłaby stracona..
Doszedłem do sedna przemyśleń. Brzmi ono tak, że Boga musimy odnaleźć sami. Według mnie zadanie odnalezienia odpowiedzi na trapiące nas pytania spoczywa na barkach każdego z nas, każdego z osobna. Nie możemy liczyć na niczyją pomoc. Pamiętajmy, że każdy wykonuje teraz to samo zadanie, a pomoc jednej osoby drugiej osobie zaburzyłaby zasadę równowagi i sprawiedliwości, możliwe więc że jest po prostu niewykonalna i niemożliwa do udzielenia – nikt nie ułatwi nam odnalezienia Boga.
Co jest celem życia? Czy jest nim osiągnięcie doskonałości? Raczej nie, a jeśli trop jest słuszny lepszym byłoby tu określenie „zbliżenie się do doskonałości”. Bóg jest istotą doskonałą. Jeśli stalibyśmy się tacy sami, nie byłoby dla nas Boga, sami byśmy nim byli. Odbiegając nieco od klimatu filozofii, takie założenie pasowałoby do ogólnej zasady rządzącej wszechświatem. Można zbliżyć się do prędkości światła, ale nigdy uzyskać. Można zbliżyć się do doskonałości, ale nigdy uzyskać.
A może celem naszego życia jest właśnie stanie się równym Bogu?
Cieszyłbym się, gdyby ktoś wytknął w moim rozumowaniu błąd. Proszę pisać – minmz@o2.pl.