#36
 
strona
27

| Wieści olimpijskie

29.11.Turyn
W Turynie oficjalnie zaprezentowano odnowiony Stadio Comunale, który podczas przyszłorocznych zimowych igrzysk olimpijskich będzie areną ceremonii otwarcia i zamknięcia zawodów. Obiekt przemianowano na Stadio Olimpico. Koszty rekonstrukcji wyniosły około 30 milionów euro i objęły między innymi zadaszenie wszystkich trybun oraz podziemny parking, Ceremonię otwarcia będzie na nim mogło podziwiać 35 tysięcy widzów. W przeszłości ten wybudowany w 1933 roku obiekt nosił imię faszystowskiego dyktatora Włoch Benito Mussoliniego. "To kwestia dumy, ponieważ wiemy, że podczas ceremonii otwarcia obiekt będą obserwować dwa miliardy ludzi" - powiedział podczas prezentacji stadionu szef komitetu organizacyjnego igrzysk Valentino Castellani. Po olimpiadzie stadion będzie ponownie areną zawodów piłkarskich. Na czas przebudowy Stadio Delle Alpi mecze będą tam rozgrywać zawodnicy Juventusu i Torino.

29.11.Warszawa
Jednego zawodnika będzie mogła wysłać Polska na zimowe igrzyska olimpijskie w Turynie w short tracku. Zawodniczka jest pierwsza na liście rezerwowych - poinformował PAP sekretarz generalny Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Andrzej Stańczak. "Listy olimpijczyków sporządziła Międzynarodowa Unia Łyżwiarska na podstawie wyników w zawodach Pucharu Świata w Bormio i Hadze - powiedział Stańczak. - Jedno miejsce otrzymała Polska w konkurencjach męskich." Polska łyżwiarka jest pierwsza na listach rezerwowych. "Należy jednak wątpić, żeby jakaś federacja zrezygnowała z wysłania swego reprezentanta - dodał Stańczak. - Gdyby nominacje były imienne, a nie dla kraju, można byłoby ewentualnie liczyć na tzw. wypadek losowy." Polska pod koniec stycznia 2006 roku zorganizuje w Krynicy mistrzostwa Europy w short tracku

29.11.Rzym
Włoszka Isolde Kostner, wicemistrzyni olimpijska z Salt Lake City (2002) w zjeździe poinformowała w wywiadzie udzielonym dziennikowi "La Repubblica", że po igrzyskach w Turynie zakończy sportową karierę. Trzy lata temu wywalczyła swój drugi olimpijski medal w zjeździe. W 1994 roku w Lillehammer zajęła trzecie miejsce. "Nadal kocham narciarstwo, ale mam już 30 lat i przyszedł czas na zmiany. Chcę mieć dzieci. Teraz najważniejsza będzie dla mnie rodzina" - stwierdziła Kostner.

Pierwsza Afrykanka w ZIO...?
Na równinach Flandrii wznosi się sztuczny stok, na którym trenuje Sarah Ben Mansour, marokańska nadzieja olimpijska w sportach zimowych. Urodzona w Belgii Marokanka chciałaby w lutym reprezentować swoją afrykańską ojczyznę w igrzyskach olimpijskich w Turynie. Jeśli jej się to uda będzie pierwszą w dziejach zimowych olimpiad Afrykanką, startującą w alpejskich konkurencjach. Na razie, zamiast alpejskich stoków, musi jej wystarczyć 10- sekundowy zjazd, ostre hamowanie i ponowne podejście pod 100- metrowe, sztuczne wzniesienie. 18-letnia Sarah może tylko marzyć o treningu na prawdziwym śniegu, ale wie, że wiele utalentowanych narciarek nie miało olimpijskich szans, bowiem warunki treningowe miały jeszcze gorsze i nie osiągnęły wymaganego poziomu olimpijskiego. "Zdaję sobie sprawę, że mam szczęście" - powiedziała niedawno Sarah. Córka Marokanki i Belga, która urodziła się w Antwerpii, tuż obok międzynarodowego portu lotniczego, ale zachowała obywatelstwo Maroka i nazwisko matki. Nie we wszystkim pomaga jej marokańskie obywatelstwo. Młodzi obiecujący sportowcy belgijscy korzystają z licznych ułatwień; chodzą do sportowych szkół, ona nie. Uczy się prywatnie, by zdobyć eksternistycznie świadectwo szkoły średniej. Do tego dochodzi samotny, codzienny i żmudny trening. "Dla Belgów jestem Marokanką, a dla Marokańczyków, Belgijką" - wyjaśnia swą sytuację. W domu mówi po arabsku z matką, zachowuje też muzułmańską tradycję i zwyczaje. Jedynie nie stosuje się rygorystycznie do zasad Ramadanu podczas najbardziej intensywnych treningów. Na ulicy nie wyróżnia się niczym od innych nastolatek: "Ludzie ze środowiska narciarskiego uważają mnie za Belgijkę, choć nie ukrywam przed nimi, że uprawiam narciarstwo dla Maroka. To dla mnie sprawa honoru". W zimowych igrzyskach w 1992 roku w Albertville, marokański zjazdowiec był tak słaby, że przewracał się wielokrotnie na trasie supergiganta, ale zawsze wstawał, zdecydowany ukończyć konkurencję. Jego przejazd wywołał rozbawienie widzów, a skandal w Maroku, bowiem stacje telewizyjne, z lubością pokazywały ten nieporadny przejazd. "Do dziś pokazywany jest w tzw. zabawnych wideolkipach" - denerwuje się ojciec Sarah i jej trener Derek Giroulle. Niefortunny występ Marokańczyka skłonił MKOl do zaostrzenia kryteriów kwalifikacji do zawodów olimpijskich. Postanowiono unikać podobnych sytuacji i "pokazów", jakie dawał na skoczni Brytyjczyk Eddie "Orzeł" Edwards. Sarah wie, że czeka ją wiele pracy, by sprostać olimpijskim standardom: "Wiem, jak to jest, widzą napis +Maroko+ i od razu zaczynają chichotać. Ludzie patrzą na ciebie i nie mówią nic, ale ty wiesz, co myślą. Mam zamiar pokazać lepszy wizerunek sportowy mojego kraju. Jeśli się wywrócę, nie będę podchodzić na stoku. Wywrotka może się zdarzyć każdemu, nawet Bode Millerowi. Nie dotrzymam kroku najlepszym, ale nie chcę pokazać się na stoku jak głupiec". Jej ojciec zabiega w marokańskiej federacji o subsydia, umożliwiające córce trening we francuskich Alpach, tuż przed igrzyskami. Maroko ma zresztą w planach wysłanie do Turynu jeszcze jednego narciarza, mieszkającego na stałe w Paryżu. Jeśli Sarah Ben Mansour nie wystąpi w igrzyskach w Turynie jako pierwsza Afrykanka, może będzie nią inna zawodniczka z tego kontynentu, reprezentantka Algierii, której nazwisko nie jest ujawniane. W każdym razie Algieria planuje taki debiut olimpijski.

Wiatr i zachmurzenie towarzyszyły zapaleniu ognia w Olimpii
Silny porywisty wiatr i pochmurna pogoda towarzyszyły uroczystości zapalenia ognia olimpijskiego przed zimowymi igrzyskami w Turynie, która odbyła się w niedzielę 27.11 w ruinach starożytnej świątyni bogini Hery w Olimpii. Ceremonia zapalenia odbyła się tradycyjnie w świątyni położonej niedaleko stadionu, na którym ponad dwa tysiące lat temu odbywały się starożytne igrzyska. Wziął w niej udział przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Jacques Rogge, przewodniczący Greckiego Komitetu Olimpijskiego Minos Kyriakou oraz szef komitetu organizacyjnego igrzysk w Turynie Valentino Castellani. Zabrakło natomiast - tradycyjnie już - hierarchów ortodoksyjnego kościoła greckiego, którzy nie akceptują pogańskiego charakteru tej ceremonii. "Nasz kościół nie może zaakceptować treści inwokacji odwołującej się do nieistniejących bogów. Do innych elementów tej uroczystości nie mamy większych zastrzeżeń" - tłumaczy rzecznik prasowy kościoła, ojciec Pavlos Ioannou. Decyzja hierarchów kościoła nie przeszkodziła 33-letniej aktorce Theodorze Siarkou, znanej z seriali telewizyjnych, w odegraniu roli najwyższej kapłanki bogini Hery, której podczas zapalenia ognia olimpijskiego towarzyszy 17 innych kapłanek. "Nie wierzę w 12 bogów Starożytnej Grecji i jestem ortodoksyjną chrześcijanką - powiedziała Siarkou. - Dzisiaj przekonałam się, że inwokacja odnosząca się do Boga, Chrystusa, Buddy czy Allaha miałaby większą moc, niż kiedy jej adresatem są Apollo czy Zeus. To było dla mnie bardzo ważne przeżycie, niemal wędrówka w głąb duszy, która utwierdziła mnie w mojej wierze". Podczas ceremonii Siarkou wypowiedziała tradycyjną formułę: "Apollo zesłał swe promienie, by zapalić tę świętą pochodnię". Jednak grecki bóg słońca nie wysłuchał modłów, bowiem uroczystość odbywała się przy pełnym zachmurzeniu i porywistym wietrze, co uniemożliwiło wykorzystanie specjalnego lustra skupiającego promienie słoneczne do zapalenia pochodni. Zamiast niego użyto do tego celu replikę starożytnego znicza. Później Siarkou zapaliła niebieską pochodnię w kształcie narty jaką trzymał 19-letni grecki lekkoatleta Costas Filippidis, pierwszy z 534 uczestników sztafety olimpijskiej, która przez najbliższe dziesięć dni będzie wędrować po Grecji, zanim 6 grudnia w Atenach zostanie przejęta przez Włochów. Później ogień trafi do Rzymu, skąd 8 grudnia rozpocznie wędrówkę po Włoszech, gdzie będzie transportowany m.in. przez weneckie gondole, bolid Formuły 1 należący do teamu Ferrari oraz regiment kawalerii. Na krótko trafi też do Watykanu, gdzie zostanie pobłogosławiony przez papieża Benedykta XVI. W sumie w sztafecie weźmie udział dziesięć tysięcy i jeden uczestnik, a ostatni z nich zapali 10 lutego znicz na stadionie w Turynie. Zanim to nastąpi ogień olimpijski odwiedzi Słowenię, Szwajcarię, Francję i Austrię. Wśród uczestników sztafety znajdą się m.in. znani piłkarze: Francesco Totti z AS Roma i Paolo di Canio z Lazio oraz trener reprezentacji narodowej Marcello Lippi, ale także marokański biegacz długodystansowy - Hicham El Guerrouj czy włoscy medaliści igrzysk olimpijskich w Atenach i Salt Lake City. Organizatorzy 20. Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie (10-26 lutego 2006) liczą, że podczas wędrówki sztafety po północnych Włoszech wzrośnie zainteresowanie, a tym samym sprzedaż biletów, która dotychczas nie przekroczyła 60 procent.

Sprzedano pół miliona biletów
Na dwa i pół miesiąca przed początkiem zimowych igrzysk olimpijskich w Turynie sprzedano nieco ponad pół miliona biletów na zawody sportowe - poinformował szef Komitetu Organizacyjnego (TOROC) Valentino Castellani. Pół miliona stanowi około 60 procent wszystkich kart wstępu przygotowanych dla kibiców. Dotychczasowa sprzedaż przyniosła 43 miliony euro dochodu. Jeżeli wszystkie bilety znajdą nabywców, to budżet igrzysk powiększy się o 76 milionów euro. "Jesteśmy zadowoleni z dotychczasowej sprzedaży, ale nie pora na świętowanie. Przed nami jeszcze wiele pracy. Naszym celem jest sprzedanie 83 procent biletów" - powiedział Castellani. Najwięcej wejściówek - 144 tys. - sprzedano na mecze turnieju hokejowego. 54 tysiące biletów kupili kibice łyżwiarstwa szybkiego, 46 tys. - łyżwiarstwa figurowego, 42 tys. - narciarstwa alpejskiego, a 32 tys. biegów narciarskich. 350 tysięcy biletów włoscy organizatorzy igrzysk sprzedali za granicą. Najwięcej chętnych znalazło się w USA, Kanadzie, Japonii, W. Brytanii, Francji, Norwegii i Niemczech.

24.11.Turyn
Znakomity w przeszłości włoski alpejczyk Alberto Tomba jest zdaniem "La Gazzetta dello Sport" głównym kandydatem do zapalenia znicza podczas ceremonii otwarcia - 10 lutego 2006 roku - 20. Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Turynie. Komitet organizacyjny igrzysk TOROC chce jednak do końca utrzymać w tajemnicy nazwisko osoby, która zapali znicz. W gronie potencjalnych kandydatów do tej roli wymieniani są: alpejka Deborah Compagnoni i biegaczka narciarska Stefania Belmondo.

Asada zbyt młoda na igrzyska
Tegorocznym objawieniem w światowym łyżwiarstwie figurowym jest Mao Asada. Japonka kilka dni temu wygrała zawody Grand Prix w Paryżu, ale okazuje się, że jest zbyt młoda, aby jechać na igrzyska olimpijskie w Turynie. Asada swój nieprzeciętny talent pokazała już na początku tego roku, gdy wygrała mistrzostwa świata juniorów. W stolicy Francji po raz pierwszy wystąpiła w gronie solistów i zadziwiła wszystkich swoimi umiejętnościami. W ostatniej minucie programu dowolnego wykonała siedem skoków, w tym potrójnego axla, który przez kobiety wykonywany jest bardzo rzadko. Zajęła pierwsze miejsce, pokonując m.in. wicemistrzynię świata Amerykankę Sashę Cohen i mistrzynię globu z 2004 roku Japonkę Shizukę Arakawę. Na turyńskie igrzyska olimpijskie japońska solistka jednak nie pojedzie. Na przeszkodzie stanął jej przepis Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej (ISU), mówiący, iż w olimpiadzie mogą brać udział dziewczęta, które skończyły 15 lat lub więcej przed 1 lipca, poprzedzającym rozpoczęcie igrzysk. Mao Asada 15. urodziny obchodziła 25 września tego roku. "Jestem bardzo rozczarowana, ale takie są przepisy - powiedziała młodziutka łyżwiarka, która zapowiada próby skakania poczwórnych skoków. Prezydent ISU Ottavio Cinquanta wyjaśnia: "To nie jest sprawa umiejętności, ale kwestie medyczne. Dla bardzo młodego organizmu takie obciążenia mogą być negatywne w skutkach". Najmłodszą mistrzynią olimpijską w łyżwiarstwie figurowym jest Amerykanka Tara Lipinski, która zdobyła złoty medal w 1998 roku w Nagano w wieku 15 lat (urodzona 10 czerwca 1982 roku)
 

 

Paraolimpijska kadra alpejczyków
Reprezentację polskich narciarzy alpejczyków na zimowe igrzyska paraolimpijskie Turyn 2006 tworzą: Łukasz Szeliga (slalom), Andrzej Szczęsny (super gigant), Bogdan Mirski (slalom) i Jarosław Rola (slalom i gigant). Są to koronne konkurencje tych zawodników, lecz mogą też wystartować w innych. I tak Andrzej Szczęsny planuje start we wszystkich czterech: zjeździe, super gigancie, gigancie i slalomie. Prezentacja kadry odbyła się w Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, która była pionierem, nie tylko w Polsce, narciarstwa dla osób niedowidzących i niesprawnych ruchowo. Za rok poznańska uczelnia obchodzić będzie 50-lecie pracy z niepełnosprawnymi w tej dyscyplinie sportu. Poznański "Start", działając pod auspicjami Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego, odpowiada za przygotowanie kadry na igrzyska olimpijskie. "Reprezentacja to czterech ambitnych zawodników, dalekich od stereotypów niepełnosprawności - powiedział szef wyszkolenia paraolimpijskiej kadry Polski Turyn 2006 Romuald Schmidt z Poznania. Narciarstwo alpejskie to niezwykle trudny technicznie sport dla ludzi z ograniczeniami ruchu. Tu nie osiąga się szybkich, wymiernych wyników, którymi się można pochwalić jak np. w pływaniu czy lekkiej atletyce. Trzeba na nie czekać kilka lat." "W kadrze znalazły się osoby bez jednej i dwóch nóg. Zawody olimpijskie rozegrane zostaną na wysokości 3 tysięcy metrów, co stanowi dodatkowe utrudnienie fizyczne i fizjologiczne dla niepełnosprawnych. Od pięciu lat trenerem jest Słowak Peter Matiasko, który w pracy opiera się na standardach szkoleniowych narciarstwa wyczynowego. Zawodnicy startują w Pucharze Europy i Pucharze Świata. Przed igrzyskami pojedziemy do Kaprun, gdzie trenować będziemy na lodowcu, a potem do Słowacji" - poinformował Schmidt. Dla 30-letniego Łukasza Szeligi (Start Bielsko-Biała) Turyn będzie trzecią olimpiadą. "Kwalifikacje na igrzyska olimpijskie uzyskaliśmy w sezonie 2004/2005 - powiedział Szeliga. Miałem kontuzję barku i jeszcze nie startowałem. Liczę, że w połowie grudnia wyjdę na stok. Od 10 lat jestem w kadrze, mam duże doświadczenie i jeżeli nie będę mógł wystąpić w slalomie to mogę rywalizować w gigancie i super gigancie. Jeżdżę na jednej narcie." Na jednej narcie wystartuje też 23-letni Andrzej Szczęsny ze Startu Poznań, który w ubiegłorocznych mistrzostwach świata uplasował się w pierwszej piątce slalomu giganta. "Będzie to mój debiut na igrzyskach olimpijskich - mówi Szczęsny. - Straciłem nogę na skutek choroby kiedy miałem 10 lat, a narciarstwo uprawiam od 8 lat. To ciężka ale satysfakcjonująca praca. Startujemy razem z zawodnikami, którzy jeżdżą na dwóch nartach, a o kolejności decydują specjalne przeliczniki w zależności od stopnia niepełnosprawności." Na mono-ski wystartuje w trzech konkurencjach (bez zjazdu) 25- letni Jarosław Rola ze Startu Poznań, który jest po amputacji dwóch nóg. "Jestem po wypadku. Zobaczyłem w telewizji program o narciarstwie niepełnosprawnych. Był podany adres i tak trafiłem do Startu - opowiada Rola. Mono-ski to specjalnie skonstruowane siedzisko, połączona z jedną, normalną nartą przez system amortyzujący. W zawodach niepełnosprawnych obowiązują reguły FIS, a medale rozdawane są w trzech kategoriach - dla narciarzy niewidzących, stojących i siedzących." 32-letni Bogdan Mirski (Start Katowice), który nie ma prawej dłoni, także pierwszy raz pojedzie na igrzyska olimpijskie. "Mam zdrowe nogi, więc od dziecięcych lat gram w piłkę nożną. To zasługa rodziców, którzy gorąco namawiali mnie do amatorskiego sportu. Była to moja droga do zaakceptowania mnie przez rówieśników - stwierdził Mirski. Drugi sezon jestem w kadrze, ale nie przypuszczałem, że narciarstwo alpejskie niepełnosprawnych prezentuje tak wysoki poziom. Aby liczyć się w świecie trzeba rocznie pokonać 10 tysięcy tyczek i skoordynować wiele elementów treningu.

Papież pobłogosławi sztafetę
Papież Benedykt XVI pobłogosławi uczestników olimpijskiej sztafety, gdy będą przebiegać przez plac św. Piotra z pochodnią olimpijską - podali organizatorzy zimowych igrzysk olimpijskich w Turynie. W  Rzymie święty ogień olimpijski wyląduje 9 grudnia, przywieziony z antycznej Olimpii. Pierwszą pochodnię zapali prezydent Włoch Carlo Azeglio Ciampi. Sztafeta wyruszy w 64-dniową podróż po całych Włoszech, od Sycylii po północne krańce kraju, by 10 lutego zapłonąć na stadionie w Turynie podczas inauguracji 20. zimowych igrzysk olimpijskich. Pochodnia olimpijska odwiedzi też tak odmienne miejsca jak baza Ferrari w Maranello, przejeżdżając odcinek w czerwonym bolidzie Formuły 1, czy Wenecja, gdzie popłynie gondolą. "Ta trasa pozwoli pokazać światu całe piękno i różnorodność naszego kraju" - powiedział szef Komitetu Organizacyjnego ZIO Valentino Castellani. Ogółem 10 001 osób będzie miało zaszczyt niesienia pochodni zimowych igrzysk. Jednym z biegaczy sztafety będzie dyktator światowej mody Giorgio Armani.

Medale jak pączki
W Turynie zaprezentowano medale, jakie będą wręczane sportowcom podczas zimowych igrzysk olimpijskich w 2006 roku. Okrągłe medale mają pośrodku wyciętą dziurę i z wyglądu przypominają... popularne amerykańskie pączki. Pusta przestrzeń ma symbolizować piazzę (po włosku - plac), jako centrum wydarzeń związanych z igrzyskami olimpijskimi. "To wspaniałe medale. W doskonały sposób podkreślają włoską pomysłowość, a tego właśnie oczekiwaliśmy" - przyznał podczas prezentacji przewodniczący komisji koordynacyjnej Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Jean-Claude Killy. Wzornictwo medali jest bardzo skromne - po jednej stronie znajduje się logo igrzysk, natomiast na rewersie można obserwować symbole różnych dyscyplin sportowych. "Okrągły jak koła olimpijskie i jednocześnie symbolizują koło zwycięstwa. Kiedy medal zawiśnie na piersi sportowca pusta przestrzeń wskaże miejsce gdzie znajduje się jego serce" - opisują medal organizatorzy olimpiady. Na igrzyska przygotowanych będzie 1 026 medali. Dodatkowych 648 krążków przewidziano na paraolimpiadę. Przygotowane zostanie także około 35 tysięcy medali pamiątkowych.

Narciarze mogą być spokojni
Polscy narciarze mogą spokojnie przygotowywać się do startu w przyszłorocznych zimowych igrzyskach olimpijskich w Turynie, mimo zawieszenia przez ministra sportu zarządu Polskiego Związku Narciarskiego, oświadczył w czwartek prezydent Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) Gian-Franco Kasper. "Kłopoty, jakie przeżywa Polski Związek Narciarski dotyczą tylko jednej osoby, prezesa związku. Zostałem o nich poinformowany przez ministra sportu i mam nadzieję, że zostaną jak najszybciej rozwiązane. Polscy narciarze, posiadający licencje, mogą więc bez żadnych obaw przygotowywać się do olimpijskiego startu w Turynie. FIS podjąłby interwencję, tylko wtedy, gdyby został rozwiązany Polski Związek Narciarski" - powiedział PAP w telefonicznej rozmowie prezydent FIS, Gian-Franco Kasper. "Na ostatnim posiedzeniu Komitetu Wykonawczego FIS, Polski Związek Narciarski został ukarany ostrzeżeniem. Nie prowadził bowiem w wystarczającym stopniu polityki informującej sportowców o regułach antydopingowych, pozostawiając sportowców samym sobie, czego jaskrawym przykładem była sprawa Justyny Kowalczyk" dodał prezydent FIS. Najlepszą polską biegaczkę narciarską ostatnich lat złapano na dopingu 23 stycznia tego roku. Międzynarodowa Federacja narciarska ukarała ją dwuletnią dyskwalifikacją. FIS formalnie zawiesił Kowalczyk od 13 czerwca 2005 roku, czyli od dnia kiedy wydano decyzję. Na poczet kary zaliczono czas od 23 stycznia, ponadto wszystkie wyniki uzyskane przez Kowalczyk od 23 stycznia 2005 roku zostały anulowane. Justyna Kowalczyk nie taiła przed komisją antydopingową FIS faktu zażywania dexamethazonu. Taki środek przepisał zawodniczce lekarz w związku z przewlekłym zapaleniem ścięgien Achillesa. Zażywania tego leku nie zgłosiła w odpowiednim terminie Komisji ds. Zwolnień z Przyczyn Medycznych. Decyzję o dwuletniej dyskwalifikacji 22-letnia Kowalczyk FIS przesłała do Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), a ta uznała, że federacja narciarska błędnie zakwalifikowała środek wykryty w organizmie zawodniczki. Używany jako lekarstwo dexamethazon znajduje się bowiem na liście substancji specyficznych, a tu kara dyskwalifikacji nie przekracza roku. Dlatego FIS skorygowała swoją pierwotną decyzję i ukarała Polkę roczną dyskwalifikacją. Po skróceniu dyskwalifikacji kara Kowalczyk upłynie 22 stycznia 2006 roku. Reprezentujący Kowalczyk mecenas Ludwik Żukowski złożył odwołanie od decyzji FIS w sprawie rocznej dyskwalifikacji do Międzynarodowego Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu (CAS) w Lozannie, który nie podjął jeszcze decyzji. "Odwołaliśmy się, bo roczna dyskwalifikacja w naszym mniemaniu jest zbyt wysoka. To maksymalna kara jaką FIS może nałożyć z paragrafu dotyczącego substancji specyficznych. A przecież w sprawie Justyny chodzi o niedbalstwo. Gdyby wysłała do FIS pismo z prośbą o zaakceptowanie w jej organizmie śladów dexamethazonu ze względów medycznych, nie byłoby żadnej dyskwalifikacji" - powiedział PAP Żukowski, prezydent międzynarodowej organizacji zrzeszającej prawników sportowych Skilex International.

Bez zmian w prawie antydopingowym
Mario Pescante, podsekretarz stanu ds. sportu w rządzie włoskim powiedział w środę, że Włosi nie będą zmieniać na czas igrzysk olimpijskich w Turynie własnego prawa antydopingowego, o wiele bardziej restrykcyjnego niż przepisy międzynarodowe w tej kwestii. "Wiadomo na pewno, że nasze prawo nie zostanie zmienione - powiedział Pescante podczas spotkania w siedzibie niemieckiej agencji informacyjnej SID. - Cały czas pracuję z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim nad kompromisem w tej kwestii" - dodał Pescante, który jednocześnie jest członkiem MKOl i nadzoruje przygotowania do igrzysk z ramienia rządu włoskiego. Trzy miesiące przed rozpoczęciem olimpiady MKOl i władze włoskie nie mogą dojść do porozumienia w sprawie ewentualnych sankcji dla sportowców stosujących zakazane środki wspomagające. Prawo włoskie przewiduje większe kary za doping niż regulamin Światowej Agencji Antydopingowej. Za używanie niedozwolonego wspomagania na terenie Włoch można trafić nawet do więzienia. MKOl zasugerował wcześniej, że na czas trwania olimpiady prawo to mogłoby zostać zawieszone; w tym okresie obowiązywałyby uregulowania komitetu. Teraz jednak to rozwiązanie wydaje się nie do przyjęcia. Pescante zapewnił także, że Komitet Organizacyjny Igrzysk Olimpijskich w Turynie (TOROC) nie będzie już musiał borykać się z deficytem budżetowym. Według niego niedobór w kasie komitetu wynosi 160 milionów euro, podczas gdy jeszcze rok temu była to kwota rzędu 230 milionów. Ponadto w najbliższym czasie rząd włoski przekaże dodatkowo organizatorom 140 mln euro. "Pozostałą kwotę uzyskamy od sponsorów, a także ze specjalnej loterii, z której wszystkie zyski będą szły na rzecz TOROC" - powiedział Pescante.

Wszystkie obiekty w terminie
Cesare Vaciago z komitetu organizacyjnego igrzysk olimpijskich w Turynie poinformował, że pomimo pewnych trudności finansowych, wszystkie obiekty sportowe będą przygotowane w terminie. Organizatorzy igrzysk zapraszają kibiców do kupowania biletów na konkursy skoków, gdyż zainteresowanie konkurencją jest coraz większe. Bilety na konkursy kwalifikacyjne kosztują od 35 do 110 euro, na zawody finałowe od 45 do 170 euro. Olimpijskie konkursy skoków będą rozgrywane na skoczni w Pragelato w dniach od 11 do 20 lutego 2006 roku. Planowane są konkursy wieczorne przy sztucznym oświetleniu.

Akt o "pokoju olimpijskim"
Związki zawodowe Turynu, miasta zimowych igrzysk olimpijskich w lutym 2006 r podpisały akt o "pokoju olimpijskim", zobowiązując się tym samym do unikania strajków podczas tej imprezy. "Zagwarantowanie spokoju społecznego w Turynie w tak skomplikowanych czasach nie będzie łatwe. By tego dokonać liczymy na wolę dialogu ze strony naszych tradycyjnych przeciwników" - powiedział sekretarz lokalnej organizacji związkowej UiL (Włoska Unia Pracy), Giorgio Rossetto. W ostatnich dniach Turyn był sceną akcji działaczy ochrony środowiska, protestujących przeciwko budowie linii szybkiej kolei, łączącej Włochy z Francją. Organizatorzy zimowych igrzysk mają nadzieję, że takie wydarzenia jak podczas alpejskich mistrzostw świata w Bormio (ubiegłej zimy) nie powtórzą się podczas igrzysk. Wówczas zastrajkowali pracownicy telewizji zrzeszeni w niewielkiej organizacji związkowej Mediolanu i slalom gigant mężczyzn trzeba było przełożyć na następny dzień.



Autor: Polski Komitet Olimpijski

<< poprzednie | spis treści | następne >> 
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)