|
| Antymecz
Halo, halo - witam państwa ze Stadionu Śląskiego w Chorzowie. Przed stadionem piękna, słoneczna pogoda, a nad murawą prawdziwe oberwanie chmury. Ale to nic, to nic, oto bowiem już wychodzą nasi piłkarze - wspaniale zbudowani, wysportowani, nie ustępują naszym dzisiejszym rywalom w żadnym calu. Oto jednak wybiega jedenastka naszych przeciwników, a dzisiaj są nimi zawodnicy Korei Południowej, którzy w ostatniej chwili zastąpili ekipę San Marino, której kapitan w ostatniej chwili musiał zostać w kraju, gdyż jest z zawodu dentystą i kolejka zdenerwowanych pacjentów na pewno nie byłaby zbyt optymistycznie nastawiona do jego wyjazdu.
Za chwilę sędzia rzuci monetą, kapitanowie już obstawili. U nas żółtą opaskę założył znany i lubiany napastnik, Grzegorz Rasiak. natomiast kapitanem Koreańczyków jest znany skądinąd Kim-Dżong-Kił. Moneta już poszybowała w górę, chwila napięcia i... jeeeest! Reszka! A więc to my zaczynamy mecz... zaraz, zaraz, okazuje się, że Koreańczyk również wybrał reszkę! Napięcie rośnie, konsternacja wśród widzów i nagle nasz kapitan wspaniałomyślnie wybiera orła i odlatuje na nim hen, hen za wschodnią granicę - na jego miejsce do składu wskakuje Euzebiusz Smolarek i oto zaczynamy spotkanie.
Początkowe minuty nieco niemrawe, Koreańczycy ciągle nie mogą się zdecydować, kto ma pierwszy kopnąć piłkę. Na boisko wskakuje zdenerwowany kibic i kopie... w kostkę Len-Len-Gila, za co otrzymuje żółtą kartkę i dożywotni zakaz wstępu na stadion, który za miesiąc ma zostać zburzony. Na odchodne kibic uśmiecha się szyderczo i pokazuje... plakat z wizerunkiem nagiej kaczki tańczącej wśród piekielnych czeluści. Plakat jest alegorią (zajebiście trudne słowo) naszej sceny politycznej, gdy obecny rząd nie dotrzyma składanych rokrocznie obietnic.
Oto na zegarach już 36. minuta, nasi ciągle murują bramkę. Jerzy Dudek już prawie kończy jedną połowę, troszeczkę zachlapał sobie dres zaprawą murarską, ale przecież Krystyna z gazowni chętnie mu go upierze. Niestety, druga połowa ciągle pozostaje odkryta i pomimo świeżych dostaw cementu, który wozi spec od "czarnej roboty", Radek Sobolewski, praca nie ulega przyspieszeniu. Kibice śpiewają pieśń o małym piłkarzu, za którą z pewnością zostaną ukarani przez komitet FIFA d/s walki z rasizmem.
| |
Do przerwy 0-0. Pytamy trenera naszej reprezentacji o taktykę na drugą połowę. Janosik pewnie odpowiada, że murowanie bramki zostanie zakończone już w drugim kwadransie i wtedy dwóch, no, może trzech naszych zawodników ruszy do ataku. A więc, proszę państwa, zapowiada się kapitalny spektakl. Być może wreszcie uda nam się przekroczyć linię środkową boiska, czyż to nie cudowne? Jedyną złą wiadomością jest kontuzja Tomka Frankowskiego, który skręcił sobie nogę pchając taczkę z piaskiem. Na jego miejsce wchodzi asystent Skarżypyta, bo ławki na tym stadionie są strasznie krótkie i nie zmieściło się już więcej rezerwowych, a przecież to nie wypada, żeby asystent selekcjonera stał.
I poooszli... na obiad. PZPN dość niefortunnie wyznaczył termin rozgrywania spotkania - Koreańczycy udali się na posiłek złożony z... no, może lepiej nie powiem, z czego. Wznowienie zawodów planowane było z początku na godzinę 17:30, ale w tym czasie nasi reprezentanci oglądają 3067 odcinek telenoweli "Klan", tak więc druga odsłona rozpocznie się punktualnie o osiemnastej.
Niestety, nie mam dla państwa dobrych wieści. Jest 18:14 i praktycznie żadnych nadziei na wznowienie meczu - wszyscy udali się do pobliskiego pubu oglądać popisy Adama Małysza i kilku polskich przedskoczków, którzy czyszczą obecnie tory na Wielkiej Krokwi. Niestety, mimo, iż mamy już rok 2024, nadal nie zdecydowaliśmy się na zakupienie nowoczesnych odśnieżaczy, gdyż pieniądze na ich zakup pochłonęła budowa kolejnego dwustumetrowego odcinka autostrady, tym razem z Chrzanowa do pobliskiego sklepu monopolowego. Cóż, na dziś to już wszystko. Z prawie zburzonego Stadionu Śląskiego żegna państwa Jacek Jajcarz.

Autor: Tuxedo
| |