#37
<< poprzednie | spis treści | następne >> 
strona
13

| Biathlon: Kto rozdawał karty w Oestersund?

   Podczas gdy wszyscy typowali faworytów inauguracyjnych zawodów w biathlonie, zwycięzcą okazała się... pogoda. Śnieg, a właściwie jego brak, uniemożliwił przeprowadzenie zawodów w wyznaczonym wcześniej terminie. Wobec tego organizatorzy zdecydowali o przesunięciu rozpoczęcia sezonu na sobotę, 26 listopada. Według tych ustaleń zawody rozgrywano w sposób następujący:

sobota, 26 listopada
sprint mężczyzn
sprint kobiet

niedziela, 27 listopada
pościgowy bieg mężczyzn
pościgowy bieg kobiet

wtorek, 29 listopada
sztafeta mężczyzn
sztafeta kobiet

Zmiany w kalendarzu miały znaczący wpływ na przebieg rywalizacji, która od początku do końca zaskakiwała i obfitowała w niespodzianki. I choć na początku nic na to nie wskazywało, szwedzka miejscowość Oestersund stała się miejscem norweskiego triumfu.

:: SPRINT
Zaczęło się w sobotnie przedpołudnie, na kwadrans przed godziną jedenastą. Wtedy właśnie rozpoczął się biathlonowy sezon 2005/06. Pierwszą rozgrywaną konkurencją był, wbrew wcześniejszym założeniom, sprint mężczyzn. W zawodach zabrakło niestety trójki najlepszych Niemców, Svena Fischera, Ricco Grossa i Michaela Greisa. Wśród faworytów 10-kilometrowego biegu typowano przede wszystkim Rosjan- Ivana Tcherezova i Sergeia Tchepikova, Norwegów - a przede wszystkim Ole Einara Bjoerndalena, a także Francuzów - Raphaela Poiree oraz nieśmiało wskazywanego jako jego następca Vincenta Defrasne. Przed rozpoczęciem zawodów nikt chyba nie spodziewał się, że zamiast zdobywcy Kryształowej Kuli i kilku medali MŚ w Hochfilzen, na najwyższym stopniu podium zobaczymy innego Norwega. To, iż Bjoerndalena nie zobaczyliśmy w pierwszej trójce stało się jasne po jego drugim strzelaniu. Łącznie trzy błędy przekreślały szanse na podium. O zwycięstwo do ostatniej chwili walczyli Stian Eckhoff, Raphael Poiree i, ku wielkiemu zaskoczeniu, Łotysz Ilmars Bricis. Jednak to Norweg finiszował najlepiej z nich trzech. Zapewne gdyby Poiree nie miał kłopotów z karabinkiem podczas drugiego strzelania, bylibyśmy świadkami jeszcze bardziej zaciętego pojedynku, w którym większe szanse na wygraną miałby mimo wszystko Francuz. Nie zmienia to faktu, że zwycięsko z tej rywalizacji wyszedł właśnie Stian Eckhoff, po raz drugi w swej karierze wygrywając w Oestersund. Większą niespodzianką było znakomite, trzecie miejsce Bricisa, który przegrał z Eckhoffem tylko o 16.5 sekundy. Zaraz za podium uplasował się Ole Einar Bjoerndalen, tracąc do swego rodaka nieco ponad pół minuty. W konkursie inauguracyjnym Norwegowie wypadli najlepiej ze wszystkich, umieszczając w pierwszej piątce aż trzech swoich zawodników (oprócz Eckhoffa i Bjoerndalena dostał się do niej jeszcze Halvard Hanevold). Nasz rodak - Tomasz Sikora - zakończył rywalizację na miejscu dziewiątym, mając na swoim koncie jeden niecelny strzał i stratę około 30 sekund do podium. Poza wspomnianymi osobami, w pierwszej dziesiątce uplasowali się jeszcze: Sergei Rozkhov (6. miejsce), Vincent Defrasne (7.), Nikolai Krouglov (8.) i Ivan Tcherezov (10.)

 

| Biathlon w Oestersund |

 

 

 

Krótko po zakończeniu rywalizacji panów na torze zaroiło się od biathlonistek. Tym razem przewidywania bukmacherów sprawdziły się przynajmniej w części. Wygrała bowiem niemiecka gwiazda, złota medalistka z Hochfilzen - Urschula Disl, przez komentatorów żartobliwie nazywana Turbo-Disl. Na drugim miejscu, o niecałe 7 sekund za Niemką, uplasowała się Słowenka Tadeia Brankovic. Sprawiła tym wielką niespodziankę, choć sceptycy nadal uważają, że początek sezonu o niczym nie świadczy. Jednak jej bezbłędne strzelanie i doskonały bieg czyni z niej poważną konkurentkę na kolejnych zawodach. Najniższy stopień podium zajęła zaś rodaczka Uschi Disl - Katrin Apel. Ona także nie pomyliła się ani razu. Zaraz za pierwszą trójką uplasowała się ubiegłoroczna zdobywczyni Kryształowej Kuli- Francuzka Sandrine Bailly. Strata do zwyciężczyni, wynosząca niecałe 20 sekund, spowodowana była pierwszym strzelaniem, w którym Bailly raz się pomyliła. Pozostaje mieć nadzieję, że na następnych zawodach będzie lepiej. W dziesiątce nie zabrakło również trójki Rosjanek - Olgi Zaitsevej, Anny Bogali (teraz już Bogali-Titovets) oraz Svetlany Ishmouratowej, które zajęły odpowiednio piąte, szóste i siódme miejsce.

 


 Zaraz za nimi, tracąc do Ishmouratowej zaledwie 4 sekundy, Magdalena Gwizdoń. Pierwszą dziesiątkę zamykały Martina Glagow z Niemiec oraz Linda Tjoerhom z Norwegii. Niemiłym zaskoczeniem były kiepskie miejsca zazwyczaj dobrych zawodniczek- 20. Kati Wilhelm, 40. Liv-Grete Poiree oraz 60. Olgi Pylevej.

:: BIEG POŚCIGOWY
Niedzielne biegi pościgowe przyniosły nową nadzieję dla zawodników. Chociaż tej nadziei nie było zbyt wiele, ponieważ do rywalizacji liczyły się różnice czasowe uzyskane w sprincie. Jako pierwsi wystartowali panowie. Tutaj już przydarzyły się niespodzianki. Pierwszą z nich było słabe strzelanie Bjoerndalena - w pierwszej próbie popełnił jeden, a w drugiej aż dwa błędy. Biorąc pod uwagę, iż większość zawodników miała czyste strzelanie, na półmetku rywalizacji Bjoerndalen został zepchnięty aż na 18. pozycję! To zmobilizowało go bardziej niż by się wydawało. W pozycji stojącej oddał dziesięć celnych strzałów, co w połączeniu z fenomenalnym wprost biegiem dało mu pewne zwycięstwo i pomogło w objęciu prowadzenia w klasyfikacji generalnej. 21 sekund po Bjoerndalenie na mecie pojawił się Vincent Defrasne, dla którego było to trzecie podium w całej karierze. Po nim finiszował Ivan Tcherezov. Pięć sekund później na metę wpadli niemal jednocześnie drugi z Rosjan, Nikolai Krouglov i Szwed Bjoern Ferry. Rywalizację na 6. miejscu zakończył Sergei Rozkhov. Raphael Poiree, który kompletnie pogubił się na strzelnicy, był dopiero siódmy.  Zaraz za nim pojawił się, uprzednio również sklasyfikowany pozycję za Francuzem, Łotysz Ilmars Bricis. Dopiero na 9. miejscu, po czterech błędach popełnionych na strzelnicy, zakończył zwycięzca z dnia poprzedniego, Stian Eckhoff, tracąc jednocześnie pierwsze miejsce w klasyfikacji ogólnej. Na końcu pierwszej dziesiątki zjawił się Francuz Julien Robert. Co ciekawe, on jako jedyny nie popełnił ani jednego błędu na strzelnicy. Jako, że nie był najlepszym biegaczem, tylko to dało mu miejsce w czołówce. Tomasz Sikora z kolei, po popełnieniu trzech błędów, został zepchnięty na piętnastą pozycję.  

 

| Dużą role podczas pierwszych zawodów odgrywała pogoda |

 

 

 

W biegu pościgowym pań w pierwszej dziesiątce uplasowało się najwięcej Niemek, choć zwyciężczynią została Rosjanka, Olga Zaitseva. Wyprzedziła ona o 13 sekund Kati Wilhelm, która przeszła samą siebie, z 20. miejsca przesuwając się na 2. Zaraz po niej finiszowała Andrea Henkel, tracąc do swojej rodaczki zaledwie 0.7 sekundy. Uschi Disl. Była dopiero czwarta, po tym, jak popełniła cztery błędy na strzelnicy. Na piątym miejscu uplasowała się Sandrine Bailly, mając tyle samo błędów, co Disl. O jedną pozycję w górę przesunęła się Svetlana Ishmouratowa, o trzy zaś Linda Tjoerhom. Oprócz dziewiątej Martiny Glagow, w dziesiątce znalazły się jeszcze dwie panie, których obecność tam była niemałym zaskoczeniem: Szwedka Anna Carin Olofsson oraz Bułgarka Ekaterina Dafovska. Wielki sukces w porównaniu ze sprintem odniosła też Liv-Grete Poiree, przesuwając się w górę aż o dwadzieścia pozycji!  

:: SZTAFETY
Poniedziałek był dniem wolnym od biathlonu. Do ostatecznych zmagań w Szwecji przystąpiono we wtorek. Tym razem startowały sztafety. Podczas rywalizacji panów trudno było o niespodzianki. Wygrali, choć z niewielką przewagą nad Rosjanami, Norwegowie. Najlepszym z nich okazał się Egil Gjelland, który miał znaczny wkład w podniesienie sztafety o kilka oczek w górę po słabym występie Stiana Eckhoffa. Harvard Hanevold na trzeciej zmianie okazał się bardzo skuteczny, a Ole Einar Bjoerndalen pewnie poprowadził Norwegię do zwycięstwa. 5 sekund później na metę wpadł Nikolai Krouglov. Trzecie miejsce na podium zajęli Francuzi pod wodzą Raphaela Poiree (choć najskuteczniejszym z nich był jednak Julien Robert). Zaraz za podium znaleźli się Ukraińcy oraz gospodarze zawodów, Szwedzi. Nasza sztafeta zakończyła rywalizację na miejscu 14.

Faworytkami sztafety pań były, oczywiście, Rosjanki. Jednak tym razem kibiców czekało zaskoczenie. Norweżki podniosły się bowiem z dna, na które, zdawałoby się, spadły po słabych występach Liv-Grete Poiree i miejscu poza pierwszą piątką Lindy Tjoerhom, i ze sporą przewagą nad drugimi Francuzkami wygrały zawody. Najlepiej z nich wypadła zdobywczyni medalu MŚ, Gro Istad-Kristiansen. Składu dopełniła Gunn Margit Andreassen, która również spisała się nadspodziewanie dobrze. Trzecie na mecie były Rosjanki, 15 sekund po nich natomiast finiszowała Tadeja Brankovic, czwarta ze składu Słowenii. Polska sztafeta wypadła średnio dobrze, zajmując miejsce tuż za pierwszą dziesiątką.

Nie podlega zatem dyskusji, że Oestersund należało do Norwegów. Dwa indywidualne zwycięstwa i dwie najlepsze sztafety pozwalają sądzić, że może to być mocna ekipa w tym sezonie. Pamiętajmy jednak, że większość zawodników zbiera siły na Igrzyska, a konkursy pucharu świata są dla nich tylko formą treningu. O tym zaś, kto będzie dominował w Hochfilzen na niecały rok po zakończeniu Mistrzostw Świata, dowiemy się już w drugim tygodniu grudnia.

 

Autor: Lill

<< poprzednie | spis treści | następne >> 
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)