|
| Biathlon: Kto rozdawał karty w Oestersund?
Podczas gdy wszyscy typowali faworytów inauguracyjnych zawodów w biathlonie,
zwycięzcą okazała się... pogoda. Śnieg, a właściwie jego brak, uniemożliwił
przeprowadzenie zawodów w wyznaczonym wcześniej terminie. Wobec tego
organizatorzy zdecydowali o przesunięciu rozpoczęcia sezonu na sobotę, 26
listopada. Według tych ustaleń zawody rozgrywano w sposób następujący:
sobota,
26 listopada
sprint mężczyzn
sprint kobiet
niedziela,
27 listopada
pościgowy
bieg mężczyzn
pościgowy bieg kobiet
wtorek,
29 listopada
sztafeta mężczyzn
sztafeta kobiet
Zmiany
w kalendarzu miały znaczący wpływ na przebieg rywalizacji, która od początku
do końca zaskakiwała i obfitowała w niespodzianki. I choć na początku nic
na to nie wskazywało, szwedzka miejscowość Oestersund stała się miejscem
norweskiego triumfu.
::
SPRINT
Zaczęło się w sobotnie przedpołudnie, na kwadrans przed godziną jedenastą.
Wtedy właśnie rozpoczął się biathlonowy sezon 2005/06. Pierwszą rozgrywaną
konkurencją był, wbrew wcześniejszym założeniom, sprint mężczyzn. W
zawodach zabrakło niestety trójki najlepszych Niemców, Svena Fischera, Ricco
Grossa i Michaela Greisa. Wśród faworytów 10-kilometrowego biegu typowano
przede wszystkim Rosjan- Ivana Tcherezova i Sergeia Tchepikova, Norwegów - a
przede wszystkim Ole Einara Bjoerndalena, a także Francuzów - Raphaela Poiree
oraz nieśmiało wskazywanego jako jego następca Vincenta Defrasne. Przed
rozpoczęciem zawodów nikt chyba nie spodziewał się, że zamiast zdobywcy
Kryształowej Kuli i kilku medali MŚ w Hochfilzen, na najwyższym stopniu
podium zobaczymy innego Norwega. To, iż Bjoerndalena nie zobaczyliśmy w
pierwszej trójce stało się jasne po jego drugim strzelaniu. Łącznie trzy błędy
przekreślały szanse na podium. O zwycięstwo do ostatniej chwili walczyli
Stian Eckhoff, Raphael Poiree i, ku wielkiemu zaskoczeniu, Łotysz Ilmars
Bricis. Jednak to Norweg finiszował najlepiej z nich trzech. Zapewne gdyby
Poiree nie miał kłopotów z karabinkiem podczas drugiego strzelania, bylibyśmy
świadkami jeszcze bardziej zaciętego pojedynku, w którym większe szanse na
wygraną miałby mimo wszystko Francuz. Nie zmienia to faktu, że zwycięsko z
tej rywalizacji wyszedł właśnie Stian Eckhoff, po raz drugi w swej karierze
wygrywając w Oestersund. Większą niespodzianką było znakomite, trzecie
miejsce Bricisa, który przegrał z Eckhoffem tylko o 16.5 sekundy. Zaraz za
podium uplasował się Ole Einar Bjoerndalen, tracąc do swego rodaka nieco
ponad pół minuty. W konkursie inauguracyjnym Norwegowie wypadli najlepiej ze
wszystkich, umieszczając w pierwszej piątce aż trzech swoich zawodników (oprócz
Eckhoffa i Bjoerndalena dostał się do niej jeszcze Halvard Hanevold). Nasz
rodak - Tomasz Sikora - zakończył rywalizację na miejscu dziewiątym, mając
na swoim koncie jeden niecelny strzał i stratę około 30 sekund do podium.
Poza wspomnianymi osobami, w pierwszej dziesiątce uplasowali się jeszcze:
Sergei Rozkhov (6. miejsce), Vincent Defrasne (7.), Nikolai Krouglov (8.) i Ivan
Tcherezov (10.)
 |
|
|
| Biathlon w Oestersund |
|
|
|
Krótko po
zakończeniu rywalizacji panów na torze zaroiło się od biathlonistek. Tym
razem przewidywania bukmacherów sprawdziły się przynajmniej w części. Wygrała
bowiem niemiecka gwiazda, złota medalistka z Hochfilzen - Urschula Disl, przez
komentatorów żartobliwie nazywana Turbo-Disl. Na drugim miejscu, o niecałe 7
sekund za Niemką, uplasowała się Słowenka Tadeia Brankovic. Sprawiła tym
wielką niespodziankę, choć sceptycy nadal uważają, że początek sezonu o
niczym nie świadczy. Jednak jej bezbłędne strzelanie i doskonały bieg czyni
z niej poważną konkurentkę na kolejnych zawodach. Najniższy stopień podium
zajęła zaś rodaczka Uschi Disl - Katrin Apel. Ona także nie pomyliła się
ani razu. Zaraz za pierwszą trójką uplasowała się ubiegłoroczna
zdobywczyni Kryształowej Kuli- Francuzka Sandrine Bailly. Strata do zwyciężczyni,
wynosząca niecałe 20 sekund, spowodowana była pierwszym strzelaniem, w którym
Bailly raz się pomyliła. Pozostaje mieć nadzieję, że na następnych
zawodach będzie lepiej. W dziesiątce nie zabrakło również trójki Rosjanek
- Olgi Zaitsevej, Anny Bogali (teraz już Bogali-Titovets) oraz Svetlany
Ishmouratowej, które zajęły odpowiednio piąte, szóste i siódme miejsce.
| |
Zaraz
za nimi, tracąc do Ishmouratowej zaledwie 4 sekundy, Magdalena Gwizdoń.
Pierwszą dziesiątkę zamykały Martina Glagow z Niemiec oraz Linda Tjoerhom z
Norwegii. Niemiłym zaskoczeniem były kiepskie miejsca zazwyczaj dobrych
zawodniczek- 20. Kati Wilhelm, 40. Liv-Grete Poiree oraz 60. Olgi Pylevej.
:: BIEG POŚCIGOWY
Niedzielne biegi pościgowe
przyniosły nową nadzieję dla zawodników. Chociaż tej nadziei nie było zbyt
wiele, ponieważ do rywalizacji liczyły się różnice czasowe uzyskane w
sprincie. Jako pierwsi wystartowali panowie. Tutaj już przydarzyły się
niespodzianki. Pierwszą z nich było słabe strzelanie Bjoerndalena - w
pierwszej próbie popełnił jeden, a w drugiej aż dwa błędy. Biorąc pod
uwagę, iż większość zawodników miała czyste strzelanie, na półmetku
rywalizacji Bjoerndalen został zepchnięty aż na 18. pozycję! To zmobilizowało
go bardziej niż by się wydawało. W pozycji stojącej oddał dziesięć
celnych strzałów, co w połączeniu z fenomenalnym wprost biegiem dało mu
pewne zwycięstwo i pomogło w objęciu prowadzenia w klasyfikacji generalnej.
21 sekund po Bjoerndalenie na mecie pojawił się Vincent Defrasne, dla którego
było to trzecie podium w całej karierze. Po nim finiszował Ivan Tcherezov. Pięć
sekund później na metę wpadli niemal jednocześnie drugi z Rosjan, Nikolai
Krouglov i Szwed Bjoern Ferry. Rywalizację na 6. miejscu zakończył Sergei
Rozkhov. Raphael Poiree, który kompletnie pogubił się na strzelnicy, był
dopiero siódmy. Zaraz za nim
pojawił się, uprzednio również sklasyfikowany pozycję za Francuzem, Łotysz
Ilmars Bricis. Dopiero na 9. miejscu, po czterech błędach popełnionych na
strzelnicy, zakończył zwycięzca z dnia poprzedniego, Stian Eckhoff, tracąc
jednocześnie pierwsze miejsce w klasyfikacji ogólnej. Na końcu pierwszej
dziesiątki zjawił się Francuz Julien Robert. Co ciekawe, on jako jedyny nie
popełnił ani jednego błędu na strzelnicy. Jako, że nie był najlepszym
biegaczem, tylko to dało mu miejsce w czołówce. Tomasz Sikora z kolei, po
popełnieniu trzech błędów, został zepchnięty na piętnastą pozycję.
 |
|
|
| Dużą role podczas pierwszych zawodów odgrywała pogoda |
|
|
|
W
biegu pościgowym pań w pierwszej dziesiątce uplasowało się najwięcej
Niemek, choć zwyciężczynią została Rosjanka, Olga Zaitseva. Wyprzedziła
ona o 13 sekund Kati Wilhelm, która przeszła samą siebie, z 20. miejsca
przesuwając się na 2. Zaraz po niej finiszowała Andrea Henkel, tracąc do
swojej rodaczki zaledwie 0.7 sekundy. Uschi Disl. Była dopiero czwarta, po tym,
jak popełniła cztery błędy na strzelnicy. Na piątym miejscu uplasowała się
Sandrine Bailly, mając tyle samo błędów, co Disl. O jedną pozycję w górę
przesunęła się Svetlana Ishmouratowa, o trzy zaś Linda Tjoerhom. Oprócz
dziewiątej Martiny Glagow, w dziesiątce znalazły się jeszcze dwie panie, których
obecność tam była niemałym zaskoczeniem: Szwedka Anna Carin Olofsson oraz Bułgarka
Ekaterina Dafovska. Wielki sukces w porównaniu ze sprintem odniosła też
Liv-Grete Poiree, przesuwając się w górę aż o dwadzieścia pozycji!
:: SZTAFETY
Poniedziałek był dniem
wolnym od biathlonu. Do ostatecznych zmagań w Szwecji przystąpiono we wtorek.
Tym razem startowały sztafety. Podczas rywalizacji panów trudno było o
niespodzianki. Wygrali, choć z niewielką przewagą nad Rosjanami, Norwegowie.
Najlepszym z nich okazał się Egil Gjelland, który miał znaczny wkład w
podniesienie sztafety o kilka oczek w górę po słabym występie Stiana
Eckhoffa. Harvard Hanevold na trzeciej zmianie okazał się bardzo skuteczny, a
Ole Einar Bjoerndalen pewnie poprowadził Norwegię do zwycięstwa. 5 sekund później
na metę wpadł Nikolai Krouglov. Trzecie miejsce na podium zajęli Francuzi pod
wodzą Raphaela Poiree (choć najskuteczniejszym z nich był jednak Julien
Robert). Zaraz za podium znaleźli się Ukraińcy oraz gospodarze zawodów,
Szwedzi. Nasza sztafeta zakończyła rywalizację na miejscu 14.
Faworytkami
sztafety pań były, oczywiście, Rosjanki. Jednak tym razem kibiców czekało
zaskoczenie. Norweżki podniosły się bowiem z dna, na które, zdawałoby się,
spadły po słabych występach Liv-Grete Poiree i miejscu poza pierwszą piątką
Lindy Tjoerhom, i ze sporą przewagą nad drugimi Francuzkami wygrały zawody.
Najlepiej z nich wypadła zdobywczyni medalu MŚ, Gro Istad-Kristiansen. Składu
dopełniła Gunn Margit Andreassen, która również spisała się
nadspodziewanie dobrze. Trzecie na mecie były Rosjanki, 15 sekund po nich
natomiast finiszowała Tadeja Brankovic, czwarta ze składu Słowenii. Polska
sztafeta wypadła średnio dobrze, zajmując miejsce tuż za pierwszą dziesiątką.
Nie
podlega zatem dyskusji, że Oestersund należało do Norwegów. Dwa indywidualne
zwycięstwa i dwie najlepsze sztafety pozwalają sądzić, że może to być
mocna ekipa w tym sezonie. Pamiętajmy jednak, że większość zawodników
zbiera siły na Igrzyska, a konkursy pucharu świata są dla nich tylko formą
treningu. O tym zaś, kto będzie dominował w Hochfilzen na niecały rok po
zakończeniu Mistrzostw Świata, dowiemy się już w drugim tygodniu grudnia.

Autor: Lill
| |