:: Kot Starego Roku
Odwiedził mnie ostatnio pod wieczór
grudniowy
duży kot - bardzo dziwny, chociaż nie rasowy.
Miał przemądrzałą minę i sporo tupetu,
pewnie był z jakiejś baśni, albo z internetu.
Wyskoczył mi bezczelnie na stół - nie proszony
i … przemówił po ludzku. Aż byłem zdziwiony.
- Drogi panie - tak zaczął - drugi miesiąc mija,
a pan się prawdę mówiąc po prostu obija.
Nie pisze pan do radia ani do gazety,
zaniedbuje pan koty, dzieci i kobiety.
Dzieci duże, więc można je już puścić luźno,
na kobiety - jak sądzę - już pewnie za późno,
można panu odpuścić i inne istoty,
lecz pan musi pamiętać jak ważne są koty!
Aż mu się do północy pyszczek nie zamykał,
już nie wiem co on jeszcze mi wtedy nawtykał,
po czym zniknął tak nagle, jak nagle się zjawił
i - czy on był poważny, czy tylko się bawił?
A kiedy tak myślami błądziłem w półmroku,
odgadłem: to był przecież Kot Starego Roku!
A rankiem się pojawi jedno z tych kociątek,
które Nowy Rok daje na Dobry Początek.
Popatrzy taki maluch ufnie o poranku
i powie po swojemu: - miau, miau panie Franku,
miau pan miał jakiś pomysł, zamiary i plany,
więc do dzieła mój panie, jutro zaczynamy.
Bez zbędnych fajerwerków, szumów i ekscesów,
Nowych Sił z Nowym Rokiem i Nowych Sukcesów!
Tych życzeń już nie zdołam umieścić w tomiku,
lecz
składam je dziś wszystkim w
naszym Periodyku.
- Franciszek Klimek
|