:: Klepaniec
Wczesnym popołudniem
W jesienną sobotę
Wszedłem do marketu
I kupiłem młotek.
Dałem dziesięć złotych,
Oraz groszy siedem;
Poklepię tym młotkiem
Teraz własną biedę.
W taki całkiem tani
Oraz prosty sposób,
Mogę już kowalem
Być własnego losu.
Jeśli trochę mocniej
Młotek w garść uchwycę,
Może z niego będzie
Młot na czarownice.
Przegonię złe duchy,
Moce z piekła rodem;
Po ich złych uczynkach
Nie zostanie śladu.
Krzyknę: Balcerowicz
Powinien już odejść!
Albo jeszcze lepiej
Krzyknę: „Spieprzaj dziadu!”
Gorzów Wlkp. 03.11.2005 r.
- Ferdynand Głodzik
Z forum Periodyku Poetyckiego:
Potem w łeb się stuknę;
Lekko, bo tak miło.
I sam siebie spytam:
"Po co mi to było?
Po co mi był market,
na cholerę młoptek?
Lepiej by z Kałacha
postraszyć hołotę. "
Niestety w marketach
Kałachów nie mają
tylko głupim klientom
młotki wciąż wciskają.
- bieszczadnik
|