:: Piotr Czerski czyta, a następnie drze na strzępy
list od redakcji kwartalnika literackiego Kresy, po czym strzela sobie w łeb.
Co do wierszy to nie widzimy możliwości
opublikowania tych tekstów w dającym się
ogarnąć czasie. Pozostaje się ogarnąć,
przepłukać usta wódką, wygładzić koszulę,
wyjąć z szafy rewolwer i z pietyzmem wsunąć
w czarne oko szczeliny jeden srebrny nabój.
Jak mawiał mój pradziadek - trzeba znać swój honor
(on był kiedyś ułanem, póki nie spadł z konia
i nie skręcił karku, a dzisiaj jego prawnuk
zleciał na pysk z pegaza i leży w rynsztoku.
Taka klątwa rodzinna, takie nasze fatum.)
Żegnajcie więc, panowie. Nie płaczcie, dziewczęta.
Nie wszystek przecież umrę - wierzę Czesławowi
i wiem, że jeszcze tu wrócę. Narodzę się nowy.
- Piotr Czerski
|