N U M E R :
2
styczeń 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 11 - Farbenheit...

"Farbenheit" - "Farbenheit"

Nigdy wcześniej nie słyszałem o tym zespole, co dowodzi o mojej kulejącej orientacji w polskich gitarowych klimatach. Ale po usłyszeniu ich "Terrorystanu" w radiu BIS uznałem, że muszę sprawić sobie prezent w postaci ich cedeka, a teraz, kiedy przez głośniki sączy się "Pogodna", utwierdzam się w przekonaniu, iż trzy dychy wydane na Farben Lehre "Farbenheit" są najlepiej wybuloną moją kasą w tym roku.

Pierwsza myśl o "Farbenheicie" była porównaniem zespołu Wojtka Wojdy z amerykańskim bandem Billego Armstronga, czyli Green dayem. Profanacja? Może. Ale nie zmienia to faktu, że lirycznie oba te zespoły nie różnią się od siebie. Jazda po scenie politycznej i jej klakierach to ich myśl przewodnia.

Jeżeli sytuacja w kraju kogoś nie satysfakcjonuje, z przyjemnością będzie męczył sąsiadów zza ściany typowo punk-rockowymi rytmami z tej płyty. Chłopaki używając metafor urządzili sobie bezkompromisową przejażdżkę po wielkich głowach naszego biało-czerwonego kraju.

Muzycznie natomiast płyta prezentuje się bardzo dobrze. Już pierwszy kawałek "Terrorystan" wywołuje spontaniczne tupanie lub machanie bańką w górę i dół, w rytm wesołych dźwięków. "Pogodna", będąca drugą pozycją, to czysty i stuprocentowy rarytas - jego wesoły refren wkleja się w pamięć na długo.

Dalej "Szwajcaria" bardzo podobna do pierwszego utworu, potem relaksacyjne "Kolory"; następni są "Złodzieje", których tytuł i kojarzenie polskich polityków jest jak najbardziej trafione. "Pod wiatr" będzie szybkim i energicznym pretekstem, by na koncercie wywołać wirujące pogo, a także szybka "Siła w nas" rasowym anarchistom służyć może w charakterze manifestu.


"Hop hop" to spokojne i odmienne - zescratchowane! - brzmienie. Jedyny taki kawałek na płycie, przyprawiony winylowym popisem DJ Beny'ego. Później znowu szybki i wyrywający z butów "Diabeł", spokojniejsze "Ulice milczą". Oba kawałki wpadajace w ucho, lecz z pewnością pierwszy z nich robi to w sposób permanentny.

"Punky reggae live" to - patrząc na tytuł - przemielony przez jamajskie rytmy utwór, przeze mnie uznany za najsłabszy. Przedostatnie "Kwiaty" są wspaniałym soundtrackiem na osiemnaste urodziny u koleżanki, bo i tekst jest przyjemny, a muzyka jeszcze bardziej. Ostatni, tytułowy "Farbenheit" jest chyba najmocniejszym, najgłośniejszym i przypominającym utwory z poprzednich płyt kawałkiem o brzmiącym ciekawie zakończeniu.

Gdybym miał wyznaczyć najsłabsze punkty nowego krążka tej czteroosobowej kapeli, bez wahania wskazałbym na "Hop hop" i "Punky Reegae live", co paradoksalnie nie oznacza, że są to płody złe. Ich negatywem jest wybijanie z rytmu innych pozycji na płycie - wszystkie są bardzo skoczne, pozwalają nam chociaż na te kilka minut zbuntować się przeciw prawom grawitacji. A te dwa, spokojne, znacząco kolidują z całością.

Płyta warta kupna, zwłaszcza ze względu na te cyferki przy kodzie kreskowym, robiące za cenę. Ogólnie rynek muzyczny w Polsce jest nieco kosztowny, ale dzięki takim zabiegom - wydanie płyty po 30 zeta za sztukę - dałoby radę to zmienić. Tym bardziej, że prócz muzyki otrzymujemy dodatkowe materiały na płycie w postaci zdjęć zespołu, teledysków i ciekawej introdukcyjnej animacji.

W związku z tym, kupcie, bo warto. Nie usłyszycie na "Farbenheicie" kiepskich utworów - są dobre i już tylko lepsze.

Dystrybucja: Rockers Publishing

Rok wydania: 2005

Internet: www.farbenlehre.plockman.pl

Ocena: (4/5)

Autor: Michał Chmielewski 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)