N U M E R :
2
styczeń 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 18 - Dark Funeral...

Dark Funeral - Attera Totus Sanctus

“Przeżyłem!”- pomyślałem, gdy skończyłem odsłuchiwanie najnowszej odsłony muzycznej legendarnego Dark Funeral. Wyznam, iż zaskoczyła mnie moc i wściekłość tego albumu. Po prostu urywa łeb! Od samego początku do ostatnich taktów tej płyty, nawałnica i kanonada dobywająca się z jej dźwięków rozbija w pył wszystko na swej drodze. >

Od dawna trwały spekulacje, co też nowego pokaże najnowsza płyta Dark Funeral, czy zdoła dogonić inne black metalowe dzieła, których od czasu wydania "Diabolis Interium" powstało tak wiele. Można powiedzieć krótko: dla wątpiących nowa twarz Dark Funeral będzie śmiertelnym ciosem prosto w mordę. Jest to, że się tak kolokwialnie wyrażę, napierdol jakich mało.

Dla wielbicieli tego zespołu oraz dla zatwardziałych maniaków black metalowej rzezi, "Attera Totus Sanctus" będzie wyśmienitą strawą i kolejnym doskonałym albumem. Jest to wciąż black metal wysokiej próby, niezwykle wściekły i ekstremalnie szybki, ale nie chaotyczny i bezmyślny. Słychać, że panowie z Dark Funeral potrafią grać i posiedli wiedzę tajemną na temat tego, jak nagrać taki album black, żeby się podobał. Znakomite, rozpędzone gitary, opętańcza młócka perkusji i bardzo ciekawe rejestry wokalne Caliguli Magnusa, który ryczy na przemian z recytacją i wrzaskami to sprawdzona, przećwiczona i gwarantująca efekt receptura. Ponad 40 minut muzycznej egzekucji. Wszystko niby na miejscu, nie ma się do czego przyczepić, a jednak....

Attera Totus Sanctus Dark Funeral Rok wydania: 2005 / Wydawca światowy: Regain / Wydawca polski: Mystic / Rodzaj muzyki: black /

Skład: Emperor Magus Caligula - wokal / Lord Ahriman - gitara / Chaq Mol - gitara / Matte Modin - perkusja / Gustaf Hielm - bas /

Tracklista: 01. King Antichrist / 02. 666 Voices Inside / 03. Attera Totus Sanctus / 04. Godhate / 05. Atrium Regina / 06. Angel Flesh Impaled / 07. Feed on the Mortals / 08. Final Ritual /


Podobnie, jak przy recenzji płyty koncertowej, nowy album Dark Funeral nuży. Stężenie muzycznej agresji i brutalności jest tu tak duże, że pokuszę się o tezę, iż dawno nikt nie nagrał tak agresywnego albumu black metalowego. Może to brzmi jak teza szaleńca, ale czegoś tak wściekłego nie słyszałem od czasów Anorexii Nervosy i jej "New Obscurantis Order". Poza jednym utworem "Atrum Regina", który w całości jest bardzo klimatycznym walcem, reszta płyty, czyli 7 utworów, to nieustanna sieczka. Nie ma dwóch zdań, że jest to sieczka znakomicie zagrana, ale ileż blastów i wrzasku można znieść? Otwierający płytę "King Antichrist" to prawie 5 minut kanonady, a perkusista nie zwalnia ani na chwilę (sic!)! gdyby ten album odegrać na żywo w całości, to myślę, że nawet najbardziej oddanym fanom zespołu pękłyby czaszki od decybeli i jednorazowej dawki agresji. Gdyby tylko ten album był nieco bardziej zróżnicowany, byłoby o wiele lepiej. Taką muzykę nagrano już tak wiele razy, że ratuje ją tylko specyficzne wykonanie i atmosfera, jaką tworzy tylko Dark Funeral. Największe brawa należą się zdecydowanie perkusiście, którego gra na instrumencie jest tak nieprawdopodobna, że jeśli tylko nie posiłkował się chemikaliami ani sprzętem komputerowym przy tworzeniu swoich partii, to jest to obecnie najszybszy perkusista świata! Znakomite są także gitary Ahrimana i Chaq Mola, a zwłaszcza te drugoplanowe melodie, które tak znakomicie budują atmosferę w black metalu – wystarczy posłuchać „King Antichrist” czy „Godhate”.

To, co dodatkowo działa na niekorzyść tej płyty, to zupełnie niesłyszalny w całym tym huraganie bas (jak zwykle, jest to instrument pomijany w baliku zupełnie) oraz chyba zbyt nachalne korzystanie przez Caligulę z maniery wokalnej Attilli Cishara z Mayhem.

Podsumowując, powiem tak: na tle całości dokonań Dark Funeral, ta płyta jest bodajże ich najlepszą, najbardziej dopracowaną i najbardziej złą płytą, jaką dotąd nagrali i należy zazdrościć im formy. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę inne płyty ekstremalnego black wydane przed tą, jak choćby Kult ov Azazel, Marduk czy rodzimy Infernal War, to Szwedzi nie zaskakują niczym (podobnie jak Khold czy 1349) poza posunięciem granic ekstremy muzycznej o mały krok dalej. Nie wiem tylko, czy da się to długo robić.

Autor:T@aco 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)