| |||||||
| poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
Strona - 08 - ŚCIEK...
ŚCIEK
Wiadomo - bycie popularnym jest fajną rzeczą. Rozdaje się autografy i w ogóle. Popularność w tym kraju - i poza nim - zdobywa się podejrzliwie łatwo, a najskuteczniejszy środek do jej schwytania nazywa się muzyka. Przykład? Włączcie VIVA Polska czy spolszczone MTV. Aż huczy od ich nadmiaru.
Powiedzmy szczerze - polski rynek muzyczny do wybrednych nie należy. Dla negujących to stwierdzenie polecam płytę "Mandaryna.com" lub debiutancki krążek trzech piszczałek nazywających same siebie Queens (Merkury, mam nadzieję, będzie je po nocach nawiedzał), czy chociażby zniewieściałego Bartka Wronę, jedną piątą martwego wiślanego bakstret bojsu - Just5. Przykładów jest więcej.
Nad ich jakością płakać nie będę, bo zwyczajnie nie widzę takiej potrzeby. Mogę najwyżej pokiwać na boki moją główką, mruknąć pod nosem jakieś nieartykułowane słówko i przysiąc sobie, że nigdy więcej do nich nie powrócę. Bądź, co właśnie czynię, mogę dać upust swojej bulwersacji na łamach jakiegoś muzycznego magazynu.
Dla mnie przykrą rzeczą jest w ogóle fakt, że ktoś, ktokolwiek, nie ważne kto, dał takim osobom do ręki mikrofon, nagrał ich nie do końca sprecyzowane zwierzenia, które, tak się jakoś złożyło, gówno obchodzą potencjalnego fana dobrej muzyki, i zapisał to wszystko na płytach CD, blokując tym samym miejsce artystom młodym i co najważniejsze o nieco większych zdolnościach muzycznych. Konkretnie to o diablo większych zdolnościach.
Dla spragnionych przykładów - wymienienie choć połowy w formie tekstu zajęłoby 3/4 objętości płyty DVD, więc zwyczajnie ich nie podam. Ktoś posiadający w miarę zdrowe i nieuszkodzone przez słonia ucho usłyszy ją bez trudu w radiu BIS, Antyradiu czy na niskobudżetowych festiwalach muzycznych, na których wejściówki wynoszą 2.50 zł(!) bez VATu (przykładem obejmę rockową "GeneRację"). Dla porównania - Mandaryna, efektownie potwierdzająca swój niekwestionowany talent w Sopocie'05, kosi dwie dychy za półtoragodzinną torturę swoim głosem. Koszalińska "GeneRacja" trwała od 14.00, a kończyła się grubo po północy. Jakieś pytania?
Kaleczącym sztukę muzyczną często sprzyja los. Jeden jest znajomym rapera, trzymającego jeszcze jako taki poziom, druga dzieli łóżko z liderem najbardziej rozpoznawalnego biało-czerwonego (z dużą przewagą czerwonego) trio, a trzecia wygrała TVN-owskiego "Idola", pieczącego gwiazdy muzyki tak udane, jak przypalony zakalec.
|
Skoro jednak wydali tę płytę, musi znaczyć to, iż jednak talent posiadają i umieją go wykorzystać? Otóż stwierdzenie to byłoby dobre, gdyby nie fakt, że jest złe. Żonglujący funduszem państwa politycy też jakoś się dostali do władzy, mimo że wiedzą o kompetentnym zarządzaniu państwem dorównują najwyżej uczniowi gimnazjum, który w wolnych chwilach ogląda "Co z tą Polską?".
Znajomości, otóż to. To właśnie one są najważniejszym ogniwem między sukcesem a zdolnościami. To właśnie znajomości brakowało góralom z Zakopower, by pokazać, że przyśpiewki o oscypkach nadają się zarówno do grania między górami, jak i na bałtyckiej plaży. To właśnie dzięki nim Doda Elektroda może kręcić teledyski prezentujące jej cycki i sposób spędzania wolnego czasu ze swoim bramkarzem w wannie, i jeszcze zbijać na tym kasę, podczas gdy polski odpowiednik Green Daya, czyli koszaliński Let's Go, nie ma na koncie żadnego wydanego cedeka, a wykonaniem gitarowym uderza z energią równą właśnie grupie Billa Armstronga.
Ekipy wysyłające do wydawców swoje dema porównuję do początkujących pisarzy, którzy skazani na brak jakiegoś poparcia przy szczycie wydawniczej hierarchii, bardziej mogą liczyć na wyrośnięcie jarzębinowego kaktusa na ich tyłku, niż zdobycie poparcia dzięki wysyłaniu swoich prac poprzez zwykłą pocztę bądź e-mail na adres wydawnictwa. Taki sam orzeszek do rozgryzienia mają uzdolnieni muzycy, nieważne czy to rockowcy, dj-eje, solowi wokaliści, władcy elektronicznych bitów czy postrachy Eminema, którzy nad Wisłą swoją liczebnością powoli biją ludność Chin. Orzeszek twardy i gorzki.
Droga ku wydaniu muzycznej płyty bez odpowiedniej eskorty zawiła jest niby pół kilometra sznurka w kieszeni, trudnością dorównuje złapaniu komara za piętę rękawiczką bokserską, a jeżeli ktoś się tego dorobi, wtedy wydawca i producent stawiają warunki.
Kuba Wojewódzki powiedział kiedyś, że czuje się obrzygany wszędobylską tandetą (nie tylko muzyczną, ale głównie tą). Ja odczuwam coś wręcz przeciwnego, gdyż obracam się tylko w tych akustycznych klimatach, gdzie czuję korzyść z samego słuchania, a chęć prymitywnej chęci bycia popularnym stoi daleko za priorytetową, prostą i dzięki temu piękną chęcią tworzenia dobrej muzyki.
Reszta jest niczym ściek, czyli tym, z czego nie korzystam wcale.
Autor: Michał Chmielewski | ||||||
| | poprzednie - spis treści - następne | | |||||||
|
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej
formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone! Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl) | |||||||