N U M E R :
2
styczeń 2006


kontakt

| poprzednie - spis treści - następne |      
Strona - 07 - Richard Bona..

Richard Bona w Poznaniu

"It's a very old, Polish song"

Te słowa wypowiedziane prze Richarda, wprawiły w osłupienie całą publiczność. Z kolei sam Richard zaczął parodiować zachowanie tejże. Mniej więcej w takim nastroju przebiegł cały koncert. Ale nie uprzedzajmy faktów; zacznijmy od początku.

Zanim dostałem się do Auli UAM zdążyłem nieźle zmoknąć, zmarznąć oraz zostałem ochlapany przez przejeżdżający nieopodal samochód. Perspektywy na ten wieczór miałem cudowne, a jak było? Całość rozpoczęła się z małym opóźnieniem. Koncert przewidziany był na godz. 20, ale dopiero ok. 15 minut później dane nam było usłyszeć pierwsze dźwięki. Pojawienie się zespołu poprzedziło jeszcze wręczenie "jakiejś" nagrody dla najhojniejszego mecenasa kultury, ale jak się okazało, komisja postanowiła jej w tym roku nie przyznawać. Piszę "jakiejś", ponieważ nie zwróciłem uwagi na jej nazwę, podobnie zresztą jak inni obecni na koncercie, których się o nią pytałem. Chwilę po tym artyści zaczęli pojawiać się na "scenie".

Koncert rozpoczął się od utworu wprowadzającego nastrój nieco mistyczny, który od razu skojarzył mi się z Afryką oraz tamtejszymi obrządkami religijnymi, co nie powinno nikogo dziwić, zważywszy na fakt, że główny bohater wieczoru obficie czerpie ze źródła afrykańskiej muzyki etnicznej. W tym momencie zdarzyła się rzecz dość oczywista, która jednak wprowadziła mnie w stan pewnego zirytowania. Wyobraźcie sobie: światła zostały zgaszone, zespół gra nastrojową, spokojną muzykę, lekki blask niebieskich reflektorów nadaje całości jeszcze więcej magii... a nagle wokół rozbłyskają dziesiątki aparatów. Rozumiem, że każdy chciałby mieć zdjęcie z koncertu, ale czy naprawdę nie można było trochę poczekać?

Richard wykonywał utwory ze swojej najnowszej płyty zatytułowanej "Tiki" oraz ze wcześniejszego albumu "Munia - The Tale". Oprócz tego był jeszcze, wcześniej wspomniany, "very old, Polish song" oraz utwory wykonywane z udziałem publiczności, kiedy to najpierw śpiewały "beautiful Polish woman", później "strong Polish man", a na koniec wszyscy razem ;) Cała widownia wydawała się zaskoczona, że koncert okazał się "interaktywny", dlatego też Richard przerwał na chwilę grę zespołu i oświadczył, że jeśli nie zaczniemy śpiewać, to nie wyjdziemy z tej sali do jutra. Osobiście byłem za tą opcją, jednakże najwyraźniej inni nie kochają muzyki tak bardzo jak ja. ;) Od tego momentu publiczność zaczęła szaleć i brać czynny udział w "zabawach" Richarda, który od samego początku koncertu nawiązał świetny kontakt z widownią i okazał się wyśmienitym "showmanem".


Muzycy towarzyszący Richardowi okazali się świetnymi jazzmanami. Partie solowe były naprawdę cudowne, a kilkuminutowa improwizacja w wykonaniu pana grającego na bębnach nie ma sobie równych. Artyści igrali ze zdrowiem widzów, przez część utworu grając cicho tylko po to, aby w najmniej oczekiwanym momencie "uderzyć" ze zdwojoną albo nawet z potrojoną siłą, przyprawiając niektórych o zawał. Na szczęście obeszło się bez zgonów ;)

Wróćmy jeszcze na chwilę do "very old, Polish song". Otóż cały ten utwór był śpiewany przez Richarda a cappella, a jakby tego było mało, w całości był improwizowany(!). Podczas jego wykonywania, Richard, nagrywał niektóre partie własnego wokalu, które w dalszej części piosenki służyły za podkład muzyczny. Jeśli ktoś chciałby usłyszeć jak można bawić się muzyką powinien wybrać się a jakiś koncert tego artysty. Jak wszyscy zapewne wiedzą Richard jest zarówno genialnym wokalistą, jak i basistą, przez co podczas śpiewu a cappella jego ręce poruszały się w taki sposób, jakby grał na wyimaginowanej gitarze.

Całość skończyła się około 23. Publiczność domagała się naturalnie bis, którego oczywiście się doczekała. Osobiście chciałem wnieść "petycję" o drugi bis, jednakże pan odpowiedzialny za oświetlenie "użył mocy", przez co większość osób zaczęła wychodzić. Naprawdę szkoda. Cóż, nie pozostaje nam nic innego jak na kolejną wizytę Richarda w Polsce i na kolejny, świetny koncert w Poznaniu.

Koniec i bomba, a kto nie był ten trąba :P

Autor: Iskendarian: "strong Polish man" ;D 

    | poprzednie - spis treści - następne |
Grafika i teksty tutaj zawarte nie mogą być kopiowane i używane w wszelkiej formie bez zgody ich autorów. Wszelkie prawa Zastrzeżone!
Copyright: Layout & GFX: Urimourn (urimourn@vp.pl)